#kX4Bs
Jestem kobietą i mam 24 lata. Od kiedy pamiętam, moi rodzice byli inni niż większość. Mieli swoje dziwne zasady itd. Najbardziej rozwalający był zakaz spędzania nocy poza domem.
Pamiętam, jak miałam 18 lat i zaczynały się poważniejsze imprezy, urodziny znajomych itd. Ja oczywiście zawsze musiałam pierwsza z nich wychodzić. Punktualnie o 23.00 musiałam być zawsze w domu. Nawet raz wracałam pieszo z wsi obok (godzina drogi), bo się okazało, że kierowca odpadł i wszyscy zostawali u znajomego na noc, a ja musiałam wracać, żeby się nie spóźnić, bo byłaby ostra jazda w domu.
Przez to moje życie towarzyskie się zepsuło. Straciłam wszystkich znajomych i kolegów z klasy, bo oni wspólnie się integrowali na imprezach/ wyjazdach, a ja nie mogłam nigdzie jechać, bo nie wolno mi było po 23.00 być poza domem. Już traciłam nadzieję tak naprawdę. Ale poznałam kogoś, spotykaliśmy się, mieszkaliśmy całkiem niedaleko, więc nasze schadzki były dość częste. Ale wciąż na tyle daleko, że gdy przychodził sezon w pracy, to przez miesiąc się czasami nie widzieliśmy.
Przeszkadzało mi to strasznie. I jedynie w tym czasie gdy był sezon, zdarzało się, że wracałam do domu nawet o 2.00 i nagle nie było problemu.
I tu był mój moment. Czasami udawało mi się szybciej z pracy urwać, żeby do tej 2.00 spędzić czas z moim ukochanym. Potem odważyłam się na krok dalej i nawet uciekałam z domu na noc, żeby do niego pojechać (rodzice by mnie chyba udusili, gdyby się dowiedzieli, że spędzam noc u niego!). Choć go akceptowali, nawet lubili, tego jednego nie mogłam przekroczyć.
Jestem z nim już po ślubie od roku. Wciąż pięknie wspominam tę adrenalinę wymykania się z domu. Rodzicom nadal nic nie powiedziałam, ale ten czas takiego (jak dla mnie) szalonego życia był niezapomniany i nie ukrywam, bardzo pomógł mi i mojemu aktualnie mężowi zacieśnić wspólną więź. Czy żałuję, że przekroczyłam ich zakaz? Nie. Ale też, nie ukrywam, było to potrzebne.
Gdyby mi na to pozwalali, to obawiam się, że by mi się to szybko znudziło, nie uważalibyśmy tak, żeby się nie wydało i nie byłoby zabawy.
Waaaaait a second. Samodzielnie pracowałaś jako dorosła osoba i miałaś limit czasowy narzucony przez rodziców? Jeżeli dobrze zrozumiałem i było to tylko widzimisię rodziców to uważam że jest to chore.
Swoją drogą jeżeli wasze uczucie jest oparte wyłącznie na "zakazanym owocu" i adrenalinie to nie wróżę długiego małżeństwa...
Pewnie argument "mieszkasz u nas, to stosuj się do naszych zasad". I to nie może faktycznie być wykorzystywane do dobrego wspólnego życia (powiadamianie na bierząco, czy wrócę na co, czy nie - wynika z troski, ale też rodzice muszą wiedzieć, czy pójdę z psami, jak zwykle, czy ktoś inny musi za mnie iść). Ale może być też czymś takim, jak narzucanie dorosłemu dziecku, o której ma być w domu.
*i to może faktycznie być
I bieżąco * ;)
"rodzice by mnie chyba udusili, gdyby się dowiedzieli, że spędzam noc u niego!" - to nie są dziwne zasady, tylko to jest paranoja, żeby dorosła kobieta zarabiająca na swoje utrzymanie musiała się tłumaczyć gdzie chodzi i o której wraca.
Chorzy rodzice. Na głowę.
Dopóki mieszkałam u rodziców (do 21 roku życia), musiałam wracać przed zmrokiem. W domu obowiązywało wiele zasad, do których musiałam się dostosować. Nauka była najważniejsza. Miałam taką „przyjaciółeczkę”, która nie miała żadnych reguł w domu. Mogła robić, co chciała. W bardzo młodym wieku zaszła w ciążę, nie bardzo dbając o edukację, bo lepiej było spędzać czas ze znajomymi. Obecnie na Facebooku opisuje, jak ciężko jej w życiu, jakie problemy ma i że nie ma pieniędzy na specjalistów. Teraz, mając 30 lat, jestem wdzięczna rodzicom za to, że mnie trzymali „krótko” i zwracali uwagę na edukację, dzięki czemu mogłam zarabiać na tyle, by móc sobie pozwolić na specjalistę. Ta wdzięczność pojawiła się niedawno, bo w wieku 24 lat też myślałam tylko o tym, jak rodzice zrujnowali moje życie towarzyskie.
Ludzie, co wy z tymi specjalistami? Serio gniecie was ta puszka w której jest mózg tak, że ktoś obcy musi wam tłumaczyć jak pojmować rzeczywistość, ktora już się zdarzyła i się nie odstanie, bo nie umiecie przejść nad tym do porządku dziennego? Co jest z tym światem nie tak?
Dragomir przecież specjalista to nie tylko psychoterapeuta, ale też fizjoterapeuta albo lekarz, albo mechanik samochodowy ( xD ). A jak ktoś nie potrafi sam przepracować swoich traum, to lepiej myślę, że lepiej żeby to ogarnął z kimś kto mu pomoże niż żył z jakąś fiksacja, która mu przeszkadza, albo zapijał ją
Masz rację @karlitoska, za bardzo po anonimowemu pomyślałem, bo tu każdy polecą na wszystko najlepiej terapię, bo większość ma jakieś traumy (swoją drogą, strasznie się to pojęcie spłyciło poprzez jego nadużywanie) i tak mi się skojarzyło, że kogoś rodzice trzymali krótko, to już zmarnowane życie i trauma niby.
@Dragomir, anonimowe to nie jest przekrój całego społeczeństwa. Myślę, że wchodzą tu osoby o konkretnym profilu i rzeczywiście może być tak, że częściej potrzebują pomocy psychologa niż "normalnie".
Jeżeli narzekasz na rodziców, którzy dbali o twoje bezpieczeństwo, to tylko ci można wpłòłczuc ehh
Wracanie godzinę w środku kocyk z sąsiedniej wioski zamiast zostać na noc u znajomych nazywasz bezpiecznym? Konieczność wymykania się po nocy też?