#t1V41
Rzecz się działa w dzień Ogniska Kwietniowego. Wraz ze znajomymi ze studiów wybraliśmy się na owo ognisko. Było świetnie, bardzo mi się podobało, nożowników nie spotkałam. Jednak około 22 zaczął robić się społeczny syf, więc postanowiliśmy przenieść imprezę do jakiegoś klubu. Tak też się stało. W klubie szybko złapałam klimat i zaczęłam się bawić. W pewnym momencie do tańca porwał mnie pewien chłopak. Bardzo dobrze się ruszał, ładnie się zgrywaliśmy w tym tańcu, do tego był całkiem przystojny. Bardzo przystojny. Do tego ten piękny, promienny uśmiech. Ach, pamiętam go do dziś. Jak się łatwo domyślić, popłynęłam – buzi buzi, tiru riru na parkiecie.
Jednak na moje szczęście okazało się, że chłopak miał jakieś poczucie przyzwoitości i po tym incydencie nie ulotnił się. Wziął mnie za rękę, zaprosił na kanapę, zaczęliśmy rozmawiać. O dziwo rozmowa się kleiła, było naprawdę sympatycznie. W pewnym momencie podchodzi do nas dwóch kolesi. Jeden z nich nachylił się nad moim Tancerzem i zaczął szeptać mu coś do ucha. Po chwili Tancerz zwraca się do mnie i mówi, że musi już iść, bo jego kolega nieźle się wstawił, a bierze jutro udział w maratonie i on obiecał go odstawić bezpiecznie do domu. W tym momencie myślę sobie „Brawo! Otrzymujesz główną nagrodę w plebiscycie na kit roku, gratuluję! Bodyguard naje*anego maratończyka? Serio?”.
Po tym kuble zimnej wody mówię Tancerzowi, że jak się już chciał tak usilnie ode mnie uwolnić, to wystarczyło ładnie podziękować za towarzystwo, zabawę i w spokoju się oddalić, a nie silić się na jakieś wysublimowane wymówki. Ten jednak przyjął postawę obronną i zaczął mnie przekonywać, że wcale nie chce się wykręcić, że serio jego kolega jutro biegnie w maratonie, a on zobowiązał się mu pomóc i wypalił z tekstem „A załóż się o randkę, że mówię prawdę!”. Ja jednak w swojej zatwardziałości powiedziałam mu, żeby dał sobie spokój, bo i tak mu nie uwierzę. W końcu cała trójka oddaliła się w stronę wyjścia.
Na drugi dzień byłam umówiona z koleżanką na pogaduchy i wspólne gotowanie. Spóźniłam się, gdyż autobus, którym jechałam, w tym dniu jeździł zmienioną, dłuższą trasą – ze względu na maraton, którego trasa krzyżowała się z trasą autobusu. Wyobraźcie sobie moją minę, gdy połączyłam wątki.
Niestety nie jesteśmy obecnie 7 lat po ślubie. Tyle przegrać.
Korzystajcie z życia!
Jaaak. To miało skończyć się inaczej. ;-;
Coś czuję że to jeszcze nie koniec tej historii.
Historia sprzed 4 lat. Podane na samym wstępie :)
Zniszczyła system na anonimowych. Brak happy endu w historii damsko-męskiej :D
Skoro poznali się 4 lata temu, to faktycznie na pewno nie są 7 lat po ślubie. Może tylko rok, ale jednak są małżeństwem? Nadzieja umiera ostatnia ;)
Ogarnijcie się, niepoprawni romantycy :p
@muszedodackomentarz - tego się nie da ogarnąć. Wiem z autopsji, niepoprawna romantyczność jest silniejsza od człowieka :D
@Zagadkowa i taka teoria mi się podoba!
Ojtam tyle przegrać, powinnaś pytać się kogoś, czy koledze udało się zwyciężyć, może on by pomógł odnaleźć ukochanego :D
Liczylam na happy end ;( Takie zakonczenie nie w stylu anonimowych! ;D trzeba bylo wysiasc i szukac
Mnie troche smiesza takie wyznania - to, ze kiedys gadalo sie z jakims facetem, nie oznacza, ze od razu musi byc idealnym kandydatem na partnera... wiele razy rozmawialam z facetami, wydawali sie ok, ale jakos nie bralam od nich nr i nie zalowalam tego. Uwazam, ze co ma byc, to bedzie - gdybyscie mieli razem byc, to byscie byli. ;)
W sumie trochę dziwnie. Nie znalas chłopaka, a robiłaś mu .wyrzuty" jakby co najmniej był Twoim partnerem. Nic dziwnego, że nie wziął numeru.
Aż mi się smutno zrobiło...
Nie załamuj się, jeszcze tyle przed Tobą, na pewno znajdziesz swojego jedynego! :)
Założył się, a nie wziął numeru? yyyyyyy
Powiedziała mu, żeby dał sobie spokój
Mam nadzieję, że jeszcze tego nie przeżywasz... pójdż na maraton jako publiczność, może go spotkasz...
tak bardzo nie chciałas się wygłupić, że straciłaś xd