Gdy byłam w podstawówce, sprzątała u nas X. Była cudzoziemką (nieważne, skąd), ale w tamtych czasach moja rodzina miała wielu znajomych z zagranicy, więc nie było to dla mnie niczym dziwnym. Po pewnym czasie zauważyłam, że giną mi rzeczy - pojedynczo i raczej drobiazgi w stylu oryginalna figurka albo kolekcjonerskie karty, więc jednak o pewnej wartości. Skojarzyłam, że zawsze znika mi coś po sprzątaniu X. Zgłosiłam to rodzicom, ale wyśmiali mnie, że pewnie sama gubię te rzeczy i wstydzę się przyznać, a do X jestem uprzedzona, bo pewnie dzieci w szkole coś na jej rodaków gadają (nie było tak). Ale któregoś dnia wróciłam wcześniej ze szkoły i zastałam X pakującą mojego walkmana do swojej torby. Wyrwałam jej go, a ona śmiała mi się w twarz, mówiąc, że rodzice mi nie uwierzą. I nie uwierzyli, kazali wręcz przeprosić X za oszczerstwa. Od tego czasu zawsze przed sprzątaniem X wynosiłam ukradkiem do najlepszej przyjaciółki gameboya i walkmana, a drobniejsze wartościowe rzeczy po prostu zabierałam ze sobą do szkoły.
Pewnego dnia, ku mojej uldze, X zadzwoniła, że musi pilnie wracać do kraju w sprawach rodzinnych i dosłownie zniknęła. Mama próbowała się jeszcze z nią skontaktować, bo dosłownie ją uwielbiała, ale bez skutki.
Minęło trochę czasu. Na studiach na imprezie poznałam P. Jakoś tak się zgadaliśmy, że u jego rodziców też sprzątała X i też przyłapał ją na wynoszeniu z ich domu cennych drobiazgów. Ale jego rodzice w to uwierzyli, kazali X oddać wszystkie skradzione rzeczy (co podobno nawet zrobiła) i zagrozili, że wezwą policję. Wtedy X po prostu uciekła z kraju i zatarła po sobie ślady.
Tymczasem moi rodzice nadal zastanawiają się, "gdzie tak dobrze schowali rodzinną biżuterię, że nie mogą jej znaleźć" (widziałam, jak X pakowała ją do torebki, ale już nie zgłaszałam tego rodzicom, bo i tak nie wierzyli) i rozpowiadają, jaki to mieli ze mną problem wychowawczy, bo byłam rasistką i nie znosiłam biednej X.
Dodaj anonimowe wyznanie
Jakoś nie chce się w to wierzyć - z twoich kart czy figurek mogli się podsmiewac że jesteś roztargniona ale z braku cennej biżuterii to już raczej nie.
W sumie też się nad tym trochę zastanawiam. Z jednej strony istotnie istnieją rodzice, którzy zupełnie nie wierzą swoim dzieciom i nawet w pierwszej kolejności te dzieci podejrzewają, a nie kogokolwiek innego. Więc istotnie mogą być rodzice, którzy słysząc, że coś zniknęło od razu by powiedzieli "bo gdzieś szmyrgnęłaś" i uznali za załatwione. Ale w przypadku tej biżuterii też właśnie by od razu dziecku przeszukali pokój, albo zrobili awanturę, że to dziecko ukradło, gdzieś zaniosło do lombardu i sprzedało, tylko się przyznać nie chce. Też większość tego typu historii jest pisanych jakby to ofiara była na przesłuchaniu jako podejrzany. Szczegóły opisane wręcz co do milimetra, gdzie co leżało. Ludzie praktycznie zawsze obwiniają ofiary, stąd ofiary się nauczyły, żeby się tłumaczyć bardziej niż sprawcy. Tutaj zaś jest coś bardziej typu "była z obcego kraju", "rodzice mnie podejrzewali o uprzedzenia" i jakieś relikty epoki, coś, co ma od razu pokazać, który był rok. Skoro rodzice mieli pełno znajomych z różnych krajów, czemu mieliby uznać podejrzenia za uprzedzenie? Przecież dziecko znało też ludzi z innych krajów, a podejrzewało tylko tą jedną, konkretną osobę. Raczej wygląda to jak coś, co ma obrazić ludzi, którzy są przeciw uprzedzeniom, takie właśnie "ci ludzie własnemu dziecku nie wierzą, tylko obcokrajowcom", a nie jak opis rzeczywistej sytuacji. Chociaż istotnie istnieją rodzice, którzy prędzej uwierzyliby komuś skazanemu za kradzież niż własnemu dziecku. Stąd jednak się martwię, że może sytuacja miała naprawdę miejsce, ale po prostu w jakiś sposób akurat ta kwestia cudzoziemców jest dla autorki najważniejsza i dlatego nie ma zwykle podawanych szczegółów. Tak jakby ktoś nie chciał uwierzyć, że rodzice ogólnie byli źli, że nie wierzyli i stąd próba opisania tego jako spowodowanego właśnie byciem przeciwnym uprzedzeniom. Takie "rodzice wcale nie byli źli, tylko za bardzo lubili obcokrajowców".
głupi starzy
No widzisz... dla ciebie nie ważne skad była, a dla mnie ważne. Stereotypy o ludziach, o ich wyglądzie, narodowości nie biorą sie znikąd. Skoro powstał jakiś stereotyp to znaczy ze większość musiała na to zapracować. Skąd byla ta sprzątaczka?