Sytuacja z dzisiaj :D
Stoję w sklepie przy półce z pastami, a obok mnie jakaś kobieta coś grzebie, ewidentnie czegoś szuka. Podchodzi do niej jedna z pracownic i oferuje pomoc:
- Dzień dobry, coś pani pomóc poszukać?
Na to ta babka:
- Tak, szukam końcówek do szczoteczki ANAL B (tu jeszcze pada model).
Pracownica, powstrzymując śmiech, poprawia babkę:
- Chyba Oral B? - i pokazuje jej gdzie są końcówki.
Humor tej ekspedientki i mój został poprawiony na cały dzień :D
Jestem 27-letnim facetem i pracuję w znanej firmie. Od dawna podkochuję się w moim szefie.
Dziś dowiedziałem się, że ma stare konto na Facebooku, do którego nie ma dostępu, bo przez spory czas nieużywania go zapomniał hasła. Wielu ludzi powysyłało do niego różne dziwne, śmieszne bądź obraźliwe wiadomości, tak jakby po prostu napisali mu co o nim myślą, a on i tak tego nigdy nie odczyta. Ja postanowiłem zrobić to samo po to, żeby choć trochę zrzucić kamień z serca i zwierzyć się ze wszystkich moich uczuć, marzeń i fantazji erotycznych z nim w roli głównej. Tak więc w przypływie emocji szybko napisałem tę jakże szczerą wiadomość. I tak jak się spodziewałem, w jakiś sposób kamień spadł mi z serca. Przynajmniej na pierwsze 5 minut.
Po tym czasie zorientowałem się, że całe to wyznanie miłości... wysłałem na jego aktualnego konto. Wszystkie te sny o wspólnym seksie i innych zabawach łóżkowych... Poszło.
Mając 14 lat (czyli jakieś 10 lat temu), do szaleństwa byłam zakochana w o 16 lat starszym mężczyźnie - dostawcy internetu. Szczerze mówiąc łezka mi się do tej pory kręci w oku, kiedy przypomnę sobie o swojej wielkiej miłości :) Żeby go spotkać... po prostu psułam sobie internet. I on wtedy przyjeżdżał, a ja zatracałam się w jego ciemnych oczach i cudownym, niskim głosie. Kochałam go tak bardzo, że oddałabym mu wszystko... I wpadłam na pomysł.
W pewną niedzielę organizowano festyn w mojej miejscowości, gdzie odbywała się loteria, w której można było zdobyć dość porządne nagrody. Co zrobiłam? Wypisałam kupon. Na niego. A potem stałam cały dzień przy stoisku z losami patrząc, czy czasem sam nie bierze udziału w loterii. Nie wypisał ani jednego kuponu. OK, stwierdziłam, że nie ma szans na wygraną. Bo jak się ma 1 los na 50 wyciąganych z "urny" w stosunku do 2000 osób, które wzięły udział w losowaniu...?
Seba, jeśli to czytasz, to już wiesz, że odtwarzacz DVD jest ode mnie. :) Mam nadzieję, że dobrze Ci służył!
Zawsze Ci oddana, resetująca router ile razy mogła, teraz już 24-letnia mężatka.
PS: Sorry za te wszystkie bezpodstawne wezwania :)
Dorabiam jako żywy znak reklamowy nieopodal pewnego biurowca. Zawsze o tej samej porze wychodzi stamtąd pewna intrygująca, czerwonogłowa dama. Dzisiaj zaczepił ją miejscowy menelik z klasyczną prośbą o złotóweczkę na chlebek. Przez jakiś czas stała z miną "derpa", na tyle długo, że pan menel zrezygnowany chciał odejść...
- Czekaj pan! - Odezwała się, wyciągając kanapkę z torby i dając mu j. - Pan miejscowy? Bo tak mi wygląda.
Menelik nieco zaskoczony przyjął kanapkę.
- Od dziada pradziada stąd, psze pani.
- To ubijmy interes. Kanapka, kawa i porcja obiadu za zaklepywanie mi co rano miejsca pod tym biurowcem. Od poniedziałku do piątku. Przyjeżdżam na 7.30. Pasuje panu?
- Jasna sprawa, kierowniczko - wyszczerzył się pan żul.
Zaintrygowało mnie to. Rzeczywiście, od trzech tygodni menelik zawsze rano zajmuje "kierowniczce" miejsce tuż pod biurowcem (parking biurowca, darmowy, bez ochrony, którym rządzą się prawa dżungli), drzemiąc na nim, a w razie potrzeby broniąc go jak lew przed innymi chętnymi. Czerwona dama zawsze miała dla niego kawę, śniadanie i obiad (o stałej porze wychodziła z biura i przynosiła mu podgrzaną porcję).
Kiedy zrobiło się zimno, dostał kilka ciepłych ciuchów, których ja bym się nie wstydził. Jeśli jakiegoś dnia nie przyjechała, zapłatę przekazywała portierka z biurowca. Trochę mu zazdrościłem... biedny student niewiele się różni od żula. W końcu zagadałem. Przyznał mi się, że coś kręci z tą starszą panią z portierni biurowca, która jest wdową, ma możliwość załatwienia mu pracy jako cieć w kamienicy i od tygodnia u niej mieszka, ale ciągle trzyma "kierowniczce" miejsce, bo to "babka na sto dwa". Zapytałem, czy by mi tej fuchy nie odstąpił. Pan, już nie taki menelik, się zgodził.
Panna Ania mocno się zdziwiła na mój widok, ale było jej wszystko jedno, czy za miejsce parkingowe nakarmi menelika czy studencika. Moja sytuacja finansowa była mimo wszystko tak kiepska, że za to śniadanie, obiad, trochę premiowych dodatków i ciuchy z drugiej ręki z radością wstawałem o 5, żeby pilnować jej miejsca. I tak sterczałem tam z tym znakiem od 6.
Gdy lepiej się poznaliśmy, zaproponowała mi zamieszkanie w kawalerce po świeżo zmarłym dziadku. Bez opłat za najem, tylko rachunki. Meble, wyposażenie kuchni, ubrania były dla mnie. Miałem tylko dbać. Dzięki temu wyszedłem na prostą, mogłem normalnie studiować i nie pracować na 4 "dorywki".
Dopiero niedawno się dowiedziałem, że nie było jej stać na taką filantropię. Dzieliła porcje jedzenia na dwie, nie było jej stać na słodycze itp., dzięki czemu schudła (nie wiem z czego, bo jej figura zawsze przyciągała moje oczy) i pozbyła się kompleksów, więc jak to sama ujęła "wszyscy na tym zyskaliśmy".
PS Nie jesteśmy i nie będziemy razem. Dialogi starałem się przytoczyć jak najdosłowniej. A z tego co wiem, pan menelik ma się dobrze.
Przez wiele lat z nikim się nie kochałam, bo facet, z którym kiedyś byłam, śmiał się ze mnie, że sikam w łóżko.
A po wielu latach, oglądając pornosa, dowiedziałam się, że to kobiecy wytrysk.
Dałem bezdomnemu mrożoną pizzę.
Świetnie.
Etapy związku są różne.
Ja z moim chłopakiem jesteśmy na tak zaawansowanym levelu, że jak widzę po nim, że chce puścić bąka w miejscu publicznym, to zaczynam udawać kaszel, żeby w razie czego go zagłuszyć.
Ostatnio przyśniło mi się, że urodziłam córeczkę. Sen był bardzo realistyczny.
Dzisiaj śniło mi się, że owa dziewczynka zrobiła swój pierwszy kroczek.
Jak tak dalej pójdzie, w okolicach Gwiazdki pewnie przyprowadzi mi do domu kawalera.
Co w tyn dziwnego? Mam 15 lat i nigdy się nawet nie całowałam.
Bycie silną, niezależną kobietą, wykonującą zawód zdominowany przez mężczyzn, kończy się w momencie, kiedy znienacka dostajesz w pracy okres, a żaden z twoich kolegów nie ma pożyczyć podpaski.
Wyobraź sobie, że leżysz w łóżku. Wokół ciemność i cisza. Nagle dobiega do ciebie dziwny szmer. Widzisz, jak ciemna postać na czworaka zbliża się w twoją stronę. Jest już coraz bliżej. Próbuje wdrapać się na łóżko. Czujesz, jak materac ugina się pod jej ciężarem. Panikujesz. Próbujesz się podnieść. Nie wiesz, co się dzieje. Strach paraliżuje twoje ciało. Chcesz wydać z siebie jakikolwiek krzyk, ale nie możesz. Pot oblewa ci czoło. Myślisz, że to tylko zły sen, że się z tego wybudzisz. Niestety to tak nie działa.
Muszę borykać się z tym co wieczór. Gdy tylko robi się ciemno, boję się. Boję się wszystkiego.
Tak się właśnie żyje ze schizofrenią.
Dodaj anonimowe wyznanie