#H5O0f

Ostatnio spotkała mnie bardzo śmieszna sytuacja.

Szłam sobie na zakupy. A przede mną szedł 20-kilkuletni mężczyzna z dużym psem oraz starsza kobieta. W pewnym momencie pies jak to pies postanowił załatwić swoją wielką potrzebę. Szkoda tylko, że na środku chodnika. Pies załatwił to co trzeba, a właściciel idzie dalej, jak gdyby nigdy nic.

Nagle ku mojemu zdziwieniu, starsza pani podchodzi do "niespodzianki" zrobionej przez psa i chwyta ją w foliową siatkę. Po czym podeszła do mężczyzny i krzyknęła:
- Pan chyba o czymś zapomniał! - Trafiając go jednocześnie tą kupą.
Właściciel strasznie się zdenerwował i zaczął ją wyzywać. Na szczęście w porę pojawiła się grupa młodych chłopaków, która stanęła w obronie staruszki. Jak usłyszeli całą historię, śmiali się równie głośno co ja.
Więc rada dla wszystkich - sprzątajcie po swoich pupilach. Bo może to wy czasem oberwiecie z takiej "niespodzianki".

#9EELb

Pozwolę się podzielić z Wami historią, która spotkała mnie w dniu dzisiejszym.
Każdy wie, że posiadając psa w mieszkaniu, trzeba wyjść z nim na spacer. Większa część społeczności wie, że kiedy pupil załatwi potrzebę fizjologiczną, należy to posprzątać. Ja również to wiem i stosuję się. Wracając jednak do całego zdarzenia...

Spaceruję z psem - Kapsel się zwie.
Kapsel bywa dość wybredny jeśli chodzi o miejsce zrzucenia balastu, więc chodzimy tu i tam, ewentualnie by wrócić do tu albo do tam.
Nagle, gdy palce pomimo rękawiczek zaczynają powoli kostnieć, widzę to lekkie "szykowanie się". Myślę: "Tak? To ten moment? Ta chwila? Uda się?!"
Tak! Pozycja na kangura, a ja w tym czasie szykuję woreczek żeby posprzątać. Pies spięty w tej swojej zacnej pozie, skupienie... i ten cieniutki głosik, mówiący:
- Pani, dlaczego pani nie sprząta, jak pies kupę nawalił?
Odwracam się, patrzę na małą babcinkę... Ponownie patrzę na spinającego się psa... Po czym odwracam się do staruszki i zadaję pytanie:
- A pani spuszcza wodę w trakcie, czy po?

Zostałam zwyzywana od niewychowanych gówniar.
Tylko kto w tym przypadku był "niewychowaną", a kto "gówniarą"?

#oqjc4

Jestem kierownikiem działu HR w dużej korporacji znaczącej na rynku i mającej silną pozycję. Kilka dni temu dostałem propozycję pracy, można powiedzieć od mojej bezpośredniej konkurencji. Nie szukam pracy, ale pójść pogadać można. Jakby zaproponowali lepsze warunki to mówię sobie czemu nie, warto w życiu się rozwijać zawodowo. W mojej firmie na chwilę obecną nie osiągnę już więcej.

Na drugi dzień udaję się na rozmowę. Siadam w gabinecie gościa co ma mnie rekrutować. Gadka o dupie Maryny i nagle pada pytanie:
- Gdzie widzi pan siebie za 2 lata?
- Na pana miejscu, zadając mniej idiotyczne pytania.

Ciekawe czy zadzwonią.

#cayr5

Stoję sobie na przystanku czekając na autobus, patrzę starsza pani schowana pod parasolem zagląda do kosza i zaczyna w nim grzebać. Myślę sobie pewnie głodna jest, kupię jej coś do jedzenia. Podeszłam bliżej, patrzę a to Moja BABCIA trzymająca w ręku dwie nakrętki po napojach, które zbiera na wózki inwalidzkie dla dzieci.

Wzięłam własną babcię za bezdomną.

#QgN0m

Mieszkam z babcią i dziadkiem, który jest poważnie chory. Kilka dni temu w środku nocy musieliśmy do niego wezwać karetkę pogotowia ze względu na bardzo mocne duszności. Gdy jeden z ratowników zajmował się dziadkiem, lekarz wraz z drugim ratownikiem tłumaczyli mi oraz babci co takiego się dzieje, że dziadek tak się czuje. Podczas tej rozmowy ratownik trzymał w ręku igłę. Następne co pamiętam to biały sufit ostrego dyżuru i lekarza, który zszywał mi głowę.

Jak się okazało z dziadkiem było już wszystko w porządku, ale ja zemdlałem na widok igły, uderzyłem o futrynę drzwi i rozciąłem sobie głowę, więc pogotowie zabrało mnie do szpitala.
Mam 28 lat i panicznie boję się igieł.

#E4R8W

Mój pies uwielbia gryźć skarpety. Ale TYLKO i WYŁĄCZNIE gdy są założone na stopy. Ja za to uwielbiam śpiewać (bardziej można to porównać do pisku ale ok), a moja psina tego wręcz nie cierpi. No więc zawsze kiedy pies przylatuje i zaczyna gryźć mi skarpety, ja, wokalistka zaczynam swój koncert. Od razu ucieka :)

#VRndD

Jestem młodą mamą, niedługo mija 1 rocznica naszego ślubu. Nie pracuję, ponieważ w okolicy nie ma żłobka, praca żeby opłacić nianię jest bez sensu, a poza tym mąż zarabia wystarczająco, bym ja mogła zajmować się domem i synem. Jednak coś za coś...

Mój mąż często pracuje w delegacjach, koleżanka pyta jak sobie radzę tak sama, bo jej by było ciężko... Otóż ja lubię kiedy jesteśmy sami z synem. Nikt nie krzyczy, nie czepia się, nie przeklina. Zastanawiam się jak długo wytrzymam. Mój poziom wartości jest raczej w kiepskim stanie po ciągłych dogryzkach, że nic nie potrafię, nie robię, nie umiem myśleć i zachowuje się jak 5-latka. Dumna ze złożenia rowerka dla syna, dostałam opie*dol, że nie potrafię nawet odkręcić tego jak należy, a ja przecież zrobiłam to z całej swojej siły.

On nawet nie zdaje sobie sprawy że mnie to rani, ciągle twierdzi że się obrażam na słowa krytyki. Ile człowiek może jej znieść?

#5ZDV5

W szkolę uchodzę za osobę szarą, bez zainteresowań, introwertyka. Wszyscy mają swoje pasje i ciągle o mówią. Ja jestem pośmiewiskiem, bo nic nie potrafię i niczym się nie interesuję. Tylko nikt nie wie, że po szkole przebieram się w ciepły dres, biorę smycz i idę z psem na tor agility (który sama zbudowałam na łące za moim domem). Razem z Mają trenujemy też frisbee. Niby zwykły kundelek, ale uczy się bardzo szybko i widzę, że sprawia jej to frajdę.
Tak - ten kundel to moja pasja. Czuję niesamowitą satysfakcję za każdym razem, gdy nauczy się nowej sztuczki, poprawi swój czas na torze, złapie dysk.

Powiedziałam o swoim hobby koleżance. Wyśmiała mnie. Bo jak można robi coś z kundlem? Przecież psy są do szczekania i bronienia posesji, a nie biegania po jakichś torach!
Ta sama osoba jeszcze kilka miesięcy temu mówiła, że dzięki niej jej sąsiadom odebrali psa trzymanego na łańcuchu i że bardzo kocha zwierzęta.

#uH7ZO

Mam niesamowite szczęście do randek. Prawie wszystkie są niezapomniane.

Najpierw była dziewczyna, która zdradziła, że ma fantazję by razem z ukochanym mężczyzną popełnić samobójstwo. Więcej się nie umówiliśmy.

Następnej nie pasowało żadne miejsce, bo za drogo, a tu o wiele za drogo, a tam to w ogóle za drogo. Dodam, że jej strój i biżuteria sugerowały raczej, że nie ma problemów finansowych, a ja powtarzałem, że ja zapraszam, to ja zapłacę. Ostatecznie nic nie wybraliśmy, bo uznała, że z takim nieoszczędnym się nie zwiąże.

Kolejna na odwrót - od razu oświadczyła, że mam jej wszystko kupować i zaspokajać każdą zachciankę, bo ona ma tylko pięknie wyglądać, a na drugą randkę mam przynieść akt własności mieszkania i wyciąg z konta. Drugiej randki nie było.

Następny przypadek - dostałem opier*ol, że nie jestem wege fit, bo jak można nie zaczynać dnia od joggingu na 10 km i smoothie z jarmużu, białka i amfetaminy. Znajomości nie kontynuowałem.

Jakiś czas później poznałem kolejną. Wszystko szło świetnie, zamieszkaliśmy razem. Zerwaliśmy gdy zabrała pieniądze, które (sam) odłożyłem na wakacje i poszła z koleżankami na miasto. Zarzekała się, że wypiła jednego drinka. Ja nie wiem w jakiej rzeczywistości jeden drink kosztuje 5000 zł.

Kolejna na randkę przyszła jak na wywiad do pracy - z listą pytań do mnie. Ile daję jej miesięcznie na jej potrzeby? Czy będę wymagał żeby zajmowała się dziećmi? Jaki metraż mam w mieszkaniu? Jak często będę zabierał ją na wakacje? Ile mam fanów na Instagramie? Czy znam kogoś słynnego?
Zrezygnowałem.

Ostatnia zapowiadała się na naprawdę fajną dziewczynę. Aż pod koniec spotkania zaczęła rozwodzić się nad swoim uwielbieniem komunizmu oraz dokonań towarzyszy Lenina i Stalina. Nie zostawiłem jej kontaktu do siebie.

Ogólnie lubię oryginalnych ludzi, ale bez przesady, zdesperowany jeszcze nie jestem.

#VN5Ky

Jak miałem 8 lat, na Polsacie chyba leciał program, gdzie człowiek w masce rozwiązywał zagadki magików. Byłem bardzo zafascynowany tym programem, a najbardziej sztuczką połykania mieczy. Otóż człowiek w masce wytłumaczył, że magicy "prostują'' przełyk i nic im ten miecz nie robi.

Od tego odcinka minęło trochę czasu i pewnego dnia idąc ze szkoły zauważyłem olbrzymi sopel. Zerwałem go i myślałem co z nim zrobić. Wpadłem na pomysł aby zrobić sztuczkę zamiast z mieczem to z soplem. Wziąłem głowę do góry i szybko wepchnąłem sopel do gardła. Nagle zebrało mi się do wymiotów i się zgiąłem. Zacząłem się krztusić a sopel połamał mi się w przełyku. Zaraz po tym wyplułem krew. Zapłakany wróciłem do domu, krwi było już więcej i zacząłem wymiotować. Dziadek zabrał mnie szybko do szpitala. Miałem rozcięty lekko przełyk. Lekarz po paru godzinach przyszedł do mnie i zapytał się jak to zrobiłem. Odpowiedziałem mu zgodnie z prawdą.

Miał klasę, bo zaśmiał się w głos dopiero jak wyszedł z sali.
Dodaj anonimowe wyznanie