#rgJTa

Będąc 9-letnim chłopcem, lubiłem zabawy w miejscach publicznych, angażujące obcych ludzi. Jedną z nich był pojedynek na gapienie – kto pierwszy spuścił wzrok, ten przegrywał. No i jednego dnia poszedłem z rodzicami do kościoła. Tam podjąłem decyzję o rozpoczęciu zabawy. Po pokonaniu kilku moherowych beretów, obrałem nowy cel, mianowicie księdza (nie tego prowadzącego mszę, tylko gościa, co sobie siedzi z tyłu i nic nie robi). Załapałem z nim kontakt wzrokowy i trzymałem oczy wlepione w jego twarz. Ksiądz chyba załapał o co mi chodzi, bo jego wzrok także utkwił na mnie. Siedzieliśmy tak dobre 10 minut, co chwila robiąc dziwne miny i machając rękami, aby odwrócić uwagę przeciwnika. 
Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, ot, zabawna historia z dzieciństwa, gdyby nie to, że przez naszą grę ksiądz nie zauważył faktu, że ministrant wywrócił jedną z kościelnych świec prosto pod jego krzesło... W ten sposób ksiądz skończył z oparzeniami na nogach.
Ale przynajmniej wygrał, bo ja skupiłem się już na jego płonącej sutannie.
Dragomir Odpowiedz

Czyli wyhaczyłeś gorącego księdza :)

Dodaj anonimowe wyznanie