#mMtCM

Moja prababcia miała kota. Mieszkała na wsi, razem z moją babcią i dziadkiem, w gospodarstwie pełnym zwierząt. Kocur miał ok. 12 lat i wyglądał jak kocie zombie... dosłownie. Był obrzydliwy, poryty bliznami, bez oka, części ogona, miał urwany kawał nosa (ziała tam obrzydliwa dziura) i wystające kości kręgosłupa (nie wiem, jak to przeżył, ale kości po prostu wystawały spod skóry i sierści). Mimo to był też niezwykle sprawny i co najgorsze, nieziemsko agresywny, rzucał się dosłownie na wszystko. Prababcię kochał nad życie, dziadków miał głęboko w dupie, moich rodziców omijał szerokim łukiem, czasem na nich "sycząc" i drapiąc po nogach, a mnie wprost nienawidził.

Bałam się go od niemowlęctwa. Moje pierwsze wspomnienie (i wieloletni koszmar) to jego obrzydliwa morda nad moją twarzą i pazury na skórze, straszny ból. Wlazł na wózek, gdzie spałam i podrapał - z tego co mówili rodzice, mama miała złe przeczucia i go przegoniła, zanim zrobił coś dużo gorszego. Nigdy nie skrzywdziłam żadnego stworzenia, a mimo to, on mnie nienawidził. Zawsze się na mnie rzucał, atakował, brudził moje rzeczy, np. buty, niszczył kurtki, sikał na zabawki

Prababcia hołubiła go bardziej niż swoją jedyną prawnuczkę (czyli mnie) i wolno mu było wszystko. Mama unikała zabierania mnie tam jak ognia, ale tata często robił to za jej plecami. Nie wiem, co miał w głowie, i nie umiał mi tego nigdy wytłumaczyć, ale wlókł mnie tam na siłę, do swoich rodziców, a ja potem wracałam z płaczem i ranami. Gdy zamykali mnie w pokoju z zabawkami, a on darł się pod drzwiami, prababcia go wpuszczała i nikt nie miał nic od powiedzenia. Kończyło się to szybką ewakuacją, ale co oberwałam, to oberwałam.

Kiedy to się działo, miałam od 0 do ok. 7 lat. Pewnego dnia, podczas mojej komunii, gdy była tam spora grupa kuzynostwa i kot mnie zaatakował (spotkaliśmy się pierwszy raz w życiu, bo oni mieszkali na drugim końcu kraju, nic o nim nie wiedzieli) wmówiłam im, że to opętanie przez diabła i kota trzeba zlikwidować. Złapaliśmy go do worka z kamieniami i wrzuciliśmy do pobliskiego bagna.

Powinnam mieć wyrzuty sumienia, ale nic mnie nie cieszy, jak wspomnienie jego miotania się i cierpienia. Zawsze, gdy patrzę na blizny na twarzy i ciele, przypominam to sobie i robi mi się po prostu dobrze, czuję się szczęśliwa.

Nigdy, ale to przenigdy, nie skrzywdziłam żadnego zwierzęcia, poza nim. Mam trzy własne, kocie "śmietnikowe znajdy", dwa psy, do tego nieco drobiu i kozę z odzysku, bo ich właściciele zmarli ze starości. Nie czuję się w żaden sposób winna ani zobowiązana do dobroczynności. Przygarnęłam, bo pokochałam. Jedyne co mnie naprawdę boli, to rozwalona we wczesnym dzieciństwie, niedomykająca się powieka i ciągła walka z ropiejącym okiem po pazurach tego kociego ch*ja...
Anonimolina Odpowiedz

A mi tam szkoda tego kota. Prawdopodobnie żył w ciągłym bólu i stresie, zaniedbany i niezrozumiany, broniąc swojego terytorium. Odszedł w męczarniach. Jego opiekunowie zrobili krzywdę zarówno jemu, jak i Tobie - oboje jesteście tutaj ofiarami ludzkiej głupoty.

Anonimolina

Co więcej, mając już własne koty i jakąś świadomość ich potrzeb i specyfiki gatunku, powinnaś rozumieć dlaczego ten kot postępował tak jak postępował. Być może po prostu nie chcesz go zrozumieć, co nawet nie byłoby dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że go zamordowałaś. Tak na przyszłość, jeśli któreś z Twoich obecnych zwierząt nagle stanie się agresywne, bądź zacznie sikać po kątach, po pierwsze leć z nimi do weta.

Smiejzeleczka

Czemu miałaby teraz analizować zachowanie kota, który zrobił jej tyle krzywdy? Straszne jest to, że dorośli zmusili 7 latke do tego by sama musiała się bronić.

Anonimolina

Nie chodzi o analizę samą w sobie, a chorą satysfakcję z zamordowania zwierzęcia, którą autorka opisuje w wyznaniu.

Smiejzeleczka

Czyli podobną jak mają rybacy, gdy trafi im się duża ryba?

Anonimolina

Co mają rybacy do tej sytuacji? XD Mszczą się na tych biednych rybach za krzywdy, które ktoś im wyrządził?

Anonimolina

Podkreślam, to zwierze także było ofiarą. Z dziurą zamiast nosa, bez oka, ogona, kośćmi na wierzchu? Żartujesz sobie? Wyobrażasz sobie w jakim bólu żyło to zwierzę? Nic dziwnego, że było agresywne. Jedynymi dręczycielami w tej historii są ludzie, którzy doprowadzili kota do takiego stanu i pozwolili dziecku na kontakt z agresywnym zwierzęciem, pomimo wielokrotnych ataków.

Anonimolina

Jego tu i teraz było bólem i strachem. To tylko zwierzę, kierowane przez proste instynkty, które zapewne widziało dziecko jako zagrożenie dla swojego terytorium, i podejmowało walkę.

Smiejzeleczka

A autorka była tylko dzieckiem, które po latach strachu i bólu w końcu zaczęło się bronić.

Anonimolina

Nie wiem gdzie doszukujesz się tu podwójnych standardów. Kot to tylko zwierze, a dziecko to tylko dziecko. Poradziło sobie jak potrafiło, i to naprawdę tragiczne, ze musiało uciec się takich rozwiązań. Kot też radził sobie jak potrafił. Fakt, że autorka nie chce zobaczyć w kocie kota, a widzi jedynie oprawcę, jest zupełnie zrozumiały w jej sytuacji, co zresztą napisałam w drugim komentarzu. Nie zmienia to jednak faktu, że obecnie, jako właścicielka kotów, posiada zapewnie wiedzę pozwalającą jej zrozumieć, dlaczego to zwierze tak postąpiło. Ot, suche fakty, nie doszukuj się tu drugiego dna. A to, że cieszy ją smierć w męczarniach tego zwierzaka pokazuje tylko, jak bardzo głęboko to w niej siedzi. Trąci traumą.

Anonimolina

A po za tym tak, zwierze to tylko zwierze, a człowiek posiada rozum i uczucia wyższe. To nie są podwójne standardy, tylko fakt. Nadawanie zwierzętom ludzkich cech i motywacji jest po prostu głupie.

Jarucha Odpowiedz

Ch*ujem to jest Twój stary a nie ten kot. Jak można z tępym uporem prowadzać dziecko w miejsce, gdzie dzieje mu się krzywda? Kot to głupie zwierzę, dziecko też niewiele mądrzejsze ale dorosły chłop powinien mieć więcej rozumu.

GoMiNam Odpowiedz

Nie wiem, czy zrobiłaś wcześniej coś temu kotu, czy od zawsze był agresywny wobec ludzi (a może przede wszystkim dzieci?), ale najbardziej mnie dziwi postawa Twojego ojca i prababci - że ojciec Cię zabierał, pomimo tego, że nie chciałaś, a prababcia, że na wszystko pozwalała kotu - że skoro się dobijał do pokoju, w którym byłaś, to należy go tam wpuścić.
Chociaż jakby tak się zastanowić... on mógł nie lubić dzieci. Czy prababcia była jego jedyną właścicielką? Czy go przygarnęła "w spadku po kimś"? Gdyż mogło być tak, że dzieci maltretowały tego kota, dlatego wyglądał jak wyglądał i potem w każdym dziecku widział potencjalne zagrożenie / oprawcę.

Z jednej strony rozumiem, masz po tych wydarzeniach blizny, jednak nie pochwalam zabicia zwierzęcia.

jprdl

Mam domek na wsi i jeśli jakieś zwierzę pałało nienawiścią do dzieci to było to spowodowane znęcaniem się nad tymi zwierzętami przez dzieci sąsiadów

Tenere Odpowiedz

Twoja rodzina jest niepoważna. Nie wiadomo jaka była przyczyna agresywnego zachowania kota. Sądząc po opisie kot był chory, mogło go coś boleć, a agresja była tego skutkiem. Zwierzęta nie są złośliwe i nie robią nic z premedytacją. Ich "nieodpowiednie" zachowanie ma przyczynę. Kiedyś nie było tej świadomości. Dzisiaj w pierwszej kolejności właściciel zabrałby kota do weterynarza (w ogóle doprowadzenie kota do stanu, że wygląda jak "zombie" jest dla mnie niewyobrażalne). Nie rozumiem natomiast, czemu kot nie był od Ciebie izolowany. Stała Ci się krzywda, a rodzina miała to w dupie... i do kogo tu powinnaś mieć żal? Do kota, a może jednak rodziny? Człowiek ma świadomość i świadomie pozwalał, żeby Ci się działa krzywda. Kot jest po prostu kotem. Zastanów się, czy aby na pewno dobrze ulokowałaś swoje negatywne emocje. Nie wyobrażam sobie jednak, jak można sie cieszyć z cierpienia zwierzęcia... Okropnie się czuję po przeczytaniu tego wyznania.

Smiejzeleczka

Autorka miała 7 lat jak zabiła kota. Kota przez którego tyle wycierpiała. Straszne jest to do czego musiało posunąć się 7 letnie dziecko w obronie własnej.

Smiejzeleczka Odpowiedz

Prababcia razem z ojcem powinni iść się leczyć. Najlepiej do zakładu zamkniętego, bo coś z nimi jest bardzo nie tak.

NOTHING000 Odpowiedz

Jakie masz teraz relacje z ojcem? Ciekawi mnie czy to wszystko jakoś na nie wpłynęło.

OnaWieAonNie Odpowiedz

A co na to prababcia? Nie wydało się jak przepadł? ;)

0TaCoZwieSieOtaku0

Wieś, kot stary, raczej nietrudno o zaginięcie.

OnaWieAonNie

Domyślam się,ale w domyśle też miałam czy ktoś z kuzynostwa się czasem nie wygadal;)

Martixia Odpowiedz

Jeszcze nigdy nie czytałam równie smutnego wyznania. Nie wiem kogo bardziej mi żal, Ciebie, czy kota.

Luckaaa Odpowiedz

Zabilaś zwierzę, które od lat żyło w ciągłym bólu, zapewne z traumą dotyczącą dzieci. Zakończyłaś jego bolesny żywot męczarniami, jakich nie powstydziłby się najbardziej zwyrodniały psychopata. Teraz sobie racjonalizujesz bezdenną głupotę twojej rodziny, która nie zważała na stan zdrowotny kota i przyzwoliła na jego kontakt z dzieckiem.
To twoje "pierwsze wspomnienie" to bajka opowiedziana Ci przez matkę - najbardziej negatywnie nastawioną do kota osobę w tej historii, ale również lekceważącą zdrowie zwierzęcia.
Mam nadzieję, że w porównaniu do rodziny masz dużo większą wiedzę o zwierzętach i zdolność do troszczenia się o nie, bo inaczej to ten akcent z końca opowieści o tym ile masz zwierząt wcale nie jest pozytywny...

bazienka

a jak ma byc nastawiona do zwierzecia, ktory trwale uszkodzilo corce oko i narobilo blizn? na twarzy?
sama bym sie postarala, by wiecej nie kaleczylo mi dziecka, ale w bardziej humanitarny sposob ( uspienie u weta)

PrzezSamoH

Mnie przeraża ta satysfakcja autorki z bólu i strachu żywego stworzenia. Po latach powinna zrozumieć, że to był tylko kot i winę za jego zachowanie ponoszą jej opiekunowie.

RosaVarAttre

PrzezSamoH nie zapominajmy, że to żywe stworzenie dręczyło ją przez lata i spowodowało trwały uszczerbek na zdrowiu. Nie dziwią mnie takie odczucia, nawet przy świadomości, że to tylko kot.

PrzezSamoH

Rosa - tak, kot wielokrotnie atakował autorkę i wiele przez niego wycierpiała, dlatego nie dziwię się, że poradziła sobie z problemem tak jak umiała. Mimo wszystko czerpanie takiej przyjemności z czyjegoś bólu nie jest normalne, a autorka przez całe lata delektuje się zabiciem kota. I ta dziecinna postawa autorki - kot ją nienawidził. To był tylko agresywny, chory zwierzak, z którym dorośli powinni coś zrobić.

DziewczynaZszafirem Odpowiedz

Bardzo ciężko mi się to czytało... Przecież to była żywa istota... Istota pełna emocji, nawet jeśli zdeterminowana przez głęboko zakorzenione instynkty, które nakazywaly jej reagować tak, a nie inaczej.

Zobacz więcej komentarzy (15)
Dodaj anonimowe wyznanie