#lisR2
Jako że pracujemy w budżetówce, przychodzą petenci. Mimo faktu, że przyszłam na konkretne stanowisko, mam doświadczenie w tym zawodzie i radzę sobie świetnie z obowiązkami, pan X potrafi bez wahania „przejąć” rozmowę z moim petentem tekstem, że „koleżanka nie pracuje tu długo i nie bardzo ma pojęcie”, po czym opowiada bzdury, które ja wielokrotnie muszę później odkręcać, bo nie zajmuje się tą samą materią i jego wiedza opiera się na podsłyszanych rozmowach z kierownikiem. Wielokrotnie podważa wszystko, co mówię, zakładając, że jeśli jestem młodą kobietą, to nie mam żadnej wiedzy np. odnośnie do elektroniki, a sam nie umie wymienić pojemnika z tonerem. Krytykuje mnie za wszystko, co wyjdzie w rozmowie z innymi współpracownikami: że nie przepadam za alkoholem („No tak, księżniczce by spadła korona, jakby się napiła...”), że nie wyrażam wszem i wobec zdecydowanych poglądów politycznych („No tak, mieszka pani na wsi i nawet telewizji nie ogląda...”), że nie mam dzieci, chociaż nigdy nie wyrażam się źle o dzieciach i idei ich posiadania („Lata lecą, nie wiem, na co pani czeka”). Staram się go ignorować albo odpowiadać z humorem, ale przychodzi mi to coraz trudniej. Zauważyłam, że zwyczajnie go nienawidzę i źle mu życzę, tak serdecznie mam go dość. Wstydzę się bardzo tych uczuć, ale trudno mi cokolwiek z tym zrobić. Czuję się, jakbym miała dwie twarze – tę, którą widzą rodzina, przyjaciele i inni ludzie, i tego gremlina, który siedzi we mnie i wychodzi na widok Pana X. Kiedy otwiera buzię w pracy, myślę tylko o tym, żeby np. złamał nogę i siedział na zwolnieniu dwa miesiące, żebym nie musiała patrzyć na jego głupią mordę.
PS Przeniesienie do innego pokoju czy podpierniczenie go nie wchodzą w grę, bo jest zakumplowany z „górą”.
Traktuj ludzi, tak jak traktują ciebie. To nie chamstwo, to równowaga, tak jest uczciwie.
Zrób to samo. Wejdź mu w rozmowę z Twoim petentem jak się wcina, powiedz żeby się dokształcił bo nie ma racji i powiedz jak jest naprawdę, że to że jest dwa razy starszy od Ciebie nie znaczy że musinsię zachowywać jakby pozjadał wszystkie rozumy, bo właśnie tu nie ma racji, po czym kontynuuj rozmowę z petentem. A na jakieś prywatne docinki odpowiadaj, żeby zajął się własnymi sprawami bo włażenie w życie kogoś, kto sobie tego nie życzy jest co najmniej nieeleganckie, żeby nie powiedzieć chamskie. A najlepiej nagraj całą rozmowę jeszcze żeby mieć dowód przed kierownictwem jak będą się pluli, a jakby ktoś miał wyciągnąć konsekwencje krzywdzące dla Ciebie to posłuży jako dowód przed wyższą instancją.
Czemu mu odpowiadasz z uśmiechem? Może myśli, że Ci "pomoga", skoro mu nie powiesz, że nie pptrzebujesz i nie życzysz sobie takich rad.
No tak, typowy facet w średnim wieku, który nic nie osiągnął i chce się dowartościować. A potem przychodzi taki dragomir i gada, że patriarchat nie istnieje, a kobiety są traktowane tak samo jak mężczyźni
Przechodziłem kiedyś przez to (tylko to była firma prywatna), koleś był nie do ruszenia, więc jedyną opcją było odejście z tamtej firmy.