#uQoAH
4:30 - Na dworze -5, a odczuwalne -500, śladu po autobusie brak.
4:41 - W końcu kierowca się lituje nade mną i innymi współwięźniami, wsiadam, witam stałych bywalców, i siadam, próbuję udać się ku objęciom Morfeusza, próbuję, bo kierowca perfekcyjnie mi to utrudnia, najeżdżając na wszystkie możliwe dziury.
5:51 - Jestem na miejscu, krótki spacer do nic nie znaczącego miejsca pracy i można zacząć udawać, że pracuję przez 8 godzin.
14:15 - Rozpoczynam powrót do mojej jaskini, po drodze zatrzymując się na 3 przystankach.
15:30 - Jestem w domu, zamulam, nic nie robię, a może robię wszystko, byleby nic nie robić - jeśli to ma sens, nie? Pogubiłem się w tej wojnie ze światem.
23:00 - Kładę się spać, myśląc co poszło nie tak, po drodze uświadamiając sobie, że wszystko.
2:00 - Udaje mi się zasnąć.
4:00 - BEEP BEEP BEEP.
Każdy dzień taki sam, tylko inna data - dzień świstaka.
Nagle, nic stąd, ni zowąd, ktoś postanawia "zepsuć" mój piękny harmonogram dnia, a było to mniej więcej dwa miesiące temu.
14:27 - pierwszy przystanek, do autobusu wsiada anioł o jasnych włosach, po czym stojąc nade mną zadaje magiczne pytanie: "Można?". Prawie opluwając siebie odpowiadam "Jasne" i Roszpunka zajmuje miejsce obok.
Czemu ja? Czym się wyróżniam? Szybkie ogarnięcie sytuacji, no tak, jedyne wolne miejsce... czego mogłem się spodziewać z moim pyskiem, he?
Przedstawiając się i dowiadując się, że Roszpunka to nie Roszpunka, a Julia, nastaje dosyć długa, mordercza cisza - nie chcąc jej kontynuować, sięgam ręką po słuchawkę, lecz gdy tylko próbuję wsadzić ją do ucha, Julia łapie mnie za rękę i zadaje kolejny raz to samo pytanie, "Można?", ja natomiast po raz kolejny mało co się nie opluwając ze zdziwienia odpowiadam "Jasne", lecz nagle w głowie zapala mi się lampka... mam profilowane słuchawki i żeby ona mogła słuchać, musiałaby... "Nie ma problemu" - mówi, po czym przysuwając się do mnie praktycznie jak najbliżej, kładzie mi swoją głowę na ramieniu.
15:15 - Wysiadamy z autobusu, na odchodne rzuca rozpuszczające mnie "Pa" i rusza w przeciwnym kierunku, a ja udaję się do jaskini, próbując się wybudzić ze snu.
Pierwszy, drugi, dziesiąty. Ku mojemu zdziwieniu tak mijają kolejne dni "po dziś dzień", Julia dzień w dzień przysiada się do mnie i całą drogę rozmawiamy o wszystkim i o niczym, o mnie i o niej, o całkiem poważnych rzeczach, jak i o totalnych pierdołach, a jak któreś z nas jest zmęczone po pracy, to po prostu słuchamy muzyki, tak jakby... wtuleni.
Średnio 48 minut dziennie, 48 minut haju, czuję się jakbym był ćpunem, a czas z nią kolejną kreską na blacie - w końcu dzień nie do końca należy do świstaka... tylko do niej.
I wiecie, jak to jest przegrać? Jeździć dzień w dzień ze swoim ideałem i nie zrobić kroku.
Ona w sumie zrobiła ten pierwszy krok, teraz może Ty byś mógł, na przykład zaproponować wyjście gdzieś po pracy.
Nawet nie w sumie zrobiła pierwszy krok, ale realnie go zrobiła. Ludzie nie biorą słuchawki od kogoś kogo nie chcą dotknąć. Zresztą w wyznaniu jest jasno napisane, że słuchają przytuleni muzyki czasami.
Autorze czas poćwiczyć myślenie pozytywne i zaprosić dziewczynę gdzieś.
Dlaczego nie zaproponujesz dziewczynie wspólnego wyjścia? Na kawę po pracy, może na film, który Was interesuje, a może do fajnej knajpki? Skoro dobrze Wam się rozmawia rano to warto spróbować. Później będziesz sobie pluł w twarz, jak dziewczyna spotka chętnego chłopaka i wejdzie z nim w związek.
Chwila w mapach google, żeby namierzyć kawiarnię albo jeszcze lepiej pizzerię w pobliżu Waszego przystanku końcowego, w końcu po pracy człowiek chętnie coś przegryzie.
Następnego dnia: „tu w pobliżu jest pizzeria/kawiarnia, może wejdziemy na chwilę?” Skoro dziewczyna sama Cię zaczepiła i sama się codziennie dosiada, to masz sporą szansę na miły obiad i otwarcie na bliższą znajomość.
A tak w ogóle, to jeśli na serio zasypiasz o 2 w nocy, po czym wstajesz o 4, to warto z tym pójść do lekarza. Człowiek potrzebuje tych 7-8 godzin snu na dobę, przy permanentnym niewyspaniu w końcu organizm wysiądzie. I z kim wtedy Twoja Julia będzie siedzieć w autobusie?
Jak to jest przegrać? Najpierw trzeba zagrać, a ty nawet nie zaczynasz tej gry. Nie da sie wygrać nie grając.
Autorze czuję się zmęczona tylko czytając przez Twoje nastawienie do życia. Spróbuj nad nim trochę popracować, bo jak chcesz mieć lepsze życie to się nie da tak patrząc negatywnie na wszystko.
Nie myślałeś, żeby zmienić pracę na coś bliżej? Tracić codziennie 2h+ na dojazdy, to trochę za dużo. Jeżeli droga do pracy zajmuje więcej niż 30 min, to ma to negatywne skutki dla zdrowia, zarówno fizycznego, jak i psychicznego.
Chyba że ciągniesz to tylko dla niej?