#lcp8D
Historię tą należy zacząć 5 lat temu, kiedy to jak sądziłam wtedy poznałam idealnego faceta. Jak to wiele młodzieńczych miłości zaczęło się niewinnie, od flirtu na portalu społecznościowym. Mężczyzna, z którym rozmawiałam był ode mnie 4 lata starszy. Super, dojrzalszy, bardziej odpowiedzialny - tak wydawało mi się wtedy.
Dzieliło nas zaledwie 40 km, to niedużo jak na ówczesne czasy. Spotykaliśmy się regularnie, w weekendy. W tym miejscu warto dodać, że byłam wtedy na skraju załamania. Próbowałam uwolnić się wraz z mamą od ojca alkoholika, który regularnie nas bił i się nad nami znęcał, więc owy związek był dla mnie pewnego rodzaju odskocznią, wybawieniem. Pogrążyłam się w niego do reszty. Dla tego chłopaka byłam gotowa zrobić wszystko.
Na początku było wręcz cudownie, wspólne wyjścia, prezenty, zabieganie o to, byśmy w jakikolwiek sposób spędzili czas. Spotykaliśmy się coraz częściej, w międzyczasie uwolniłam się od ojca. Mogłam więc poznać mojego ukochanego z mamą. Wyszło cudownie, polubili się. Niedługo potem mój luby skończył szkołę i postanowiliśmy, że ze mną zamieszka. Wtedy przestało być już tak kolorowo.
W wieku 17 lat stałam się kurą domową i to dosłownie, bo mój ukochany stwierdził, żebym rzuciła szkołę, przecież do niczego mi ona nie jest potrzebna. Wbrew protestom mamy, uległam mu. Od tego momentu moje życie zmieniło się w totalne piekło. Mój dzień zaczynał się o godzinie 4 rano, a kończył o 2 nad ranem. W tym czasie musiałam wypełnić całą listę zadań, którą wręczał mi mój ukochany.
Zaczynając od wyprawki dla niego do pracy, kończąc na byciu maskotką dla jego kumpli od kieliszka. Jeżeli zbuntowałam się w jakiś sposób, mój kochany, ku uciesze kolegów katował mnie. Nie mogłam zwrócić się z tym do mamy, ponieważ była za granicą, a przez telefon wstyd było mi się do tego przyznać.
Taka sytuacja trwała do dziś, kiedy to coś we mnie pękło, a raczej na mnie, a mianowicie... kufel od piwa. Uciekłam do znajomej, która studiuje medycynę. Opatrzyła mi rany i obiecała, że pomoże mi przez to przejść.
Teraz kiedy ona już śpi, postanowiłam się tym z Wami podzielić, aby wszystkie dziewczyny, które są w podobnej sytuacji znalazły w sobie siłę nim będzie za późno i stanie się jakaś tragedia. Wiadomo, że to nie jest łatwe, ale uwierzcie mi, warto. Ja żałuję, że uświadomiłam sobie to tak późno.
Dobrze, że od tego drania się uwolniłaś
Nigdy w życiu nie rzuciłabym szkoły nawet dla najcudowniejszego chłopaka. Never
Najcudowniejszy chłopak by tego nigdy od dziewczyny nie wymagał:)
To też prawda
@prysznic Też bym nie rzuciła dla faceta szkoły. Tylko tutaj autorka jak sama mówi nie miała wzoru w ojcu, potrzebowała męskiej opieki jakkolwiek to brzmi. Gdy już ją znalazła nie chciała jej tracić, to jest mega przykre. Ważne, że sie od tego uwolniła.
Niekoniecznie. Z tego co da się zaobserwować ten facet to niezły cwaniak, niektórzy mężczyźni (i kobiety oczywiście tak samo) chcą czuć wyższość nad swoją drugą połówką. Mieć lepsze zarobki, lepsze wykształcenie, etc. Niby natura człowieka, rywalizacja, sracja, ale dla mnie jednak trochę dziwnawe.
@PinkFloyd No tak, ale to co mówisz, nie wyklucza tego co mówię ja. Ja mówię o kobiecie dlaczego mogła mieć mniejsze zahamowania do rzucenia szkoły, Ty natomiast mówisz o tym mężczyźnie. Tedwie rzeczy się niewykluczają.
Na policje i zrobic obdukcje. I wywalic go z mieszkania
Wiem, że niektórzy ludzie nie są silni psychicznie, ale ja nigdy nie zaakceptowałabym człowieka, który by mnie ograniczał. Jest różnica między dobrowolnym poświęceniem się dla kogoś, a byciem zmuszonym do tego. Również brak szacunku czy traktowanie mnie jako kobiety, jako gorszą osobę, od razu dyskwalifikuje mężczyznę w moich oczach. Od razu powinnaś postawić sprawę jasno, że żadne rzucanie szkoły nie wchodzi w grę. Z góry zdajesz się na jego łaskę, a przecież zawsze lepiej jest być niezależnym.
Jest mały podstawowy problem, zazwyczaj ta osoba nie zdaje sobie sprawy, że jest ograniczana dopóki nie jest za późno.
Ważne, że wogóle to sobie uświadomiłaś. Trzymaj się cieplutko ☺
Pieprzony psychol..
Bestia... Dobrze zrobiłaś, że się uwolniłaś i choćby nie wiem co, nie wracaj do niego!
Lepiej późno niż wcale...
Trzymam za ciebie kciuki, nie daj się, nie jest ciebie wart :)
Z deszczu pod rynnę. Dobrze, że się opamiętałaś.