Od pięciu lat jestem rozwiedziony, z byłą żoną mam 6-letniego syna, Kacpra. Od ponad roku mam nową partnerkę, jesteśmy zaręczeni, w następne wakacje bierzemy ślub. Kasia (moja narzeczona) ma 10-letnią córkę z poprzedniego związku. Ojciec małej nie żyje.
Na początku bałem się jak to będzie, ale okazało się, że z Mają (moją pasierbicą)
szybko złapałem dobry kontakt.
Jedynym problemem są moje relacje z Kacprem. Była żona i była teściowa rozpieszczają go bezgranicznie. Wiem, że rozwód był moją winą, w tamtym czasie za dużo pracowałem, była żona miała dość i doszło do rozwodu. Spotkania z synem wywalczyłem w sądzie, inaczej była żona by mi na to nie pozwoliła, mimo że regularnie płacę niemałe alimenty.
Kacper odwiedza nas w co drugi weekend. I są to bardzo męczące dwa dni. Młody na odmowę reaguje krzykiem i tupaniem. Kiedy nie pozwalam mu siedzieć godzinami przed telewizorem, objadać się słodyczami i pić gazowane napoje, dochodzi do awantur - mały ma dużą nadwagę, z którą jego mama i babcia nic nie robią. Nieraz musiałem go przywołać do porządku, kiedy opluł albo zamachnął się na moją narzeczoną lub Maję. Na wycieczki czy spacery rzadko go zabieram, bo Kacper kompletnie nie umie się zachować. W wakacje byliśmy w dinoparku, jednak kiedy odmówiłem mu kupna pepsi, rzucił się na ziemię i zaczął wrzeszczeć. Powiedziałem dziewczynom, żeby zwiedzały dalej same i zabrałem syna. Następną godzinę spędziliśmy na parkingu. Potem w maku była kolejna afera, kiedy za wcześniejsze zachowanie nie kupiłem mu happy meala. Kiedy odwiozłem go do matki, oczywiście poskarżył się "mamuni i babuni", a ja usłyszałem jaki ze mnie wyrodny ojciec. Tak jest za każdym razem. Wiem też, że w przedszkolu syn również zachowuje się skandalicznie.
Teraz mogę mieć jeszcze większe kłopoty. W ostatni weekend przyłapałem Kacpra, jak przymierzał się do obsikania kota. Ponieważ przy obiedzie urządził godzinną scenę o brak frytek do ryby, puściły mi nerwy i dałem mu mocnego klapsa na gołą pupę. Była zapowiedziała, że więcej nie da mi młodego na weekend. Wiem, że moja narzeczona nie miałaby nic przeciwko, zwłaszcza że w marcu urodzi nasze dziecko i musi na siebie uważać. Maja się nie skarży, ale widzę, że przykro jej kiedy Kacper jej dokucza i próbuje zniszczyć jej rzeczy.
Sam coraz częściej łapię się na myśli, że najchętniej zrzekłbym się praw do syna, ograniczał się do płacenia alimentów i pozostawił go z ukochaną mamunią i babunią, które po każdym powrocie ode mnie witają go jakby wrócił z długiej niewoli w ciemnej piwnicy. Wiem, że powinienem walczyć o niego, chociaż była i jej matka ciągle podważają mój autorytet. Mam na to jednak coraz mniej siły.
Miałem okropny dzień w pracy. Jestem konsultantem telefonicznym w znanej platformie telewizyjnej i zajmuję się windykacją. Możecie sobie wyobrazić codzienne słuchanie tego jakim się jest ch**** podczas każdej rozmowy z dłużnikiem...
Tego dnia miałem serdecznie dość. Kiedy wracałem z pracy, zaczepił mnie na chodniku pewien bezdomny, albo zwykły menel, i poprosił o papierosa, a ja wyładowałem na nim moją złość warcząc, że "sam bym, k****, chętnie zapalił, a nie mam, więc daj mi pan spokój".
Minąłem pana, ale ten zawołał, żebym zaczekał. Podszedł do mnie i wyciągnął z kieszeni zmiętą paczkę po papierosach, w której było kilka różnych rodzajów fajek do wyboru i powiedział, żebym się poczęstował i rozluźnił i że on sobie tak po prostu zbiera fajki "na potem".
Wyobraźcie sobie moją minę.
Mieszkam za granicą, a w mojej szkole używamy laptopów zamiast podręczników. W tym roku dostaliśmy nowe modele, takie z ekranem dotykowym i wszystkimi bajerami. Fajna sprawa, jednak wiadomo, że owych laptopów możemy używać tylko do spraw edukacyjnych, tak że Facebooka na matmie nie mogę sprawdzić. Co innego z Anonimowymi... Nie jest to typowa strona, jak np. Instagram czy Twitter, więc szkoła od razu blokować nie może. Dalej, jest to polska strona. Nie wiem na jakiej zasadzie to działa, ale ludzie, którzy nadzorują naszą działalność, jakimś cudem nie zablokowali żadnych stron zagranicznych. Tak że czasem podczas lekcji, gdy skończyliśmy cały materiał i mieliśmy 5-10 minut na odrobienie zadania czy coś, to ja wchodziłam na Anonimowe. Wszystko pięknie, ładnie, nikt nigdy mnie nie zablokował. Do czasu.
Tego feralnego dnia mieliśmy zacząć pisać wypracowanie. Niestety nic mi nie przychodziło do głowy, a wiedząc, że mam czas (jak codziennie) do 23:59, to po prostu weszłam na Anonimowe. Czytam, czytam, a tu nagle wyskakuje całej klasie (włącznie ze mną oczywiście) komunikat od administratora, że wchodzimy na nieodpowiednie strony. Wszyscy zaczynają się rozglądać wokół siebie, szukając winnego. Mnie oblał zimny pot, już widzę siebie u dyrektora, ale nic potem się nie stało. Ja wyszłam z Anonimowych, zapomniałam o sprawie i koniec.
Na następny dzień zostałam wezwana do pokoju technicznego. Ze mną była jeszcze pani w rodzaju wicedyrektorki. Oczywiście wezwanie w sprawie moich Anonimowych. Najpierw dostaję naganę i wykład o tym, jak nie szanuję własności szkoły. Potem mam jeszcze raz pokazać stronkę. Wicedyrektorka patrzy, czyta, ale widzi, że to obcy język. Nie ma żadnych zdjęć, ale wystrój strony jest "mroczny", więc nadal patrzy podejrzanie. W końcu pyta co to za strona i w jakim języku. Wiedząc, że mamy w szkole tłumacza polskiego, palnęłam, że to... białoruski. Kobieta patrzy dziwnie i mówi, że to przecież nie wygląda na "russian". Ja natomiast ucieszona mówię, że oczywiście, że nie, bo to "belarusian". Kobieta patrzy jeszcze bardziej podejrzanie, chyba wątpi w istnienie tego języka. W końcu wiedziałam, że nic innego mi nie zostaje jak pogrążyć się kompletnie w kłamstwie. Zaczęłam płakać. Technik w szoku, wicedyrektorka też. Więc ja mówię, że tęsknię za Polską, moim krajem ojczystym, moimi przyjaciółmi, a "Anonimowe" to polsko-białoruski odpowiednik Facebooka, coś w rodzaju VK (którego szkoła zablokowała po tym, jak wielu Ukraińców z niego korzystało). Potem jeszcze wspomniałam o tym, jak w Polsce prawie wszyscy znają białoruski, tak jak na Ukrainie rosyjski.
W skrócie :zostałam wysłana do psychologa, żeby się uspokoić, ostatecznie pozwolono mi z mojego "Facebooka" korzystać, ale tylko podczas lunchu. Nie mam pojęcia jakim cudem to przeszło, ale na całe szczęście nauczyło mnie to nie wchodzić już na Anonimowe podczas lekcji. Dziękuję i dobranoc.
Wczoraj miałem imieniny i dostałem z tej okazji prezent od koleżanki z pracy. Byłem zdziwiony, że w ogóle pamiętała – sam nie obchodzę imienin. Jednak to kobieta o dobre 30 lat starsza, a wiem, że wśród starszego pokolenia imieniny nadal się obchodzi. Podziękowałem wiec grzecznie za upominek. Gdy go potem rozpakowałem, trochę się zdziwiłem.
Wręczyła mi kubek z napisem: „Na górze róże, na dole fiołki, my się bzykamy jak dwie biedronki”. W środku była karteczka z adresem zamieszkania.
Boję się jutro iść do pracy.
Przeziębienie - leczone trwa tydzień, nieleczone 7 dni. Problem zaczął się wtedy, gdy piąty tydzień nie ustępował mi kaszel. Lekarz robi osłuch; nic tu nie ma. Prześwietlenie, morfologia - czysto. Alergia, brak. Tydzień L4, ustępuje i nawraca. Leki, inhalacje, nebulizacje, syropy, nic.
Przeziębienie zawsze trwa u mnie tak samo: dzień rozbicia, dzień bólu gardła, dzień kataru i 3 dni kaszlu. Ten schemat jest identyczny od wielu lat, jednak tym razem zawiesiłem się w fazie kaszlu, "program" nie odpowiada.
Co zrobiłem - wykorzystałem nieśmiertelną radę ludzi z IT - wyłącz i włącz. Celowo się przeziębiłem ponownie i przeszedłem całą drogę od bólu gardła po kaszel.
Przeszło...
Dawno dawno temu, pod jakimś wyznaniem, jedna z użytkowniczek rzuciła swój autorski pro tip dla facetów. Stwierdziła, że jeśli mężczyźni będą robić krótkie notatki podczas ważnych okazji spędzanych ze swoimi drugimi połówkami, to później zrobią na nich wrażenie, że tak wszystko pamiętają.
Jakiś czas później miałem okazję to wypróbować. Skoro dziewczyny podobno uważają to za romantyczne, to czemu nie? Zapisywałem sobie jaka była pogoda, co jedliśmy, gdzie, co miała na sobie... Robiłem tak po naszej pierwszej randce, pierwszych walentynkach, pierwszych wspólnych urodzinach, sylwestrze, pierwszym razie itp.
Nawet nie wiecie ile radości miała moja dziewczyna, gdy na ostatnią rocznicę wyrecytowałem "poemat" o naszych pamiętnych uroczystościach. Była zachwycona, choć doskonale wiem, że to nie była twórczość najwyższych lotów.
Wielkie dzięki, anonimowa koleżanko.
Pewnego dnia przyszła do mojej mamy "ciocia" na ploteczki. W pewnym momencie ciocia odebrała telefon od kolegi. Wpadłam wtedy na arcymądry pomysł zrobienia przypału cioci (miałam 9 lat, czyli te czasy, kiedy chłopaki są generalnie fu). Podbiegłam wtedy do telefonu i wykrzyczałam "Dżela cię kocha! Dżela cię kocha!". Ciocia strasznie się wtedy wkurzyła. Okazało się, że kolega miał telefon na głośniku i usłyszała to jego narzeczona. Była ona strasznie zaborcza i ciągle zazdrosna, więc mój wybryk rozpętał burzę. Jakiś czas później okazało się, że ciocia faktycznie miała z nim romans i nieświadomie powiadomiłam o tym jego narzeczoną.
W pierwszych dniach nowego technikum szybko poinformowali nas o motywacji, jaką kuszą uczniów, aby starali się spełniać 100% frekwencji w ciągu roku. Powiedzieli, że jakiś tamtejszy zarząd tak pilnym uczniom oferuje ponad dwa tysiące złotych w ramach nagrody.
Po roku pobytu tam stwierdzam, że ja żem w życiu tylu ludzi w szkole dzień po dniu nie widział. :D
Zacznę od tego, że już od małego zafascynowały mnie urocze stworzenia, jakimi są żaby. Często chodziłem na spacery wraz z rodzicami nad pobliski staw i to chyba tam narodziła się moja miłość do nich. Już wtedy wiele o nich czytałem i nawet dwie hodowałem w terrarium.
Dzisiaj, będąc już dorosłym facetem, moje zafascynowanie trwa nadal. Co prawda nie hoduję ich już w domu, bo uważam, że lepiej czują się one w naturalnym środowisku, ale chętnie angażuję się w różnego rodzaju akcje ekologiczne mające na celu ich ochronę. Chętnie też wypatruję nowych gatunków w terenie i robię im zdjęcia.
Jednak moje zainteresowanie nie ogranicza się do tego. W swoim domu mam całą kolekcję pluszowych żab, różnej wielkości figurek, książek na ten temat, pościel w żaby i wiele innych. Często też noszę koszulki czy krawaty w ten wzór.
Problemem jest to, że czuję się bardzo samotny. Wiek na stabilizację życiową dla mnie nadszedł już dawno. Nie zamykam się na kobiety, wręcz przeciwnie. Wielokrotnie byłem na randce. Jednak w większości przypadków zawsze kończyło się to zerwaniem kontaktu ze strony kobiety zaraz po jej bliższym poznaniu mojego zainteresowania.
Kompletnie nie potrafię tego pogodzić. Bardzo zależy mi na odnalezieniu drugiej połówki, a jednocześnie nie chciałbym się pod tym względem zmieniać, ponieważ te płazy to moja życiowa pasja i bardzo chciałbym być przez ukochaną w stu procentach zaakceptowany. Wybierając jedno z dwóch nigdy nie byłbym w pełni szczęśliwy.
Będzie o bajkach dla dzieci... i dla dorosłych.
Wpadasz do kolegi z pracy wieczorkiem na piwko. Jego żonka źle się czuje, więc pyta, czy nie włączymy młodej (7 lat) jakiejś bajki i nie zajrzymy od czasu do czasu. Spoko luz. Dogadujemy się z młodą, przeglądamy listę bajek do obejrzenia i nic się zbytnio jej nie podoba. Wpadamy na pomysł Króla Lwa. Nawet stwierdziliśmy, że chwilę z nią posiedzimy i... Zostaliśmy do końca.
To uczucie, gdy po raz trzeci spoglądasz w trakcie seansu na kolegę, a ten przeciera sobie oczy, a ty masz całkiem podobnie. Tak oto dwóch byków w okolicach trzydziestki wzruszyło się mniej więcej podobnie, jak 7-letnia dziewczynka. Ciekawe jest to, że jesteśmy raczej z tych ludzi, którzy się łatwo nie wzruszają. W pracy czasem musimy informować rodziny o śmierci pacjentów, babrać się we flakach, a wzruszyła nas bajka dla dzieci.
Polecam!
Dodaj anonimowe wyznanie