#lCbk4
Tak właśnie było z P(acjentem).
P trafił na nasz oddział z powodu dosyć błahego i w teorii dość prostego do wyprowadzenia. Akurat miałam mniej pacjentów więc trafił w moje ręce.
P był trochę nieśmiałym ale mimo wszystko uroczym człowiekiem. Jako, że pracowałam z nim codziennie około godzinę mieliśmy czas się zapoznać. I tutaj popełniłam pierwszy błąd.
P miał na imię jak moje dziecko, był w tym samym wieku, miał podobne zainteresowania, grał w te same gry, czytał te same książki. Tak, dokonałam przeniesienia, projekcji uczuć na pacjenta.
I gdyby P był zwyczajnym pacjentem, taki co do nas wpada na 3 tygodnie i idzie dalej wszytko byłoby okej. Ale z P nic nie było zwyczajne.
Jego objawy kliniczne były strasznie dziwne i zupełnie nie pasowały do diagnozy lekarskiej. No więc projekcja zadziała, zaczęłam chodzić za naszymi lekarzami aby sprawdzili go dalej bo coś się tu nie zgadza.
Szczęście albo pech chciał, że P w połowie pobytu dostał gorączki i nie mógł uczestniczyć w zajęciach więc wreszcie doprosiłam się o badania. Badania z których wyszły tak kosmiczne wyniki, ze od razu zabrano go na już konkretny oddział na dalszą diagnozę.
P miał nowotwór. Ale nie jakiś tam nowotwór, tylko dorosłe raczysko IV stopnia.
Normalnie poszłabym z tym dalej życząc młodemu P dużo zdrowia i trzymając kciuki za jego leczenie. Ale jak już mówiłam, wkopałam się i teraz cały czas widzę w P moje dziecko. Jestem na siebie wściekła i jednocześnie nie mam pojęcia co z tym dalej zrobić. Zaczęłam badać moje dzieci, mąż się wścieka, że szukam ich chorób ale nie potrafię wyrzucić tego cholernego raka z głowy.
Najgorsze jest to, że zaczęłam śledzić profil w mediach społecznościowych jego mamy i jego, szukam kolejnych informacji o jego leczeniu - wiem, że nie powinnam ale nie potrafię przestać.
Jednak wychodzi z całego tego chaosu jedna dobra rzecz: to dzięki Pani udało się znaleźć chorobę, więc może właśnie dzięki Pani uda się go wyleczyć. Więc chociaż istotnie nie powinno się tak przenosić uczuć czy śledzić informacji o kimś obcym, to akurat w tym wypadku możliwe, że będzie Pani bardzo wdzięczny. I może nie trzeba nic sprawdzać, tylko kiedyś sam przyjdzie Pani o wszystkim powiedzieć jak już wyzdrowieje.
Jesteś świadoma, to już jest plus. Ale spróbuj pójść do specjalisty, może będzie Ci w stanie "wybić" Ci z głowy tę sytuację.
Specjalistą specjalistą, ale jak sama autorka wie, że robi źle a dalej robi pewne rzeczy jak obserwowanie social mediów to musi to zmienić. Samo chodzenie do specjalisty nie pomoże, jeszcze trzeba robić swoją robotę i zmieniać pewne rzeczy.