Spytałam mojego ukochanego, co we mnie lubi.
Odpowiedział, że uwielbia we mnie to, że „jestem optymistką i nie przejmuję się dodatkowymi kilogramami, choć większość dziewczyn zaczęłaby się na moim miejscu odchudzać”.
Powiedział, że ceni w tobie optymizm, bo nie przejmujesz się dodatkowymi kilogramami. Co w tym złego? No chyba, że jesteś bardzo szczupła, ale jeśli nie, to nie widzę nic złego. A może udawałaś, że ich nie masz, a on ci "brutalnie" uświadomił?
Sam mógłbym zrzucić parę kilo i gdy ktoś mi mówi, że mam dodatkowe kilogramy, to się nie obrażam, bo to stwierdzenie faktu. A obrażanie się na fakty jest niepoważne.
mujin
Osoba która przytyła doskonale o tym wie i gdyby umiała sobie psychicznie poradzić z przytłaczającym ja natłokiem przykrości, to z pewnością schudłaby. Tak więc mówienie komuś kto sobie z niczym nie radzi, że przytył albo że jest gruby ma na celu jedynie zranienie takiej osoby.
Jeśli nie była to zawoalowana złośliwość albo przytyk, byś się za siebie wzięła - to jak dla mnie bardzo sympatyczna odpowiedź. Mnie by się spodobała. :)
Prawie wszystkie moje koleżanki mają większą lub mniejszą obsesję na punkcie wagi. Swojej i cudzej w dodatku... I doskonale rozumiem, że faceci mają dość słuchania ciągłego pitolenia swoich kobiet o tym, jak to przytyły albo nie mogą przytyć, jak to by chciały zjeść batonika ale ma za dużo kalorii, jak to nie mieszczą się w starą sukienkę itd. Sama bym pierdolca dostała od słuchania tych bredni dzień w dzień.
Kobieta, która nie ględzi ciągle o swojej wadze, która lubi swoje małe krągłości tu i ówdzie, która zjada z apetytem posiłek zamiast jęczeć, ile ma kalorii, która nie opiera swojego poczucia wartości na wskazaniach wagi - to już ewenement w tych czasach. Prawie jak jednorożec. ;-)
Jeśli to jest agresja to powiedz mi, jak powiedzieć komuś że zbyt dużo waży lub przytył, żeby nie było "agresywnie"? Umieram z ciekawości.
Czaroit
O, i tu fajnie widać, że każde z nas odebrało te same słowa inaczej, przez własne filtry.
Dla mnie to zabrzmiało jak fajny komplement bez żadnych podtekstów.
Dla PaulineSanne jak pasywna agresja.
Dla Dragomira jak stwierdzenie prostego faktu odnośnie nadwagi.
Jedno zdanie, trzy różne interpretacje. I kto wie, może nawet wszystkie trzy chybione.
To fascynujące, jak nasze filtry wpływają na postrzeganie rzeczywistości.
I jak my się mamy dogadać w czymkolwiek, skoro jedno głupie zdanie każdy z nas czyta zupełnie inaczej... :)
Dragomir
Podtrzymuje moje pytanie.
Znasz się z kimś dobrze, na tyle dobrze że tworzycie razem jakąś relację, związek. Jeśli jedna osoba ma kilka kilo za dużo, lub przytyła i nie mieści się w swoje ubrania sprzed powiedzmy roku to jak można to powiedzieć, żeby nie było to "agresywne"? Czy już nic nie można mówić, bo to mowa nienawiści? Serio jestem ciekaw jak Paulina to widzi.
Powiedział, że ceni w tobie optymizm, bo nie przejmujesz się dodatkowymi kilogramami. Co w tym złego? No chyba, że jesteś bardzo szczupła, ale jeśli nie, to nie widzę nic złego. A może udawałaś, że ich nie masz, a on ci "brutalnie" uświadomił?
Sam mógłbym zrzucić parę kilo i gdy ktoś mi mówi, że mam dodatkowe kilogramy, to się nie obrażam, bo to stwierdzenie faktu. A obrażanie się na fakty jest niepoważne.
Osoba która przytyła doskonale o tym wie i gdyby umiała sobie psychicznie poradzić z przytłaczającym ja natłokiem przykrości, to z pewnością schudłaby. Tak więc mówienie komuś kto sobie z niczym nie radzi, że przytył albo że jest gruby ma na celu jedynie zranienie takiej osoby.
Jeśli nie była to zawoalowana złośliwość albo przytyk, byś się za siebie wzięła - to jak dla mnie bardzo sympatyczna odpowiedź. Mnie by się spodobała. :)
Prawie wszystkie moje koleżanki mają większą lub mniejszą obsesję na punkcie wagi. Swojej i cudzej w dodatku... I doskonale rozumiem, że faceci mają dość słuchania ciągłego pitolenia swoich kobiet o tym, jak to przytyły albo nie mogą przytyć, jak to by chciały zjeść batonika ale ma za dużo kalorii, jak to nie mieszczą się w starą sukienkę itd. Sama bym pierdolca dostała od słuchania tych bredni dzień w dzień.
Kobieta, która nie ględzi ciągle o swojej wadze, która lubi swoje małe krągłości tu i ówdzie, która zjada z apetytem posiłek zamiast jęczeć, ile ma kalorii, która nie opiera swojego poczucia wartości na wskazaniach wagi - to już ewenement w tych czasach. Prawie jak jednorożec. ;-)
Brzmi jak passive- agressive.
Albo może jak...prawda?
Jeśli to jest agresja to powiedz mi, jak powiedzieć komuś że zbyt dużo waży lub przytył, żeby nie było "agresywnie"? Umieram z ciekawości.
O, i tu fajnie widać, że każde z nas odebrało te same słowa inaczej, przez własne filtry.
Dla mnie to zabrzmiało jak fajny komplement bez żadnych podtekstów.
Dla PaulineSanne jak pasywna agresja.
Dla Dragomira jak stwierdzenie prostego faktu odnośnie nadwagi.
Jedno zdanie, trzy różne interpretacje. I kto wie, może nawet wszystkie trzy chybione.
To fascynujące, jak nasze filtry wpływają na postrzeganie rzeczywistości.
I jak my się mamy dogadać w czymkolwiek, skoro jedno głupie zdanie każdy z nas czyta zupełnie inaczej... :)
Podtrzymuje moje pytanie.
Znasz się z kimś dobrze, na tyle dobrze że tworzycie razem jakąś relację, związek. Jeśli jedna osoba ma kilka kilo za dużo, lub przytyła i nie mieści się w swoje ubrania sprzed powiedzmy roku to jak można to powiedzieć, żeby nie było to "agresywne"? Czy już nic nie można mówić, bo to mowa nienawiści? Serio jestem ciekaw jak Paulina to widzi.