#u32cR
Z zabawą było jednak słabo, bo niepełnosprawność umysłowa Basi nie bardzo pozwalała na jakiś kontakt z nią. Jedyne co zazwyczaj robiła będąc u mnie, to gryzła moje lalki albo wysypywała klocki, tylko po to, żeby chodzić w kółko i je kopać. Do tego miała pewne dziwne natręctwo albo problem (?), bo zamiast załatwić się w toalecie, ona wolała w pampers (nosiła go mając wówczas 7 lat), po czym zawartość wyciągała ręką i się nią bawiła lub cokolwiek. Dlatego też kiedyś wysmarowała, za przeproszeniem, swoim gównem jakąś moją ulubioną zabawkę. Nigdy w życiu tak nie płakałam jak wtedy. Co gorsza, liczyłam na wsparcie mamy, a usłyszałam od niej, że Basia jest chora i muszę jej wybaczyć.
Matka potem dogadała się z sąsiadką, aby Basia w zamian oddała mi jakąś swoją zabawkę. No i dała, jakiegoś starego, dziurawego misia. I nie chodzi o to, że nie miała innych lub była biedna, wręcz przeciwnie. Dlatego zabolał mnie fakt, że dostałam zabawkę, którą najpewniej w ostatniej chwili wyjęto ze śmietnika. I tak oto mijał rok, drugi, trzeci, a Basia coraz częściej u nas przesiadywała. W końcu rodzicielka, po tak długim czasie zauważyła, że chowam się, gdy Basia przychodzi i unikam jakiegokolwiek kontaktu z nią. Myślicie, że zareagowała? Nie, na siłę mnie wyciągała i zamykała z Basią w jednym pokoju, po czym stwierdzała, że mam nie robić z siebie księżniczki, tylko wspomóc Basię.
Może tę niezdrową pobłażliwość wobec Basi można trochę usprawiedliwić tym, że mama była wówczas pielęgniarką, więc patrzyła na to nieco z innej perspektywy. Ale jednak po czasie w końcu i ona stanęła po mojej stronie. Konkretniej kiedyś przed wyjściem z domu zauważyła, że ma po prostu ludzką kupę w środku buta. Nagle jej podejście całkowicie się zmieniło i jeszcze tego samego dnia poszła do sąsiadki, mówiąc, że już więcej Basi nie wpuści. I od tego czasu miałam spokój. A anonimowe jest to, że to ja załatwiłam się mamie do buta, celowo, bo chciałam pozbyć się Basi. Nie żałuję, tylko w ten sposób mogłam się od niej uwolnić.
A, czyli jak gówno było na zabawkach córki to ok, ale na moim bucie? Koniec tego! Smutne
no niestety, kwestia perspektywy i osobistego doswiadczenia konsekwencji :(
Jedyne czego można żałować to fakt, że nie nasrałaś jej do buta kilka lat wcześniej.
o toto, o tym samym pomyslalam
I co by to niby załatwiło ?
Wspaniała matka, gotowa poświęcać szczęście i spokój swojego dziecka, ale nie swoje rzeczy.
Żeby ktoś zrozumiał drugiego człowieka sam musi mieć przesrane, szkoda tylko, że tyczy się to też relacji rodziców do dzieci-,-
Prawdziwie anonimowe. Szkoda tylko że Twoja matka zauważyła problem, jak miała nasrane we własnych butach, a Twoja własność wcześniej się kompletnie nie liczyła.
Bardzo dobrze zrobiłaś. Brawo, piękna lekcja dla matki.
I to jest anonimowe!
Ooo noo tak bo o kupię xD jedyna słuszna idea anonimowych które akceptują tutaj ludzie xD
Jeśli uważasz, ze sensem tego wyznania jest o kupie, to nie jesteś w żaden sposób wszechstronny.
Dobreee!
jak mnie zawsze wkur....irytuje takie wlasnie tlumaczenie- on/a jest chora/y i MUSISZ zrozumiec i wybaczyc
jak ktos jest chory to powinien wszedzie chodzic z opiekunem, ktory bedzie kontrolowal jego zachowanie, a nie ze moze robic wszystko, samowolka
na miejscu matki nie wpuscilabym juz tej dziewczynki do domu po tym zdarzeniu, chyba ze pod opieka ( czujna a nie gadanie przy kawce a dziecko gdzies obok sie bawi) matki
sorry, ale dla matki autorki powinno byc najwazniejsze jej wlasne dziecko, a nie corka sasiadki
i do tego zmuszanie do bawienia sie z nielubiana kolezanka, mocno cie ojojam
szkoda, ze kilka lat wczesinej nie wpadlas na ten pomysl
sprytne i skuteczne
powinno to być podawane jako przykład wpływu perspektywy widzenia na podejmowanie decyzji