#n2oJl
Na moim osiedlu mieszkał też pewien chłopak, dwa lata młodszy ode mnie. Nosił aparat słuchowy i pochodził z rodziny, która na wszystko mu pozwalała, bo przecież chory, słabo słyszy. Poza tym był straszną osobą. Gnębił inne dzieci na podwórku, bił się z kolegami czy kradł zabawki. Nikt go nie lubił, ale jak już się pojawiał, to niektórzy z grzeczności spędzali z nim czas.
Pewnego dnia padło na mnie i dwóch moich kolegów. Przyszedł do nas i zapytał, czy może z nami się bawić. Zgodziliśmy się. Podczas zabawy zobaczył, że mam telefon. Zapytał, czy może na nim pograć w węża. Niechętnie, ale dałam mu do ręki. Po chwili jak gdyby nic schował go sobie do kieszeni i powiedział, że idzie do domu. Zaczęłam krzyczeć, żeby oddał mi najpierw telefon. Po krótkiej szarpaninie wyrwałam mu go na chwilę, ale on zdążył ponownie mi go zabrać, po czym rzucił na ziemie i zaczął deptać. Gdy zobaczyłam, że odpadła mu klapka, a wyświetlacz jest zepsuty, wpadłam we wściekłość. Ogarnął mnie jakiś amok. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale rzucił mi się w oczy jego aparat słuchowy. W tym szale zerwałam mu go, po czym potraktowałam butem tak samo jak on mój telefon, na co ten chłopak rozpłakał się i pobiegł do domu. Ja zostałam na miejscu, próbując poskładać tę nieszczęsną nokię.
Po jakichś dziesięciu minutach ten chłopak wrócił, tyle że z ojcem. Jego ojciec zaczął mnie wyzywać, krzyczał, że znęcam się nad jego synem i mam 10 minut, aby oddać mu 20 tysięcy za ten aparat. Ja byłam przerażona, płakałam ze strachu, bo nie wiedziałam co mam zrobić, gdy jakiś dorosły, wściekły facet się tak na mnie rzuca. Zaczęłam coś dukać, że zaraz pójdę do rodziców po pieniądze, na co ten facet stwierdził, że najpierw nauczy mnie szacunku do chorych. Normalnie złapał mnie za bluzę i przeciągnął mnie po chodniku za pobliskie garaże, po czym sprał mnie pasem. Na koniec powiedział, że tyle wystarczy, ale nie chce mnie więcej widzieć. Wszystkiemu przyglądał się jego syn, ale akurat jego to bawiło.
Ja, gdy już pozbierałam się z ziemi, obolała jakoś dotarłam do domu. Bałam się powiedzieć rodzicom co się stało. Naprawdę, ten facet tak mnie zastraszył, że skłamałam. Powiedziałam, że wywróciłam się na rowerze i przy okazji upadł mi telefon.
Jakiś rok później się przeprowadziliśmy, więc dość szybko zapomniałam o tym co się stało. I sekret niestety trzymam do dziś. Nie wiem czemu nigdy nie powiedziałam rodzicom. Chyba się bałam, że naprawdę będę musiała płacić wyimaginowane 20 tysięcy. A obecnie od tego czasu minęło już tyle lat, że raczej nawet nie dałoby się z tym nic zrobić.
Tak czy inaczej może dla własnego spokoju ducha powiedz o tym rodzicom jak zejdzie na tematy dzieciństwa. Może po latach, ale warto wyrzucić to z siebie, rodzice też może kilka wspomnień sobie przekalkulują od nowa.
Miejmy nadzieję, że ktoś gnojkowi też spuścił lanie.
Ja właściwe zawsze przy wyznaniu o dzieciństwie i tajemnicy mam takie pytanie: co mogę zrobić by dziecko nie dało się zastraszyć i powiedziało rodzicom prawdę? Chyba po prostu musi nie bać się rodziców, mieć pełne zaufanie.
SŁUCHAĆ DZIECKA.
Tylko tyle. Nie wystarczy, że dzieciak się nie boi mamy. Jeśli ta mama jest ciągle zajęta, a dzieciak musi żebrać o chwilę uwagi dla siebie, to tak czy inaczej się od niej oddali.
I nie trzeba na to nie wiadomo jakich ceregieli. Wystarczy odłożyć wszystko na chwilę na bok, wyłączyć telewizor czy radio, usiąść przy dziecku, popatrzeć mu w oczy i zapytać, jak minął mu dzień, co ciekawego na podwórku itp. 10 minut CAŁKOWITEJ UWAGI, tylko na dziecku, na jego słowach, opowieściach z jego świata. I słuchać bez osądzania, bez komentarzy. Chyba, że dziecko samo zapyta o radę. Po prostu słuchać, po prostu BYĆ, tylko dla niego.
Dzieci, które dostają całkowitą uwagę rodziców, stają się spokojne, zrównoważone, dojrzałe emocjonalnie. Te dzieciaki nigdy nie łażą za rodzicami krok w krok, nie marudzą, nie hałasują nadmiernie itp. Nie muszą. Bo ich potrzeba uwagi jest zaspokojona. Bo czują się kochane, chciane i szanowane.
Szkoda że rodzice się nie dowiedzieli, mam dziecko ma 9 lat i też zostało uderzone przez innego rodzica tylko ono mi powiedziało
Bardzo dobrze zrobiłaś, a szkoda, że nie powiedziałaś rodzicom, może by go w podobny sposób czegoś nauczyli...
Reakcja przemocowa na przemoc nigdy nie jest dobra. Powinni to zgłosić na policję jako atak i naruszenie nietykalnosci cielesnej.
Przerażają mnie tacy ludzie - dziecko chore ,no to trzeba mu pozwolać na wszystko.
Jeśli masz dobry kontakt z rodzicami ,to powiedz im to
Widać, że ojciec też był chory, ale na głowę.
Myślisz, że dzieciak powiedział ojcu, że najpierw on rozwalił telefon Autorki?
CH4T4M44RI Najpierw się rozmawia oraz załatwia takie rzeczy z rodzicami. Rzucać się z łapami na czyjeś dziecko, bez uprzedniego zapoznania się z sytuacją z rożnych stron, to skrajny debilizm i nic tego nie usprawiedliwia. Choćby nie wiem jak był zdenerwowany, nie ma prawa uderzyć, a już na pewno nie zbić, obce mu dziecko. Wystarczyło chociażby zapytać dlaczego to zrobiła. Dzieci z podwórka mógł podpytać. Tyle. Komunikacja. Ewentualnie mógł ją zaprowadzić do rodziców i od nich wymagać zajęcia się tą sprawą. A nie ruszanie z pięściami i samosąd.
Jeju dlaczego wy nie mieliście takiego zaufania do rodziców.. Hmm, jak to trzeba przy dzieciach chociaż udawać, że się jest silnym i ze wszystkim się poradzi..
Teraz postawmy się w sytuacji tego ojca. Podejrzewam, że na tego chłopca nie było skarg bo biedny bo chory i mu ludzie wybaczali wszystko no i napisałaś, że się z nim mimo wszystko bawili z grzeczności. I teraz sytuacja właściwa. Twoje złote bezproblemowe i do tego niepełnosprawne dziecko przychodzi zapłakane i mówi, że jakaś gówniara wyrwała mu z ucha aparat i rozdeptała. Powiem tak: ciesz się, że żyjesz.
Ja bym gówniarę zamordował na miejscu :p