#i3AiR
Część notatki brzmiała tak:
„Po otrzymaniu w dniu ... z oddziału sąsiedniego dokumentacji umów nastąpiła inwentaryzacja dokumentacji. Przekazano 37 umów (wykaz w załączeniu). Brakowało 12 aneksów i dokumentów 23 współpracowników (protokół w załączeniu). Część dokumentów finansowych przekazano między pracownikami księgowości. Niestety, nie mam dostępu do protokołu przekazania dokumentów finansowych, jest on w posiadaniu pani kierownik, która zleciła wykonanie tej notatki. Protokołu nie otrzymałem do wglądu. Do dokumentów finansowych dostęp otrzymałem tydzień temu (w dniu...), by dokonać inwentaryzacji. W wyniku obecnej inwentaryzacji stwierdziłem, że brakuje dokumentu finansowego do umowy nr ... Na polecenie pani kierownik sporządzam notatkę służbową, stwierdzającą brak ww. dokumentu. Niestety, nie jestem w stanie określić, czy dokument zaginął jeszcze w tamtym oddziale, czy w naszym, gdyż nie mam dostępu do protokołu przekazania. Mogę jedynie stwierdzić, że dokumentu w kasie pancernej, którą otwierałem z pracownikiem X i z nim sporządzałem spis znajdujących się w niej dokumentów, nie ma. A że dopiero teraz miałem okazję zajrzeć do dokumentów finansowych, które spisywałem w ciągu dwóch dni, to zgubić go nie mogłem, co sugeruje pani kierownik z sąsiedniego oddziału, obecnie p.o. zarządzającego w naszym oddziale”.
Po przeczytaniu notatki pani kierownik poszła para uszami. Kilka razy jeszcze próbowała wymusić na pracowniku zmianę notatki. A że pracownik nie zmienił zdania (przecież nie weźmie sobie na głowę, sumienie i konto skutków zagubionego finansowego dokumentu), to zapewne notatka ta z załącznikami nigdy do centrali nie dotarła.
I bardzo dobrze. Babka chciała zrzucić winę na podwładnego. Zadbaj, by ta notatka jednak dotarła do centrali - sam ją wyślij, bo prędzej czy później i tak sprawa wyjdzie na jaw, albo kierowniczka wyśle swoją wersję notatki i wtedy Ci się oberwie. Fajnie by też było, żebyś miał jakieś potwierdzenie, że Twoja notatka została odczytana przez kierowniczkę. Zadbaj też o świadków (np. pracownik X), na wypadek gdyby chcieli wyciągnąć jakieś konsekwencje służbowe. W przypadku audytu wewnętrznego, albo gdy sprawa trafi do sądu, to firma i tak będzie musiała udostępnić wszystkie dokumenty.
Niekiedy tak niestety bywa, że przełożony przypisuje sobie zasługi podwładnych i zrzuca na nich winę za swoje błędy.