#QmKqp

Moja dziewczyna to typowa kociara. Ostatnio trafił do nas nowy kot, który był po przeżyciach i gdy dziewczyna leżała, to się na niej położył. Bała się nawet ruszać, nie chciała go zgonić, nawet do toalety nie chodziła przez półtorej godziny. W końcu moi koledzy poszli do domu, więc postanowiłem spędzić z nią trochę czasu. Mówię jej, że mam na nią ochotę... A ta, żeby nie zgonić kota, który leżał jej na brzuchu, zrobiła mostek tak, żebym mógł zajść od dołu i krzyczy "Bierz!!".
Nawet nie wiem, jak to skomentować...

#e95Sf

Nie miałam nic do mojego arabskiego kolegi ze studiów. Spoko chłopak, zostawił w domu żonę i malutkie dziecko, żeby się uczyć w Polsce na politechnice na dość wymagającym kierunku. Oczywiście wszystko do czasu, jak wczoraj zobaczyłam zdjęcie jego żony... 12-letniej w momencie ich ślubu, obecnie 14-letniej, wychowującej pod opieką jego rodziców ich wspólne kilkumiesięczne dziecko.
Nie jestem w stanie patrzeć na niego tak samo jak wcześniej.

#dDWnh

Odwiedziny u rodziny...

Standardowe pytania: kiedy się dorobię w końcu własnej rodziny, najmłodsza już nie jesteś, zegar tyka...

Przez godzinę udawało mi się dosyć dyplomatycznie odpowiadać, ale temat mnie już znudził, więc patrząc na całą familię powiedziałam tak:
"Od wielu lat przyglądam się waszym związkom i związkom wszystkich znajomych i doszłam do wniosku, że nie, nie spieszy mi się do tego, jeżeli miałoby to wyglądać jak u was!".
 
Miny bezcenne i temat zakończony :D

#ffjZ6

Narzeczona podbierała moją kartę płatniczą. Pewnego sobotniego popołudnia usłyszałem, jak opowiada przez telefon swój plan działania, a mianowicie: na swojej karcie ustawi nr PIN taki, jak ja mam, po czym podmieni karty (miałem kartę w tym samym banku, więc na pierwszy rzut oka karty identyczne poza numerem i podpisem). Stwierdziłem, że to już grube przegięcie.
Pozwoliłem jej wykonać podmiankę i ku mojej uciesze wzięła taxi na drugi koniec miasta, czyli ponad 150 zł. Po godzinie zablokowałem możliwość płatności i wyłączyłem telefon.

O godzinie 7:30 w niedzielę do moich drzwi zadzwoniła policja z informacją, że ktoś próbował posłużyć się moją kartą. Zgodnie z prawdą opowiedziałem całą historię, po czym udałem się na komendę. Tam oczywiście moja "ukochana" spędziła ponad 8 godzin w areszcie - w restauracji zrobiła zamówienie na ponad 2000 zł, a niestety jej koleżanki zupełnie przypadkiem zapomniały pieniędzy, w związku z czym właściciel restauracji wezwał policję.

Po całej sytuacji narzeczona zażądała, żebym za karę zapłacił cały rachunek i zabrał ją na zakupy. Oczywiście stanowczo stwierdziłem, że nie zapłacę - wyzwała mnie od dziadów, skąpców itd... Do mojego mieszkania wróciła taksówką. Na szczęście zostawiła mnie, wróciła do swojej mamusi i miasta być księżniczką na stanowisku sprzątaczki w markecie.

#DV7Fc

Trochę paranormalnie będzie, więc ostrzegam niedowiarków.

Mam 197 cm wzrostu, odziedziczyłem to najprawdopodobniej po ojcu, który ma 203 cm wzrostu, oboje jesteśmy bardzo rozbudowani fizycznie, do tego głównym hobby mojego taty są praca fizyczna i ćwiczenia, głównie kalistenika. Ja z kolei wolę wyciskanie ciężarów. Te informacje są ważne dla dalszej części wyznania.

Tuż po maturze, nim wyjechałem z mojej małej wsi do miasta na studia, mieliśmy mały pożar w domu, spłonęła spora część dachu, ubezpieczalnia nie chciała wypłacić pieniędzy zasłaniając się jakimś tam prawem. Dach nad głową to podstawa, w domu jeszcze mama i siostra, decyzja była szybka, kredyt na dach ponad 25 tys zł. Dach zrobiony, ale kłopotów ciąg dalszy, firma, w której tata pracował nie miała zleceń i powoli upadała, a kredyt sam się nie spłaci. Zadecydowaliśmy, że wyjdziemy do Niemiec do pracy, trochę po znajomości, trochę z przypadku; trafiliśmy na wielkie gospodarstwo rolne. Zajmowaliśmy się wszystkim, opatrywaniem zwierząt, wyjazdami na pola, drobnymi remontami. Praca była ciężka, ale pieniążki płynęły szerokim strumieniem.

Tam z widzenia poznałem Michelle, była rok młodsza, miała maksymalnie 165 cm wzrostu i ważyła nie więcej niż piórko (patrząc na jej wygląd), poza tym była bardzo ładna, ale nigdy się nie uśmiechała ani nie odzywała.

Gdy w pewien upalny dzień mieliśmy przerwę, poszedłem do wielkiej stodoły po krzesła, żeby usiąść w cieniu i trochę ochłonąć. Gdy wszedłem, zobaczyłem jak Michelle schodzi ze stołka i zawisa na szyi. Puściłem się biegiem do niej, wołając ojca ile sił w gardle. Podbiegłem, objąłem ją i chciałem unieść, ale... Nie potrafiłem, nie uniosła się ani o centymetr, zaparłem się, spiąłem i szarpnąłem jeszcze raz, udało się, ale ważyła jakby 1000 kg, wtedy wbiegł ojciec z jabłkiem i nożem w rękach, zaczął nożem odcinać linę, ale nie szło, podbiegł do ściany, zdjął z niej siekierkę do zabijania kur i przyłożył w belkę, na której wisiała lina, poprawił jeszcze z 3 razy, nim ta puściła.

Michelle przeżyła, trafiła do szpitala... Ale mnie nadal przeraża ciężar jej ciała, wytrzymałość liny, która była stara jak świat i sparciała. Po wszystkim powiedziałem o tym odczuciu tacie, a ten spojrzał na mnie i powiedział, że nie podnosiłem tylko Michelle. Zdziwiony zapytałem - jak to?

Gdy ktoś się wiesza, a ktoś próbuje go ratować, diabeł ciągnie wisielca w dół... Stara prawda z zabobonów, ale coś w niej chyba jest...

#8gpc8

Po urodzeniu się naszego syna, mój mąż bardzo się zmienił. Bardzo chciał mieć dzieci, dom, rodzinę - to tak jak ja.
Dobrze zarabialiśmy, mieliśmy stabilne życie, bardzo się kochaliśmy. Aż do dnia, w którym okazało się, że nasz syn jest chory. Ciągle słyszałam wyrzuty, że nie ma mnie w domu i nie jestem dobrą żoną, bo... spędzam całe dnie z dzieckiem w szpitalu.
 
Diagnoza była straszna - choroba genetyczna. Mój mąż zamiast szukać tak jak ja specjalistów, aby nasze dziecko nie umarło, wpadł na genialny pomysł. Chciał oddać nasze dziecko swojej kuzynce, bo jak twierdzi, oni nie mogą mieć, a nam dzieci nie są potrzebne, bo się kochamy. Kuzynka się zgodziła (nie wiedziała, że mały jest tak chory).
Gdy przyjechała po rzeczy małego, dostała ciuszki mojego męża. Kazałam im, delikatnie mówiąc, iść sobie.

Rozwiodłam się z mężem, nie potrafiłam znieść myśli, że odrzuca nasze maleństwo tylko dlatego, że jest chore. Oczywiście deklarował mi miłość, ale jeśli nie będzie w naszym życiu kłopotu...
Dzisiaj mój synek ma 7 lat, jego choroba powoli odbiera mu życie. Chcę z nim być do końca, nie zostawię go nigdy. Nie jest łatwo, ale jak patrzę w te jego wielkie, roześmiane oczy, to wszystko jestem w stanie przetrwać.

Mój były mąż nie odwiedza naszego syna. Rok temu urodziła się mu córka z tą samą wadą, co u naszego syna, a cały czas zarzucał mi, że to moja wina...
Życie jest strasznie okrutne.

#9pQzi

Jako wolny strzelec pracuję na zlecenie dla kilku firm. W jednej z nich zwykle biorę udział w spotkaniach z kontrahentami, aby lepiej zrozumieć istotę projektu. Z menadżerem i jednocześnie koordynatorem moich zleceń, Tomkiem, mam świetny kontakt.

Spotkanie z Bardzo Poważną Korporacją. Pełen wypas, wszyscy pod krawatami, ą, ę. Stoimy na środku, przedstawiając naszą propozycję, Tomek wychodzi z siebie przy prezentacji. Slajdy się skończyły, światło! - i nagle zauważam, że z rozpiętego rozporka Tomka na świat boży wyglądają barchany w ciapki. W sali cisza jak makiem zasiał, akustyka - szlag by to! - świetna (specjalna sala do konferencji), nie ma jak nawet zaszeptać ani dyskretnie zwrócić uwagi. Na szczęście chwilowo przedstawiciele Bardzo Ważnej Korporacji wlepili wzrok w tablety z projektem. Szturcham menadżera i mówię, patrząc wymownie w dół:
- Tomek, myślę, że czas zająć się nabiałem...
Ten zrobił wielkie oczy, zaskoczył w kilka sekund, po czym elegancko na tajniaka zaciągnął rozporek i odparł:
- Ach, faktycznie, mleko do kawy nie podane!

Nikt się nie zorientował. Mówcie mi Enigma :)

#sMteY

Boję się swojego taty.

Mam niecałe piętnaście lat, a nie czuję nic do swojego prawdziwego ojca. Robię wszystko, żeby jak najmniej być w domu, gdyż ciągle są awantury. Podskakuję ze strachu za każdym razem, gdy podniesie głos. Wyzwiska, wieczne przekleństwa, to dla niego normalka. On nie ma do mojej mamy szacunku. Serce mi wali za każdym razem jak idę do kuchni czy łazienki, bo nic mu nie pasuje. Myć się codziennie? A w życiu, trzeba oszczędzać wodę. Zawsze się spieszę, bo nie chcę, żeby wybuchła kolejna awantura. Nie zna mnie, moich ocen, moich problemów. Nie wiem nawet, czy zauważyłby, gdybym zniknęła. Moja mama też sobie nie radzi - jest chora (miała udar mózgu), a teraz pije duże ilości alkoholu i ukrywa je. Jak jej kiedyś zwróciłam uwagę, że nie powinna tak zrobić, to powiedziała, że chce umrzeć. Rodzice śpią w osobnych łóżkach.

Pamiętam, jak byłam mała i rodzice po raz kolejny kłócili się wieczorem. Płakałam z siostrą, mimo zatkanych uszu wszystko słyszałyśmy. Pamiętam, jak powiedziałam do mojej siostry: ''zatkaj uszy i wejdź pod kołdrę, tam jest ciszej, może zaśniemy''.

Za każdym razem, gdy zwracałam im uwagę, kończyło się tak samo - płacz, przeprosiny, że to już się więcej nie powtórzy. Proponowałam psychologa, ale nic z tego. To się kręci w kółko.

Powiedziałam to moim najlepszym przyjaciołom, jednak oni też nie wiedzą, co z tym zrobić. Mogą mi jedynie zaoferować czasami nockę dla rozluźnienia oraz otworzyć ramiona do wypłakania. Dziękuję im za to.

Ale boję się komukolwiek dorosłemu powiedzieć, bo mogą nas odebrać od rodziców. Mimo wszystko nie chcę zostawiać mamy.

Nie radzę już sobie.

#hSfe5

O starych s*** w autobusie.

Sporo ostatnio historii z udziałem rozwydrzonych babulinek przeczytałam. Postanowiłam opowiedzieć swoją przygodę.

Jakieś 3 lata temu zmuszona byłam udać się do pracy autobusem miejskim. Godzina niezbyt popularna, to i miejsc siedzących było sporo. Zajęłam jedno z nich, w miarę blisko drzwi wyjściowych i oddałam się lekturze. Dwa przystanki po mnie wsiadła ona: 75+, zbulwersowana postawą całego świata, usiadła przede mną. Zmierzyła mnie wzrokiem i na dzień dobry: „Jak k*rwy się te dzisiejsze kobiety ubierają”. Może ona w jakiś ekskluzywnych burdelach bywa, ale ja nigdy k*rwy w ołówkowej spódnicy przed kolano, koszuli z kołnierzem, w marynarce i płaszczu nie widziałam, a może miała na myśli dominujący w moim stroju kolor czerwony.

Na jej nieszczęście nie należę do osób, które z potulną miną wysłuchują obelg pod swoim adresem i opłakują w domu nieszczęście, jakie je spotkało. Nie zniżyłam się też do jej poziomu. Może się babcia sturlała z łóżka lewą nogą. Grzecznie poprosiłam o zaprzestaniu kierowania obelg pod moim adresem. Wywołało to zupełnie odwrotny skutek... Kiedy na następnych przystankach do autobusu zaczęli schodzić się ludzie, postanowiłam wyjąc telefon i babcię z jej błyskotliwymi uwagami nagrać. A ta nie zaprzestała swojej litanii, padły m.in. inne wyzwiska, teksty, że powinien mnie ktoś zgwałcić, żebym miała nauczkę, że pewnie jestem wyznawcą szatana, bo pobożne kobiety nie malują ust na czerwono!!!

Po kilku takowych odzywkach dodałam, że ma przestać, bo wystąpię przeciwko niej z pozwem o zniesławienie! To ją bardziej rozkręciło. Nikt z ludzi nie reagował, na szczęście nikt też jej nie wtórował, w dalszej części postanowiła przy okazji innych również opisać swoimi ciętymi ripostami. Trochę byłam zniesmaczona, ludzie pozwalali jej na wszystko, bo co? Bo była stara? A to, przepraszam, jakieś nowe uprawnienie? Jeden z kolesi się nade mną nachylił i zapytał, po co ja nagrywam. „Oczywiście żeby ją pozwać o zniesławienie”.
Nie spotkałam się nigdy wcześniej z czymś takim... ponadto to podobno nie jej pierwsze wystąpienie, zawsze kiedy jej się ktoś nie spodoba, babcia urządza przedstawienie :/

Z wykształcenia jestem prawnikiem, stąd takie moje podejście do sprawy, wolę iść przed sąd niż traktować ją jej bronią. Nawet jakbym nie wygrała, to popsułabym jej sporo krwi samym pozwem i wezwaniem na rozprawę :) Mając jej wizerunek nietrudno było o jej dane, pomimo że wydarzenie miało miejsce w jednym z większych polskich miast. Dwóch miłych panów dobrowolnie podało swoje numeru telefonów oraz podpisało stosowne oświadczenia jako świadkowie nieprzyjemnej sytuacji. Pozostało tylko złożyć pozew i uzbroić się w cierpliwość, żeby pokazać starej babie, że nie jest bezkarna.
Może napisze resztę, jeśli ktoś będzie chciał poznać wynik sprawy.

#Jr3yH

Jakiś czas temu poznałem na jednej z aplikacji pewną dziewczynę. Nawiązaliśmy kontakt i przez kawałek czasu pisaliśmy. Pisało się nam naprawdę dobrze, no i często. Było git. Do czasu, gdy ta dziewczyna napisała mi, że jednak nic z tego.

Okazało się, iż ta dziewczyna miała chłopaka w trakcie pisania ze mną.

Uwaga - chłopaka, którego sobie wymyśliła.

Nie, nie wymyśliła chłopaka, by mnie odprawić - po prostu wymyśliła sobie jego postać. Powtórzę - WYMYŚLIŁA.

Wymyśliła sobie jego imię, wymyśliła sobie, że ten chłopak studiuje na pewnym "przyszłościowym" kierunku, wymyśliła sobie, że poszła z nim na walentynkową randkę do kina i co najlepsze - utworzyła sobie jego fejk konto, aby z nim "pisać".

Przegrać walkę z fikcyjną postacią - osiągnięcie odblokowane.
Dodaj anonimowe wyznanie