#rS44I

Dużo osób pisze tutaj wyznania o tym, jak to się starało o względy u drugiej osoby, co to miłość robi z człowiekiem, żaliło się, że mimo licznych oznak druga osoba nie odwzajemnia uczuć.
Ja natomiast chcę się z wami podzielić historią opowiedzianą z drugiej strony.

Zaczęło się niewinnie, pocieszał mnie po zerwaniu z chłopakiem, wspierał, kiedy miałam trudną sytuację w domu, wyciągał z domu i rozśmieszał. Jako że nie byłam w dobrej kondycji psychicznej, od razu na wstępie zaznaczyłam, że nic oprócz znajomości nie chcę od niego. Związki i bliższe relacje nie wchodzą w grę, bo nie mam na to siły, a robienie drugiej osobie nadziei jest dla mnie okrutne kiedy wiem, że nic z tego nie będzie.
Na początku zgadzał się ze mną, sam twierdził, że też nie jest jeszcze gotowy na związek. I tak trwała nasza znajomość, wychodziliśmy na piwo, rozmawialiśmy przez telefon, pisaliśmy o różnych sprawach. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że z czasem zauważyłam, że wśród jego znajomych, z którymi wychodziłam krąży opinia, że jesteśmy parą, a on nic z tym nie robi. Czasem nie reagowałam na to, jednak później próbowałam prostować błąd, w którym wszyscy tkwią i uświadamiałam ich, że z moim kolegą nie łączy mnie nic więcej oprócz zwykłej znajomości.

Z tygodnia na tydzień chłopak stawał się coraz bardziej natarczywy, codzienne telefony, milion wiadomości, błaganie wręcz o spotkania. Próbowałam zachowywać do tego dystans, nie odpowiadać na wszystkie jego prośby, wykręcać się brakiem czasu, jednak kiedy zaczął nachodzić mnie pod szkołą czy przejeżdżać niby to "przypadkiem" pod moim domem, zaczęłam się bać. Jednocześnie mówił ciągle, że jeśli nie chcę się z nim spotykać już więcej, to mam mu powiedzieć żeby wyp***ał i już go nie będzie. Wiedział doskonale, że jestem zbyt delikatna i tego nie zrobię.

W międzyczasie poznałam swojego obecnego chłopaka, którego niestety ten koszmar nie ominął. Zaczął dostawać różnego rodzaju wiadomości, w których mój niby to "najlepszy przyjaciel" obrażał mnie i pisał upokarzające teksty na mój temat. Ludzie na wsi gdzie mieszkał i którzy nigdy mnie nie widzieli na oczy opowiadali sobie o mnie historie, o których ja sama nawet nie miałam pojęcia, że brałam w nich udział.
Apogeum nastąpiło, gdy podczas spotkania ze znajomymi przyjechał pijany wraz ze swoimi kolegami i próbował pobić mojego chłopaka. Na szczęście nic nikomu się nie stało, ale uznałam, że sprawy zaszły za daleko i całą sprawę zgłosiłam na policję. Dostał zakaz zbliżania się do mnie i jakiegokolwiek kontaktu.

Teraz minął rok od tego zdarzenia, a ja mimo terapii u psychologa boję się odebrać połączenia od nieznanego numeru, a kiedy jestem sama w domu i ktoś puka do drzwi, zaczynam wpadać w panikę i chowam się udając, że nikogo nie ma
SamoZycie Odpowiedz

Drogie dziewczyny, nie istnieje przyjaźń damsko-męska.

KurzaStopa

Droga osobo lubiąca pisać prowokacyjne teksty, żeby inni się irytowali - nieprawda.

Dragomir

Oczywiście że istnieje. Musi być jednak zachowana równowaga. Znaczy że oboje się sobie nie podobają w sensie fizycznym lub jeśli są atrakcyjni, to nie ma między nimi chemii. Albo oboje są spełnieni w związkach (lub spełnieni życiowo w sytuacjach wykluczających poszukiwanie osoby do związku). Ewentualnie są aseksualni lub celują w osoby tej samej płci.

SamoZycie

Istnieje jeżeli jedna strona jest bardzo brzydka i nieciekawa.

SamoZycie

Normalnie prowokacja, że szok... xD

Dragomir

To wtedy ta nieciekawa wzdycha do tej ciekawej. Też nie za dobrze.

Dodaj anonimowe wyznanie