#mz6af
– Chcesz zarobić dwie dychy?
– Za co?
– Musisz głośno krzyczeć: „Andrzej! Andrzej!”.
Odmówiłam, ale za to z nudów zawinęłam się dla śmiechu w prześcieradło i udawałam, że jestem w kaftanie. Mówię do taty:
– Jak pięć dych dasz za ten krzyk, to będę krzyczeć.
– Musi być próba, żeby zobaczyć, czy dobrze krzyczysz.
– Andrzej! Andrzej!
– No to teraz na balkon.
I wiecie co? Poszłam... Bo pięć dych piechotą nie chodzi...
Ten stan umysłu jest dziedziczny w tej rodzinie? Cieszył się tatko jak dudzio ułaskawił in blanco te dwa kryształy pisowskie od pegazusa?
Oj się nabijasz z biednego Adrianka, a może on się chciał z chałupy nieproszonych gości pozbyć i nic innego nie wymyślił?
Raczej nie słyną z gościnności nasi bracia starsi w wierze, choć dla swoich są w stanie zrobić wiele. A zresztą, to jest jedna banda, nieważne z jakiego ugrupowania. Oni swoich nie ruszą. Jak to się mówi, qurwa qurwie łba nie urwie.
Wspaniała rodzina!
"Mama się denerwuje, a tata się cieszy."
Ojjj....
Raz w życiu zdarzyło mi się zareagować bardzo impulsywnie na kretyński zaciesz pewnego taty.
No cóż....
Podobno plomba mu wypadła 🙈
Ale chyba nie byłbyś człowieka dla Andrzeja. Tym bardziej jakby był jego fanem - już chyba wystarczająco go pokarało 😄
Nie biłbyś*
Autokorekta myśli że wie lepiej.
@Dragomir
"dla Andrzeja"
Nie nie.
Nawiasem mówiąc - ten osobnik istnieje w naszym otoczeniu jako Budyń (z całym szacunkiem dla dania, noszącego tę nazwę).
Odnoszę się tylko do sekwencji "Mama się denerwuje, a tata się cieszy."
To takie... hmm... proste, by nie rzec - prostackie.
Przynajmniej mamy pewność, ze nie jestes adoptowana. Cala rodzinka siebie warta