#jSDCE
1 klasa technikum. Czysta karta, nowi ludzie... Nowy koszmar. Nic się nie zmieniło i tamtego roku. Oczywiście księżniczki klasowe wybrały mnie na kozła ofiarnego. Zaczęło się, że śmiały się z tego, że czytam książki dla dzieci. Wtedy akurat czytałam Pratchetta, który niestety już nic nigdy nie napisze. Wkurzało mnie to. Nie każde fantasy jest dla dzieci. Jednak sytuacja, o której chcę opowiedzieć zaczęła się pewnego dnia w marcu.
Przyszłam na spokojnie do szkoły. Jak zawsze książka w ręku. Sekrety nieśmiertelnego Nicholasa Flamela. Istotne jest to, że ma to bardzo twardą okładkę. No i zaczęło się na przerwie obiadowej. Jedna z księżniczek postanowiła mnie podenerwować. Wyrwała mi książkę, gdy akurat czytałam. Wkurzona staram się ją odzyskać, ale wyglądam jak pies skaczący do kawałka mięsa, które właściciel wysoko trzyma. Coraz bardziej się we mnie gotowało, a ona i jej psiapsióły się śmiały. W końcu oddały, ale z taką pogardą i śmiechem na ustach. Nie wytrzymałam. Kiedy tylko odzyskałam książkę, a ona odchodziła, podbiegłam i bum! w głowę. Chyba zabolało, bo złapała się za głowę. Odwraca się i znów obrywa. Ludzie mnie odciągnęli. Tamta nos we krwi i ryk na pół korytarza. Bała się widoku krwi. Książka nie ucierpiała ani trochę.
Efekt końcowy był taki, że musiałam ją przepraszać, bo oczywiście za mną nikt się nie wstawił i wyszło na to, że to ja dręczyłam ją. Obniżone zachowanie, rodzice w szkole i ojciec, który wrzeszczał na dyrektorkę, że skoro przywaliłam jej kilka razy, to się należało.
Na koniec pierwszego roku miałam zachowanie poprawne, a księżniczka trzymała się już z dala ode mnie. I to wszystko dzięki temu, że kocham czytać :D
I właśnie to, że już trzymała się z dala od Ciebie pokazuje, że chyba w taki sposób powinno się z takimi postępować. Przynajmniej dadzą wtedy spokój.
Przychodziłaś do szkoły z książką i ostentacyjnie nosiłaś ją w dłoniach. Po co placek? Kiedy czytałaś? Na 5-minutowych przerwach?
Za pobicie byłoby coś więcej już uwaga i niższa ocena z zachowania.
Pobicie książką. Wg mnie, πierdolisz od rzeczy.
Ja też chodziłam z książką pod pachą całą podstawówkę i gimnazjum. Czytałam na przerwach, na nudniejszych lekcjach, jak nie było co robić, jak na coś czekaliśmy. Czasem byłam na tyle wciągnięta w czytanie, że czytałam w trakcie chodzenia.
I kiedyś zostałam oskarżona niesłusznie o pobicie, nauczyciele z góry założyli, że tak było i nie dali mi nawet dojść do słowa. Poza godzinnym zastraszaniem przez wicedyrektorkę szkoły, jedyną konsekwencją było obniżenie zachowania na półrocze. Tak że ja tam nie mam problemu w to uwierzyć
O, ja podobnie miałem. Też ciągle z książkami w szkole.
Niejeden raz teź jej użyłem w charakterze broni. Tyle że bezczelnie wypierałem się sprawstwa pobicia, żądając okazania jego śladów śladów. A przy płaskiej i elastycznej powierzchni raczej o to ciężko.
Dość szybko miałem dzięku temu święty spokój.
"ostentacyjnie nosiłaś ja w dłoniach":D
Ja równiez jak przedmówcy w szkole często czytałem kiedy miałem okazję. Jak coś mnie wciągnęło poświęcałem na to każdą chwilę.