Mam namolnego adoratora, z którym pracuję na tym samym piętrze. Lubię pracę zaczynać wcześniej, więc już ok. 7.30 jestem na miejscu i działam swoje. Na początku nie widziałam nic złego w tym, że przychodzi do mnie i zagaduje: co słychać, jak się miewam itp. Koleś jest miły i kulturalny, nic mu nie można zarzucić. Ale potem takie odwiedziny zaczęły mnie stresować, bo on ma zwyczaj stać w drzwiach, tak że nie mogę przejść, nie zahaczywszy o niego. Gdy się na mnie patrzy, jego wzrok płonie i wręcz pali mnie. Wyganianie takie pół żartem, pół serio, że ja pracuję i on też powinien, nie pomaga, wraca jak bumerang.
Kiedyś poprosił mnie o rozmowę i wyznał mi miłość, dodając, że kręcę go szczególnie gdy mam ubraną spódnicę odkrywającą nogi. Wyjaśniłam mu, że na uczucia nikt nic nie może poradzić, ale jestem w szczęśliwym związku i że nic z tego nie będzie, przykro mi. Rozmowa pomogła na chwilę. Przychodzi i zagaduje mnie w pracy i zawsze stara się upolować taki moment, kiedy jestem sama w pokoju, pisze mi wiadomości na komunikatory, kolejne rozmowy nie pomagają, przełożony nie widzi problemu. Wykorzystałam wszystkie możliwości dostępne w pracy, aby się go pozbyć, niestety bezskutecznie. Zaczynam się bać, czuję się osaczona.
Dodaj anonimowe wyznanie
Niestety takie natręty wstydu nie mają. Wydaje mi się, że jedna opcja jest narobić mu wstydu przy innych (najlepiej, żeby to zobaczyły osoby, z jego pracy albo ktoś z kim się liczy). Powiedz głośno tak, żeby ci inni usłyszeli: Adam, jesteś natrętny. Rozmawialiśmy wiele razy o tym, że nie odwzajemniam Twoich uczuć i proszę skończ mnie nachodzić, bo chcę w spokoju pracować.
Uprzejmość jest przereklamowana. Powiedz ostrzej, bez uśmiechu, używając słów kluczy "nękanie", "molestowanie", albo powiedz mu coś bardziej osobistego "nie podobasz mi się", "totalnie nie jesteś w moim typie". Kolesie tacy nie biorą komunikatu, że masz kogoś serio, i tak chcą tylko Cię zaliczyc . Jak im powiesz, że nie jest w typie, to zgaśnie. To odbiera nadzieję. Pytanie, czy faktycznie jesteś gotowa, żeby się to pozbyć, czy mimo wszystķo lubisz trochę uwagi
Ja bym tak radykalnie nie szalała. Jak typ nie potrafi odpuścić po normalnej rozmowie, to czort wie co mu strzeli do łba jak go dziewczyna w ten sposób upokorzy?
Czy napewno wykorzystałaś wszystkie sposoby w pracy? Nie wiem czy to mała firma czy korpo, ale czy napisałaś oficjalne pismo w którym podałaś dowody na to że cię osacza i pomimo twoich próśb nie przestaje? Wszystko załatwiaj pisemnie, nic "na gębę". Niech twój przełożony/kadry ci odpiszą oficjalne stanowisko na twoją skargę. I jak już ktoś inny napisał, skończ z byciem miłą, powiedz mu głośno w obecności innych osób że sobie nie życzysz kontaktów innych niż zawodowe i ma przestać.
Mi kiedyś jeden taki jeszcze serduszka na fotelu zostawiał. No masakra, nie idzie się pozbyć natręta. Nawet bezczelne gadanie do takiego jaki mój - wtedy - narzeczony nie jest cudowny i wspaniały go nie zniechęcało. Na szczęście niedługo było nam dane pracować w jednej firmie.
Ja też miałam takiego, co mi serduszka zostawiał, laurki, kwiatki origami, czekoladki, przyklejał na ekran komputera karteczki samoprzylepne z napisem "kocham cię" albo "tęsknię za tobą". Na niego nawet nie pomagało to, że jestem lesbijką, twierdził, że on mnie z tego wyleczy. U mnie też dopiero zmiana pracy pomogła.
Rozumiem zabiegać o czyjeś względy, ale w sytuacji kiedy ktoś by mnie dosłownie spławiał za każdym razem, to maksymalnie po tygodniu bym otrzeźwiał. A najpewniej po 2-3 dniach zauważyłbym, że to reguła i przestał pajacować, bo bym sobie wyobraził, i pewnie słusznie, że potem śmieje się ze mnie z koleżankami i moje nieudolne starania są tematem plotek za moimi plecami. A jeśli by mi kobieta powiedziała że jest homo, to albo bym od razu spasował jeślibym uwierzył, albo być może pomyślałbym że to taka wymówka żeby mnie zniechęcić, i zadziałałaby natychmiastowo. Zresztą podobnie jeśliby mi powiedziała, że jest w szczęśliwym związku z kimś innym, z kim chce spędzić życie. Wtedy bym pomyślał że gość ma szczęście, i z automatu spadam z obłoków na ziemię.
Skoro przełożony nie widzi problemu, to niestety pozostaje Ci zmienić miejsce pracy. Nie widzę zbytnio alternatyw, a Twoje trwanie w takim dyskomforcie odbije się na Twoim samopoczuciu i generalnie, życiu. Nie wiadomo też w jak dużym stopniu ten nachalny Alvaro jest postrzelony ani co mu może przyjść do głowy.
Choć z drugiej strony większość Polaków czuje dyskomfort w związku z pracą i jakoś żyją.
To bardzo proste. Oskarż go o molestowanie, albo lepiej o gwałt. Jesteś kobietą, więc to będzie proste. Nie potrzebujesz żadnych dowodów, z automatu to facet musi się tłumaczyć i udowadniać niewinność.
Zazwyczaj to działa, rzadko kiedy kobieta zostaję przyłapana na kłamstwie. A nawet jeżeli, to faceta już dawno nie będzie, a tobie ludzie wybaczą i zapomną (jak jesteś ładna)
bardziej debilnego pomysłu nie mogłeś wymyślić białorycerzu...
Wszyscy wiemy, że jesteś jebniety, ale właśnie to potwierdziłes
Przecież on ją dosłownie molestuje. Niechciane podrywanie w pracy mimo wielokrotnie zgłaszanego sprzeciwu to jest molestowanie!
Spoko macie pracę, że macie czas stać i flirtować miedzy sobą. Ale jeśli Ci to nie odpowiada, to nie reaguj, bądź chłodna i t konsekwentnie, albo jak radzą inni, głośno protestuj tak, by inni słyszeli.
Po co ten przytyk o staniu i flirtowaniu? Szczególnie, że dziewczyna pisze, że to on ją nagabuje, a ona mówi mu, że ma pracę. Do tego napisała, że wybiera momenty gdy są sami.
To zgłosić do Państwowej Komisji Pracy czy też nie widzi problemu w tym, że pracownica jest molestowana w pracy aż boi się o swoje bezpieczeństwo a przełożony "nie widzi w tym problemu". Policję też możesz wezwać do pracy jeśli się boisz.
W czym problem, żyje się tylko raz!