#ktjht

Wyznanie o tym, jaką piękną gafę strzeliłem w osiedlowym minimarkecie. 
Ze względu na ograniczoną powierzchnię sklep jest dość mocno zastawiony sprzętami. Podczas zakupów usłyszałem dochodzące gdzieś z góry:
– Czy mógłby mi pan pomóc?
Spojrzałem w tamtą stronę i krzyknąłem zdziwionym głosem:
– Gdzie pani tam weszła?!
Aż inni klienci zaczęli się oglądać.
Okazało się, że nigdzie nie weszła, po prostu pani miała dwa metry, a ja niecałe metr siedemdziesiąt, i w dodatku nie widziałem całej sylwetki. Pani miała jakiś problem ze smartfonem i podejrzewała, słusznie zresztą, że może sobie z nim poradzę :)

#tOpTK

Jestem z pokolenia, które wychowywało się samo. To było normalne, że po szkole robiliśmy sobie sami obiad, że do powrotu rodziców z pracy mieliśmy „czas wolny”. Wtedy to wchodziły w życie najbardziej szalone pomysły, a że w tamtych czasach strach przed uwiecznieniem tych wyczynów na jakimś urządzeniu praktycznie nie istniał, sprzyjało to tylko realizowaniu naszej fantazji.
Pamiętam ten moment, kiedy to będąc lekko przeziębiony, zostałem w domu sam. Rodzice nie mogli wziąć zwolnienia, bo praca itd. Mając 7, może 8 lat, leżałem w łóżku, a ponieważ w telewizji były tylko dwa programy, szybko znudziło mi się oglądanie obrad sejmu. Co by tu zrobić? Czym się zająć?
O, lampka stoi na stoliku z abażurem i przełącznikiem na kabelku!
Pstryk – świeci, pstryk – gaśnie... Ładnie świeci, ale co tam jest pod tym abażurem?
O, żarówka! A co się stanie, jak tę żarówkę się wykręci? Gaśnie!
Aha, czyli wyłączyć lampkę można albo przełącznikiem, albo wykręcając żarówkę.
No OK, ale co powoduje, że żarówka świeci? Co jest tam w środku? W oprawce?
Wykręciłem więc żarówkę i włożyłem palec do środka.
Wtedy jeszcze 220 V przeleciało przez mój organizm niczym tajfun, stawiając mnie do pionu na łóżku. Szybko pozbyłem się znudzenia, choroby i można powiedzieć, podładowałem baterię do pełna.
A lata potem zostałem elektrykiem i elektronikiem. Pozdrawiam kolegów po fachu.

#R2flx

Pracuję w lodziarni, mamy kilka smaków z alkoholem. Przychodzi pani w średnim wieku z brzuszkiem i prosi o tiramisu z Amaretto. Ja patrzę ukradkiem na jej brzuch i mówię zaniepokojona, że to z alkoholem, a ona: „No dobrze, a jaki to problem?!”. Myślę sobie OK, jej decyzja. Dopiero jak się oddaliła, to zczaiłam, że to oponka na jej brzuchu tak się ułożyła w sukience... Myślałam, że zapadnę się pod ziemię.

#qcbqA

Zawsze miałem się za osobę nietolerującą przemocy wobec kobiet (nawet kwiatkiem). Czasem zastanawiałem się, jak zareaguję, gdy ktoś przy mnie uderzy kobietę. W myślach strzelałem typa w pysk. Niestety od zeszłego tygodnia zmieniłem swoje podejście.
Sytuacja miała miejsce pod namiotem, nad jeziorem. Od północy przez dwie godziny napruta Grażyna wyzywała swojego partnera, że za długo pracuje, że jej nie szanuje, że bardziej od niej kocha swoją córkę, że ma ją za nic, bo ona nie pracuje. Potem doszło jeszcze, że nie ma jak, że jedyne, czego od niej wymaga, to: przynieś, podaj, pozamiataj. Chłop jej na spokojnie tłumaczy, że tak nie jest, że pojechali na biwak, że skoro ona nie pracuje, to on musi więcej zarabiać, żeby się utrzymali itp. Po dwóch godzinach, gdzie już nie słyszeliśmy własnych myśli, zaczęła krzyczeć: „No uderz mnie! Pokaż, że nie masz jaj!”.
A ja szczerze kibicowałem typowi, żeby ją pierdyknął w głupi pysk i żeby się zamknęła...
Stałem się złym człowiekiem.

#47CeC

Jestem głupia, bo raz na ruski rok zdarza mi się coś skomentować albo zamieścić jakiś post gdzieś w necie. Nie obrażam nikogo, nie oceniam, piszę o sytuacjach z mojego życia, o moich doświadczeniach. Niby nic takiego. Ale zawsze, cokolwiek bym napisała, jak bardzo starała się być neutralna, i tak znajdzie się parę osób, które muszą wylać na mnie wiadro pomyj i wyładować na mnie swoje frustracje (tak przynajmniej to odbieram). Niby nie powinnam się takimi pierdołami przejmować, ale jest mi zwyczajnie, po ludzku, cholernie przykro. Tak jak dziś, gdy przeczytałam, że do niczego w życiu nie doszłam, a się wymądrzam, i że moją pracę mogłaby małpa wykonywać. No smutno mi. Ten komentarz niestety „zrobił” mi dzień :/

#m176A

Mój mąż jest uzależniony od pornografii. Już dłużej nie mogę tego wytrzymać. Jesteśmy razem kilkanaście lat, od 10 jesteśmy małżeństwem. Jego nałóg sprawił, ze nasze życie intymne nie istnieje. Nigdy nie istniało. Raz wspomniałam o terapii. Wściekł się i nie odzywał do mnie parę dni. Myślałam, że skoro zdał sobie sprawę z tego, że jest uzależniony, sam spróbuje coś z tym zrobić. Nic bardziej mylnego. Żyje sobie w swoim internetowym świecie. A ja? Ja żyję w białym małżeństwie. Nie wiem dlaczego. Nie wiem dlaczego w ogóle się na to godziłam. Każda próba podjęcia współżycia kończy się fiaskiem, a on jest za to zły na mnie. Niestety, nie jestem w stanie zapewnić mu takiej stymulacji jak filmiki. Utknęłam w platonicznym związku i jestem nieszczęśliwa.

#xDbSa

Nie jestem i nigdy nie  byłem mistrzem ortografii. 
Na lekcji polskiego w gimnazjum pani poprosiła mnie do tablicy. Moim zadaniem było wypisanie kilku wyrazów, jednym z nich był „chleb”. Napisałem ten wyraz z „p” na końcu. Po tym, jak klasa ryknęła śmiechem, domyśliłem się, że coś jest źle, więc poprawiłem na „hlep”... 
Druga salwa śmiechu była tak wielka, że dosłownie zapadłem się pod ziemię :')

#MYmyj

Mój mąż zaczyna mnie obrzydzać. 
Jesteśmy razem 10 lat, mamy dwójkę dzieci w przedszkolu.
Pierwszy raz to zauważyłam, gdy zaczął golić się jedynie wtedy, gdy chciał się ze mną kochać. Zarost bardzo mi się nie podoba, o czym on doskonale wie. Drugim punktem było wyjście na spacer w dniu urodzin dziecka. Tak objadł się tortem, że nie był w stanie schylić się i zawiązać sobie butów. Uświadomiłam sobie, że przez te 10 lat mój mąż prawie podwoił swoją wagę. Trzecim punktem był spacer, bez dzieci. Po przejściu 500 metrów był tak zmęczony, że musieliśmy odpoczywać, a szliśmy powolutku. 
Na początku znajomości często urządzaliśmy wycieczki rowerowe. Jakoś z nich rezygnował, ja coraz częściej wchodziłam sama lub z koleżanką. Teraz mówi, że on nie ma czasu na ruch, mimo że zorganizowanie opieki dla dzieci na godzinę dziennie to żaden problem.
Ostatnim punktem było to, gdy obudziłam się w nocy, jak przyszedł do łóżka. Nie obudził mnie przytuleniem albo buziakiem. Obudził mnie smród, bo znów nie chciało mu się umyć. A dni coraz cieplejsze, w zimie brak codziennego prysznica nie był tak wyczuwalny. Powiedziałam o tym mężowi, ale to zbagatelizował. Dla niego to powód do żartów, dla mnie do unikania kontaktu fizycznego. Mąż pracuje zdalnie, praktycznie nie wychodzi. Jest też coraz bardziej marudny, coraz trudniej mi zaangażować go w jakąś aktywność, z dziećmi lub bez nich. Ze znajomymi już się nie spotyka. Nie mam pomysłu, co mam zrobić, aby mój mąż znów o siebie dbał. Żeby znów mi się zaczął podobać.

#pR5Wf

Jako mała dziewczynka (7-8 lat) dostałam szlaban od rodziców. Obrażona pobiegłam do swojego pokoju i obiecałam sobie, że ucieknę. Ale nie przez drzwi, to nie byłoby w moim stylu. Chciałam wyjść przez okno, żeby rodzice nie zauważyli. Jednak pod moim oknem było zejście do piwnicy, o którym kompletnie zapomniałam... Otworzyłam okno, wdrapałam się na parapet i skoczyłam w dół.
Skończyło się na tym, że miałam złamaną nogę, a opieprz dostałam jeszcze większy niż przedtem.

#UYmN6

Im starsza jestem, tym bardziej nie lubię ludzi, ale nie na zasadzie jakiegoś nieśmiesznego mema z Facebooka typu „patrzcie, jaka jestem zołza” itp. Kiedyś nie lubiłam pojedynczych osób czy jakiegoś wrednego nieznajomego, teraz doszło do tego, że wszędzie widzę fałsz i zakłamanie, nawet wśród rodziny czy bliskich znajomych. Od jakiegoś czasu coś we mnie pękło, bo dowiaduję się coraz gorszych i parszywych rzeczy o ludziach, których uważałam za bliskich. Zaczynam zauważać, ile jest w nich zakłamania i hipokryzji. Przestaję ufać. Nie ufam większości członków rodziny, ludziom z pracy, nowo poznanym osobom. Nie ufam praktycznie nikomu... Nawet nie wiecie jak bardzo chciałabym lubić ludzi i umieć z nimi współpracować, przeżyłam jednak zbyt wiele nieprzyjemnych doświadczeń z nimi. Od jakiegoś czasu mam ochotę zamknąć się w mieszkaniu i nie widzieć nikogo, nawet wyjście na zakupy zaczyna być przykrym obowiązkiem. Nie chcę pokazywać się nikomu... Sama myśl o tym, że miałabym się z kimś spotkać męczy mnie psychicznie. Lubię spędzać czas sama, ale zaczynam się niepokoić, bo to zachodzi trochę za daleko. Normalnym jest od czasu do czasu pobyć samemu, a u mnie trwa to już rok. Nie spotykam się z nikim i niestety jest mi z tym dobrze. Wydaje mi się, że muszę zmienić środowisko, może to by pomogło.
Dodaj anonimowe wyznanie