#o4MJV

W gimnazjum mieliśmy niepełnosprawnego Arka, który był nieco opóźniony. Taki przedszkolak w ciele wielkiego, rosłego chłopaka. Przez swoje opóźnienie często był obiektem kpin ze strony grupy chłopaków. Wtedy przewodził im Radek. Kilka razy powtarzał klasę, „imponował” tym swoim kumplom.
Radek lubił dokuczać Arkowi. Krytykował go, śmiał się z niego, Arkowi bardzo szybko robiło się smutno. Arek nigdy sobie nie radził, zawsze ktoś musiał stawać w jego obronie. Ale raz Arek zaczął się śmiać. Radek zapytał czemu.
„Tata mi mówił, że od dokuczania innym ma się krótkiego, krzywego siusiaka”.

Już do końca gimnazjum nikt nie mówił „Radek”, tylko każdy na niego wołał „Krzywy”.

#UMDJS

Pracuję w centrum handlowym na stoisku z zabawkami. Kojarzycie takie wysepki, prawda? Do moich obowiązków należy sprzedawanie towaru, a to że mamy też stanowiska dla dzieci, żeby mogły się pobawić towarem przed zakupem, to tylko chwyt marketingowy (gdy dziecko bawi się pół godziny jedną rzeczą i nie chce odejść, to w 90% przypadków rodzic dla świętego spokoju to kupi). Niestety, rodzice często traktują te stanowiska jak darmowy plac zabaw, a mnie jak opiekunkę, chociaż cała wyspa obwieszona jest czerwonymi napisami: zabawa tylko pod opieką rodziców; oprócz tego jest też cały dłuższy regulamin korzystania z tych stanowisk. Zazwyczaj rodzice pilnują dzieci, ale zdarzają się przypadki, po których ręce opadają i brakuje mi słów. Kilkoma takimi chciałam się z wami podzielić.

1. Matka z synem, na oko trzy-, czteroletnim. Usiadła z nim przy zabawce, spoko. Odwróciłam się tyłem, bo miałam klienta. Skończyłam, patrzę - matki nie ma. Pytam małego gdzie jest, a on, że w sklepie. Rozumiecie? Dorosła kobieta zostawiła swoje trzyletnie dziecko samo bez opieki i poszła na zakupy. Nie ma jej dziesięć minut, dwadzieścia, przy trzydziestu wezwałam już ochronę centrum i właśnie oddawałam im dziecko, kiedy mamusia łaskawie się zjawiła. Takiego opierdolu nigdy nikomu nie zrobiłam jak jej. A matka tylko głupio stoi i się szczerzy, bo ona przecież nie jest idiotką, wcale nie zostawiła swojego synka samego na środku centrum handlowego pełnego obcych ludzi. Na pytanie z kim go zostawiła w takim razie, bo ze mną na pewno nie, spaliła tylko buraka i uciekła z dzieciakiem.

2. Rozmawiałam z klientem, kiedy podeszła kobieta i zapytała gdzie jest jej dziecko. Zapytałam jakie dziecko, na co ona, że jej syn przyszedł się pobawić, a teraz go nie ma. To mówię jej, że mam klienta i nawet go nie zauważyłam, zresztą to nie jest moja praca, ona powinna przyjść z nim. Darła się na mnie kilka minut, ochroniarz musiał interweniować, bo co ja sobie wyobrażam, ona oddała?! mi przecież dziecko pod opiekę. Uspokoiła się dopiero jak klient, z którym rozmawiałam, powiedział jej, żeby się nie kompromitowała, tylko zaczęła szukać bachora, bo to, że go zgubiła, to tylko i wyłącznie jej wina.

Za każdym razem zadaję sobie jedno pytanie: a co jeśli coś by się stało? Wypadków nie brakuje, dziecko spadnie z krzesła, rozbije głowę, co wtedy? Nikomu tego nie życzę, ale różnie może być. Przeraża mnie nieodpowiedzialność niektórych rodziców i chociaż sama nie mam dziecka, nie potrafię sobie wyobrazić, że ja swoje miałabym tak samo zostawić.

#XsQhM

Pracuję w Londynie na recepcji w biurowcu. Poza mną na recepcji pracują jeszcze trzy koleżanki – całe trio to rodowite Angielki.
Uwielbiam ten moment dzikiej satysfakcji, kiedy jako jedyna potrafię bezbłędnie przeliterować nazwisko każdego gościa, bez względu na jego narodowość (a tych jest u nas baaardzo szerokie spektrum). Żaden Agnagnostopoulous czy inny Thummaphbruttti mi niestraszny, podczas gdy one cierpią katusze i łamią języki przy „zwykłych” Kowalskich.
Takie tam plusy władania jednym z najtrudniejszych języków świata ;)

#12L0J

Kilka dni temu obudziłam się o trzeciej nad ranem, czując silną potrzebę udania się do toalety zrobić siku. Wiadomo, że pasuje spuścić wodę, no ale rodzice śpią i nie chcę ich obudzić. Co podpowiedział mi mój zaspany mózg? Poszłam do mamy do pokoju, zaczęłam szarpać ją za rękę, a jak już się obudziła, zapytałam ją:
– Mamo! Obudzi cię, jak spuszczę wodę w kiblu?
Popatrzyła się na mnie jak na największego idiotę na świecie, a ja niczego nieświadoma zaczęłam krzyczeć na nią, że mi nie odpowiada...
– Nie chcesz mi odpowiedzieć, to nie! Ale żeby potem nie było na mnie, że cię obudziło!

Dopiero gdy wróciłam już z łazienki (spuściłam tę nieszczęsną wodę) i się rozbudziłam, zrozumiałam, co zrobiłam...

#HI94I

7 lat temu zmarł mój tata. Pomyślicie sobie pewnie, że to nic takiego, zdarza się umrzeć. Nawet najlepszym :) Tatuś był zawałowcem, no i niestety alkoholikiem, nie pił często. Po wypiciu jednego piwa wpadał w tygodniowy, czasem dwutygodniowy cug. Leżał nieprzytomny, wstawał tylko do sklepu po flachę, rzygał pustym żołądkiem (pewnie tylko dzieci alkoholików zrozumieją, jak to wygląda, bo nie jest to spotykane zjawisko). Był dobrym człowiekiem, zabawnym, zaradnym i uczynnym. Nawet po pijaku nie robił awantur. Mama wyjechała za granicę „za chlebem”, brat mieszkał w internacie kilkadziesiąt kilometrów od domu, a mi zostały dwa tygodnie głodówy i męczarni (raz zamknął się w domu od środka i po powrocie ze szkoły spędziłam na schodach resztę dnia. Otworzył mi dopiero po 21). Nie miałam dokąd pójść, żadnej rodziny, a koleżanek się wstydziłam (w sensie tłumaczenia, że mam pijanego ojca na podłodze w salonie).
Dnia pewnego przyszedł kres mojej wytrzymałości i... zabrałam mu pieniądze, spakowałam się i postanowiłam wyjechać do rodziny (100 km od mojego domu). Na odchodne napisałam mu krótki liścik, że mam dość jego zachowania, że obiecywał poprawę, że nie jestem już jego córką. Masa głupot, ale właśnie tak się wtedy czułam. Nie miałam nikogo, musiałam radzić sobie sama. Wyjechałam. Ale nie na długo. Nazajutrz do rodziny zadzwoniła policja z prośbą o identyfikację zwłok. Mój tata wyjechał z domu pijany, samochodem i zmarł na uboczu drogi z listem od córki w kieszeni.
Zapił się, po prostu się zapił. A ja mam brudne sumienie. Rodzina obwinia mnie, dlaczego? Bo byłam zarozumiałym dzieckiem (15 lat), które nie umiało pomóc własnemu ojcu i jeszcze oskarżyło go o wiele nieprawdziwych rzeczy (list, który miał przy sobie, przeczytali wszyscy).
Nikt nie postawił się w mojej sytuacji i jest mi przez to cholernie przykro.

#wd5eI

Mając 8 lat, byłem wraz z rodziną na weselu kuzynki. Była późna godzina, rodzice poszli w tango, a ja pląsałem z innymi dziećmi, oczekując na deser, którym miały być płonące lody.
Gdy dostałem swoją porcję, oddaliłem się od reszty, by w spokoju zjeść posiłek. Jadłem z olbrzymią przyjemnością, lecz nie wiedziałem co zrobić z ogniem... No i zjadłem wszystko, co było na talerzu, wraz ze świeczką (myślałem, że to egzotyczny rodzaj lodów). Okropne uczucie w ustach.

#MukwF

Jestem ochroniarzem na dość sporym obiekcie. W miejscu, gdzie pracuję, są firmy produkujące m.in. karmę dla zwierząt, ale też wszelakiego rodzaju żywność dla ludzi. W momencie kiedy któraś z palet z wyżej wymienionymi produktami podczas przewożenia się wywróci, wszystko ląduje w kontenerze na odpady. Nieważne, czy się potłukło czy nie. Wszystko ląduje w koszu, mimo że jest to żywność zdatna do spożycia.

Z soboty na niedzielę w nocy, z kolegami z ochrony, obracamy kamery, przebieramy się z mundurów i jedziemy. Oczywiście swoimi samochodami, nasz służbowy ma wbudowany GPS. Zabieramy to wszystko, robimy paczki. Rozwozimy karmę dla zwierząt do schroniska. Żywność dla ludzi do domu dziecka bądź schroniska dla bezdomnych. Prawnie jesteśmy w tym momencie złodziejami. Nie wyobrażacie sobie nawet, ile jedzenia ląduje codziennie w koszu, bo takie są durne wymogi.
O tym co robimy wie tylko kilka osób z firm, które mówią nam co, gdzie i kiedy będzie wyrzucone.

#Y61Yn

Mój dziadek powiedział dziś coś bardzo mądrego. Akurat wiozłem go do lekarza, gdy po raz drugi w przeciągu kilku minut zatrzymało nas czerwone światło. Wściekłem się, a wtedy dziadek powiedział: „Zawsze narzekasz na czerwone światło, ale nigdy nie cieszysz się z zielonego”.
Nie powiem, dał mi do myślenia.

#HM90d

Jestem samotną 23-latką. W akcie desperacji postanowiłam wybrać się na randkę w ciemno z chłopakiem poznanym w Internecie. Wystroiłam się jak jeszcze nigdy w życiu i poszłam do restauracji.
Czekałam na niego prawie godzinę, jednak on nie przyszedł. Poczułam się brzydka. Myślałam sobie: „Pewnie zobaczył mnie z daleka, wystraszył się i uciekł”. Opuściłam lokal ze spuszczoną głową.
Gdy szłam chodnikiem, mijała mnie kobieta z kilkuletnią córką. Gdy były już za moimi plecami, usłyszałam, jak dziewczynka pyta: „Mamusiu, czy to był Kopciuszek?”.

Nawet nie wiecie, jak było mi miło. Może i wystawił mnie facet, ale do końca dnia pamiętałam tylko słowa tej dziewczynki.
Dodaj anonimowe wyznanie