#p53qO

Krótko po skończeniu przeze mnie 6. roku życia rodzice obdarowali mnie świetnym prezentem, a mianowicie dali mi siostrę. Jako że byłam dość odpowiedzialnym brzdącem, to przypadła mi rola typowej starszej siostry - zajmij się, zabierz na spacer, pobaw się. W domu zostawał z nami dziadek - mama w pracy, tato za granicą, nikogo nie dziwiła ta sytuacja. Muszę wspomnieć, że dziadek był z tych, co muszą zawsze wszystko wiedzieć. Mieszkał w domu razem z nami - on na parterze, my na piętrze.

Pewnego pięknego dnia jak zwykle niańczyłam Młodą. Była akurat na etapie nauki korzystania z kibelka. Nagle usłyszałam magiczne słowo: "Siku!", co zawsze oznaczało bieg po schodach w dół z prędkością światła (na piętrze nie było toalety). Ale dziecko stwierdziło, że nie wytrzyma takiego dystansu i musi już, teraz, natychmiast. Nie uśmiechało mi się przebieranie i kąpanie obsikanego dzieciaka, więc niewiele się zastanawiając wsadziłam Młodą do wanny, kazałam robić co trzeba i wyszłam z łazienki. Po chwili usłyszałam wycie. Nie płacz, a wycie. Biegnąc, w myślach miałam już policję i siostrę utopioną w strumieniu swojego moczu. Na szczęście Młoda przeżyła. Płacz był spowodowany tym, że niestety w międzyczasie włączyła jej się potrzeba numer dwa, i niestety nie potrafiła jej pohamować. Stanęłam w obliczu prawdziwego wyzwania: jak pozbyć się kupy ze środka wanny tak, by było to w miarę bezbolesne i tak, by nikt się o tym nie dowiedział. Rozwiązanie było proste - znalazłam starą szmatę do mycia okien, zawinęłam w nią problematyczny "przedmiot", planowałam zanieść do kibelka na dole i tam posłać w świat jak każdą inną. Plan idealny, jednak w tym momencie na naszej drodze stanął dziadek. Zobaczył, że coś kombinujemy i swoim zwyczajem koniecznie chciał wiedzieć o co chodzi. Nawiązał się dialog:
- Co tam robicie?
- My? Nic.
- Jak to nic? Co tam macie, co to za szmata?
- Jejku, nic.
- Przecież widzę! Natychmiast mówcie co kombinujecie!
Cisza. Powtórny rozkaz. Cisza. Dziadek chciał zabrać nam siłą ową szmatę, ale mnie udało się jakoś przemknąć w stronę łazienki. Na placu boju została siostra, z niej zawsze łatwiej było coś wyciągnąć, więc dziadek spróbował raz jeszcze.
- Drogie dziecko, no powiedz mi, co tam schowałyście w tej szmatce? Co to było?
Na co moja zestresowana siostra wreszcie zaspokoiła jego ciekawość, zresztą zgodnie z prawdą:
- Gówno!

Dziadek był na nas obrażony przez tydzień za to, że nie chciałyśmy zdradzić mu tajemnicy.
glebokiepragnienie Odpowiedz

Dość odpowiedzialna rola jak na (około) ośmiolatkę.

FireInTheWater

Kiedyś to było normą. Ba, kiedyś nawet noworodki zostawiało się pod opieką rodzeństwa i szło się w pole. To dziś mamuśki drżą o bombelki do tego stopnia. Ale co ja się tam znam.

Jestjakjest

@FireInTheWater i Norskekatten, dla mnie obie macie rację - inne czasy, warunki, wychowanie i podejście do tematu.

Keyle

Dostałam pod opiekę jako pięciolatka takie kilkumiesięczne dziecko. Niby tylko na chwilę, piętnaście minut i już miał się zjawić dorosły.
Efekt był taki, że jak dorosły się zjawił to mój braciszek płakał przeraźliwie i był cały we krwi, bo spadł z łóżka i rozciął sobie trochę twarz o ławę, którą przysunęłam do łóżka po to, żeby nie spadł...
Na szczęście wszystko się zagoiło, ale mogło dojść do czegoś gorszego.

Vampire7

Czemu robicie z dzieci takie niedorajdy? 8 latka albo więcej to już całkiem duże dziecko i jak trochę pomoże przy siostrze to się jej nic nie stanie. Nie mówię, żeby zostawiać dziecko pod opieką innego dziecka codziennie i nagminnie, ale nie róbmy z dzieci debili, co to mają dwie lewe ręce i później nic nie potrafią....Nie róbmy z nich opiekunów do innych dzieci, ale nie róbmy też kalek życiowych...Jak zwykle potrzebny jest złoty środek. Weźmy pod uwagę, że rodzice często bardzo wiele poświęcają dzieciom, a jakieś obowiązki i mała pomoc od dzieci (np. pilnując rodzeństwa raz na jakiś czas) też im się należy.

Vito857 Odpowiedz

Zajmij się czy pobaw dla pi razy oko 8-latki jeszcze ujdzie. Ale weź na spacer?! Chyba żyłem w innych czasach albo moi rodzice byli nadopiekuńczy.

Cotusiedzieje

Jak miałam 10 lat a mój kolega 9, braliśmy na spacery kilkumiesieczne dzieci sąsiadów. Dawaliśmy im pić, a jak były starsze to też jeść. Nie wiem jak ktoś mógł się na to zgodzić :o

Whiteknight

Prawie jak w "Dzieciach z Bullerbyn". Tam Britta na początku książki chyba miała dziewięć lat, a to młodsze Lisa i Anna opiekowały się Kerstin. Dobrze, że pod tym względem czasy się zmieniły.

Vampire7

Kiedyś dzieci też bawiły się same na podwórku, biegały po krzakach i nikogo to nie dziwiło. Piękne czasy, szkoda, że nie wrócą ;) Teraz robi się z dzieci niedorajdy, które same sobie nie poradzą i zawsze muszą być pilnowane, bo nie daj Boże, nabiją sobie guza...rośnie nam pokolenie kalek życiowych, nieporadnych i delikatnych jak porcelana.

Cotusiedzieje

@Vampire i do tego bardzo roszczeniowych...

TVDfan Odpowiedz

Forma "tato" jest wołaczem, powinnaś była użyć mianownika czyli "tata"

artur997

„Tato” może być i w mianownku. Polecam słownik.

Dodaj anonimowe wyznanie