#oljpD
Mówi się wiele o pijanych kierowcach. Że to nieodpowiedzialne, że głupie. I wszystko to jest prawdą. Ale czasem nie tylko oni są winni.
Nie lubię tego całego świątecznego zgiełku – siedzenia przy stole, cioć i wujków, do których nie czuję sympatii. Ale sprawiam przyjemność rodzicom, więc twardo siedzę.
W tym roku spotkaliśmy się u ciotki. Był też jej syn – ojciec trzech córek, wszystkie przed komunią, małe brzdące jeszcze. Oczywiście nalewka wujka poszła w ruch, wszyscy się raczą. Kuzyn mówi, że nie, bo prowadzi. Jednego nie wypijesz? No napij się, jednego. Mój ojciec zwraca uwagę – nie namawiajcie, przecież będzie do domu wracał. Nie słuchają – przecież jeden to nic takiego.
Kuzyn pije jeden kieliszek. Po godzinie jeszcze jeden – no bo skoro jeden to nic takiego, to można dwa, dwa to też takie nic. Mówimy ciotce: namów ich, żeby zostali na noc, przecież twoje wnuki wiezie samochodem. Ale przecież to tylko jeden kieliszek...
Nie mam już trzech zdrowych bratanic, choć wszystkie przeżyły (w przeciwieństwie do kierowcy z drugiego auta). Jedna pewnie nie będzie już nigdy chodzić, jedna straciła oczko. Jedna póki co ma poważną traumę.
Kuzyn pewnie pójdzie siedzieć za spowodowanie wypadku ze skutkiem śmiertelnym.
Żona kuzyna obwinia moją ciotkę za namawianie.
Ciotka obwinia żonę kuzyna – że pozwoliła mu pić.
Mój tata obwinia siebie, że nie zabrał mu kluczyków.
A ja sobie myślę, że nie tylko pijący niesie śmierć. Ten kto na picie przyzwala też.
Nie zgodzę się. Nie uznaję odpowiedzialności zbiorowej w takim przypadku.
Odpowiada tylko i wyłącznie kuzyn. Dorosły chłop, wiedział, co robi, gdy brał pierwszy kieliszek. I nie ważne, jak bardzo go rodzina namawiała. Wystarczyło powiedzieć stanowcze NIE. A nawet jeśli podpici wujaszkowie nalali mu ten kieliszek, nie musiał podnosić go do ust. To ON WYBRAŁ SWÓJ LOS.
Oczywiście postawa rodziny jest karygodna. I tu nie chodzi nawet o namawianie, ale o PROPONOWANIE alkoholu kierowcy. I tak, za to są odpowiedzialni. I byliby odpowiedzialni także wtedy, gdyby nic się nie stało.
Jednak nie odpowiadają za wypadek, za śmierć i kalectwo. Nikt mu przemocą alkoholu do buzi nie wlał. Nikt go nie zmuszał, by wsiadał do samochodu. I to nie oni siedzieli za kierownicą.
Wyobraźmy sobie inną sytuację. Alergik wie, że nie powinien wpierdzielać ciasta z orzachami, bo spuchnie jak bania i może się udusić. Ale ciasto pachnie tak upojnie, ciocia namawia - no zjedz kawałeczek, nie przesadzaj, przecież nic ci nie będzie od tych paru orzeszków... Kto jest odpowiedzialny za to, że alergik ciacho zeżarł i skończył w kostnicy? Ciocia czy on sam?
Cedowanie odpowiedzialności za swoje czyny na innych jest przejawem braku dojrzałości. Gdy jesteśmy dziećmi, uczy się nas, że odpowiadają za nas rodzice. To ich wina, gdy synuś wybije piłką okno sąsiadce. To mama i tata muszą bulić za szklarza. Ale wchodząc w dorosłe życie musimy nauczyć się, że odtąd za wszystko, co robię, odpowiadam tylko JA.
Nikt normalny nie jeździ po alkoholu tym bardziej z dziećmi chociaż by go papież namawiał.
Eee...
Kuzyn jak rozumiem miał 12-naście lat i nie radził sobie z presją społeczną?
O ile nikt dorosłemu facetowi nie przystawia pistoletu do głowy to sam jest sobie winien że ten kieliszek podniósł, do ust przystawił oraz wypił.
End of story.
Cała reszta to usilne i cokolwiek desperackie próby umniejszenia winy kuzyna.
I uwierz mi rodzinę i bliskich denata nie interere ile osób namawiało pijanego kierowcę. Nie ma to znaczenie.
Kuzyn powinien siedzieć i to długo, jak nie umiał odmówić i nie mógł znieść presji to mógł wyjść z dzieciakami i jechać na trzeźwo do domu.
Dożywocie powinno być za coś takiego albo najlepiej kara śmierci.