#sDYwU

Wyznanie o myleniu obcych osób na ulicy ze swoimi znajomymi przypomniało mi pewną historię.

Miałam 22 lata. Zamykanie knajpki, w której pracowałam, wiązało się m.in. z wnoszeniem ogródka (znaczy się krzesełek i stolików poustawianych na dworze) do wnętrza lokalu. Procedura wykonywana oczywiście pod koniec dnia.
Podczas jednej z takiej procedur (wieczór, 19, zmierzch) przyuważyłam zamierzającego przejść obok knajpki Michała (znajomy z czasów gimnazjum, mało gadaliśmy) - przynajmniej tak mi się zdawało, że to on... Zaczęłam patrzeć się na owego "Michała", zastanawiając się w myślach: "Michał, nie Michał?". Ten "Michał" chyba przyuważył, że wgapiam się w niego i oczywiście też rozpoznał we mnie swoją znajomą (super! :)), podszedł więc do mnie.

Rozpoczęło się od niepewnego "czeeść, pracujesz tu?". Podczas trwania tej rozmowy coraz bardziej upewniałam się, że owy "Michał" to jednak nie Michał, ale rozmowę oczywiście podtrzymywałam. Przyuważyłam, że kolega zaczął też mieć pewne wątpliwości.
Do końca nie daliśmy po sobie poznać. Na odchodne zapytałam go dokąd idzie, on jak gdyby nigdy nic, że do Aśki czy Kaśki, nie pamiętam jak jej było :D Oczywiście szybkie "pa, pa, miłej pracy, udanego wieczoru".

Na drugi dzień nowo poznany kolega przyszedł z jakąś koleżanką do lokalu. Zasłyszałam ich rozmowę "Widzisz! Mówiłem ci! Identyczna jak Karolina!" :D
Dodaj anonimowe wyznanie