#0EdFP
Powiedziałam o tym tacie, a ten stwierdził, że to był owszem, mundur oficera ale niemieckiego. I tutaj nasuwają się wątpliwości. Nigdy nie dowiedzialam się od dziadka, że podpis mojej prababci widniał na Volksliste (była to skomplikowana sytuacja bez wyjścia). Od zawsze dziadek pasjonuje się historią, opowiadał mi jak wyglądało życie po wojnie oraz w jej trakcie. Tylko nie mogę dowiedzieć się, co było na rzeczy, że nosił niemiecki mundur i to w tak ważnym dlań dniu.
#iyPjt
Żeby nie kusić losu, zamówiłam obiad ze sprawdzonej knajpy, gdzie regularnie jadam od kilku lat i jeszcze nigdy nie miałam problemów po ich jedzeniu. Jednak kiedyś musi być ten pierwszy raz, prawda?
Jakieś 5 minut przed występem miałam okropne gazy, których nie dało się powstrzymać, ale myślę sobie, spokojnie, to tylko cichacze, więc nie ma tragedii. Przy którejś śpiewanej piosence niestety mój cichacz przerodził się w "mokrego" (chodzi mi o dźwięk) bączura, którego było słychać na całej sali. Ale ja udawałam, że wszystko jest okej i śpiewałam dalej. Podczas całego koncertu zdarzyło mi się to jeszcze kilka razy.
Wiecie co jest najgorsze? Że na nagraniu to wszystko słychać. I to nagranie poszło w świat. Kurtyna.
#et1d0
Jakiś czas temu zdałam sobie sprawę, że moje uczucia względem niego trochę się zmieniły. Chciałam więcej niż tylko przyjaźni, ale on miał dziewczynę, a ja nie zamierzałam rozwalać mu związku. Nadal był moim przyjacielem i nie sprawiało mi to żadnego problemu. Nie dawałam mu sygnałów, że czegoś od niego chcę, że czuję coś innego niż przyjaźń. Było dobrze. Nie płakałam w poduszkę i nie robiłam scen zazdrości. Nie odczuwałam też negatywnych uczuć względem jego dziewczyny.
Któregoś dnia się z nią pokłócił. Zerwał z nią i standardowo zwrócił się do mnie. Gadaliśmy i nie wiedząc czemu powiedziałam mu o tym, co czuję. Cholera, nie spodziewałam się takiej reakcji. Myślałam, że to przegadamy i tyle, ale nieee... Dał mi wyraźne znaki, że z jego strony też jest coś na rzeczy. Buziaczki, przytulanki, wylądowaliśmy w łóżku. Na następny dzień usłyszałam, że on to nie chce z nią zrywać, że nie wie, co się stało. Ustaliliśmy, że nic jej nie powie. Po dwóch dniach znów byli razem. Nie dowiedziałam się tego od niego. Dowiedziałam się przez przypadek. Wtedy zrobił ze mnie kretynkę po raz pierwszy. Odpuściłam, nie chciałam tracić przyjaciela. Bez scen, bez wyrzutów. Leczyłam się z tego w samotności, jak zawsze zresztą.
Dwa tygodnie później znów z nią zerwał. Przyszedł do mnie i powiedział, że się pomylił, że nie powinien był do niej wracać. W duchu się cieszyłam, bo to tworzyło szansę, że może ja i on... Zresztą, z jego słów i gestów nie mogłam wywnioskować niczego innego. Powiedziałam, że się boję, ale on zapewnił mnie, że nie mam czego, że on już wie czego chce. Znów wylądowaliśmy w łóżku. Na następny dzień usłyszałam, że on nie chcę póki co związku, bo dopiero co zakończył poprzedni. Okej, ja od razu też nie chciałam. To oczywiste, że potrzebowaliśmy czasu. Następnego dnia powiedział jej o wszystkim, a ja usłyszałam, że się pomylił, że on ją kocha i że popełnił błąd. Wtedy zrobił ze mnie kretynkę po raz drugi.
Zabolało jak cholera. Nie spodziewałam się, nie po nim. Oszukał mnie, wykorzystał, wrócił do niej.
A ja, no cóż... Straciłam przyjaciela, bo już mu nie ufam. Życzę mu dobrze, ale nie chcę go w moim życiu. Pierwszy raz wybrałam siebie.
#ZxoyW
T: Ta R znowu nie odebrała. Ja nie wiem, co się z nią ostatnio dzieje, zero kultury, muszę porozmawiać z G i niech ja ustawi do pionu.
S: Ja nie wiem co zrobię, nawet zakupów na święta nie zrobiłam, nie wydam tyle kasy.
T: To ja do ciebie przyjdę.
S: Oszalałaś? Nie organizuję żadnej wigilii, zjemy sami z mężem. A ty rób co chcesz.
T: Dalej nie rozumiem, czemu nas nie zaprosili, mówiłam ci, że z tą idiotką będą problemy, niby taka miła, ułożona, a taka żmija...
R to ja, T - moja teściowa, S - szwagierka, G to mój mąż. A rozmowa nagrała mi się na pocztę głosową. Miała miejsce po tym, jak zbuntowałam się po dziesięciu wigiliach, na które zapraszałam rodzinę męża. Nigdy nie pomogły w niczym, nic nie przywiozły, nie upiekły. Najdroższy prezent jaki od nich dostałam to fartuch kuchenny, który kupiły na spółkę. Nigdy nie zaprosiły nas na święta, jeździmy do nich raz w roku na urodziny. Zawsze się urobię w święta po łokcie. Dobrego słowa nie usłyszę.
Zaczęły już buntować i agitować mojego męża. Mam dość i odcinam się od tego! Zaczynam myśleć o sobie.
#ixfOc
Któregoś razu odmawiając jedzenia powiedziałam, że... poszczę dla zbawienia duszy. Biednej babci chyba "wyrzuciło bluescreena", ale po raz pierwszy podczas osiemnastu lat mojego życia odpuściła. Obecnie cała rodzina, poza biednymi zwierzakami, stała się hiper pobożna i pości, idąc za moim "dobrym" przykładem. A babcia została sama z tonami jedzenia, które musiała zjeść, żeby go nie wyrzucić, i gotuje o 3/4 mniej.
#oRBvL
Codziennie po zakupy przychodzi taka typowa pani "patologia", ma kilkoro dzieci w wieku nastoletnim i jedną córkę lat 8.
Za każdym razem kupuje reklamówkę piw, papierosy, wódkę. Na to pieniędzy nie żałuje. Jeśli chodzi o produkty spożywcze, to kupuje zawsze najtańsze, często przecenione, jak się data kończy. Za każdym razem przychodzi z córeczką, która, jak to dziecko, prosi o coś słodkiego. Matka poza sporadycznym kupieniem jej lizaka za 20 groszy nic więcej jej nie kupuje.
Owa dziewczynka często kręci się w okolicy naszego sklepu razem z innymi dzieciakami, które co raz wpadną po batoniki, soczek itp. Ona nigdy nic nie kupuje, tylko im towarzyszy.
Zawsze robi mi się smutno, jak widzę tę małą, więc któregoś dnia widząc, że bawi się niedaleko, kupiłam czekoladę, napój, troszkę cukierków na wagę itd. Łącznie wyszło około 20 zł, wyszłam na papierosa, zawołałam małą i jej to dałam. Z wielkim zawstydzeniem cicho podziękowała i uciekła.
Jakieś 2 godziny później, akurat jak przyjechała do sklepu szefowa, wpadła matka tej dziewczynki i od progu zażądała od szefowej zwrotu pieniędzy za słodycze. Szefowa w szoku, kobieta twierdzi, że kazała małej zrobić zakupy do domu, a ona nakupiła słodyczy i nie mają za co teraz kupić chleba. Aż zaniemówiłam, w szoku, na polecenie szefowej, oddałam jej pieniądze, za które ta kobieta kupiła flaszkę. Normą jest u nas wymiana towaru, bo np. mąż kupił nie to co trzeba, czy nawet zwrot pieniędzy w wyjątkowych przypadkach.
Kiedy wyszła wyjaśniłam szefowej o co chodziło, ta oddała mi 20 zł twierdząc, że poniosłam straty materialne i moralne.
6 grudnia z rana do sklepu wpadła szefowa z wielkim pudłem słodyczy, nakazała nam zrobić loterię mikołajkową dla dzieciaków, każdy los był wygrany. Główną nagrodą była wielka paczka - ale taka naprawdę wielka - słodyczy. Dała nam również pod ladę los właśnie z główną wygraną i powiedziała, że kiedy przyjdzie ta dziewczynka, to właśnie ona ma go wylosować.
Szefowa spędziła kilka godzin u nas w sklepie, czego nigdy nie robiła. Czekała, aż przyjdzie dziewczynka. Kiedy pojawiła się jak zawsze z matką, dałyśmy jej kulę z losami. Mała wylosowała karteczkę, którą nieśmiało podała koleżance stojącej na kasie, ona oczywiście podmieniła los i z okrzykiem radości oznajmiła, że padła główna wygrana. Paczka była tak duża, że dziewczynka ledwo ją uniosła. Zanim zdezorientowana matka wyszła ze sklepu, szefowa oznajmiła stanowczym i wymownym tonem, że zwrotów nie przyjmujemy.
Kilka dni po Mikołajkach słyszałam, jak ta mała chwaliła się dzieciakom, że dostała tyle słodyczy, że na pewno starczy jej do sylwestra.
Jestem pod wrażeniem zachowania szefowej, ale jestem dumna, że i ja dołożyłam mała cegiełkę do uśmiechu dziecka.
#EBbsJ
Małżonka oślepła wiele lat temu, stopniowo. Tuż przed tym jak to się zaczęło, przygarnęła z rodzicami kudłatego kundelka. Pies tak się nauczył sam z siebie, że do dziś robi jej za przewodnika. Gdy wychodzi z domu, Fąfel prowadzi ją trzymając zębami za pasek od torebki, jeśli czegoś w domu potrzebuje, woła najpierw psa, a dopiero potem mnie, bo pies lepiej wie co gdzie leży. W osiedlowych sklepach to samo, każdy ich tam zna, Fąfelek prowadzi pańcię od regału do regału, a gdzie pies nie może, tam ekspedientka da radę. Nikt, kto jej naprawdę blisko nie zna, nie wie, że jest ślepa.
W wigilię żona wyszła po kolacji na spacer z Fąflem na należący do nas kawał łąki pod lasem. Ja jak to ja, wybyłem na taras, by mieć na nich oko tak dla zasady. Skoczyło mi ciśnienie, gdy zobaczyłem, że ktoś ich zaczepia. Trzech przedstawicieli młodzieży w sportowej odzieży zastąpiło żonie drogę, bardzo "pokojowymi" gestami nakłaniając do oddania torebki. Pies skoczył w jej obronie, dostał kopa, ale gdy w kapciach wybiegałem z domu i nieco się zbliżyłem, dostrzegłem, że jeden z gnojków pełza po ziemi, a pies z apetytem mu dresy z dupska zdziera. Dwóch pozostałych uciekło dziwnie szybko.
Małżonka, uświadomiwszy sobie zagrożenie, zrzuciła kaptur oraz czapkę z czoła, "wywaliła" oczy do góry i zaczęła przemawiać po łacinie, trzęsąc się jak przy ataku padaczki - jak to sama opisała - by dodać przedstawieniu realności.
Teraz w sąsiedztwie krąży plotka o tym, że moja kochana jest opętana, a pies to sam cerber z Hadesu, który biednemu chłopcu obie nogi odgryzł, a dwóch pozostałych niemal przerobił na mielone dla samego diabła. Szanowne babcie zupełnie pomijają fakt, że pies waży mniej niż 15 kilo i oboje zostali napadnięci, gdy ich kochani wnuczkowie jakże pobożnie maszerowali "na pasterkę"...
#q4bjn
Ale teraz z drugiej strony.
Jestem hipokrytką.
Jestem (dość) gruba. Daję sobie radę, nie mam problemów z żadnym metabolizmem ani nic, faktycznie przytyłam przez hormony, ale teraz wszystko jest w porządku i pewnie mogłabym schudnąć, gdybym tylko chciała.
Siebie akceptuję na tyle, na ile powinnam, ale...
Obrzydzają mnie grubi ludzie. Nie mogę na nich patrzeć, nie mówię o tych dodatkowych 20-30 kg, jak u mnie, ale o tych dodatkowych 70 i więcej. Kiedy widzę takiego z torbą chipsów albo w jakimś fast foodzie, który - jak by nie patrzeć - sama odwiedzam, nie mogę się pozbyć myśli, że to okropne i powinien być teraz u dietetyka albo na siłowni.
Nigdy się do tego nie przyznam nikomu bliskiemu, ale tutaj mogę.
#ycchE
Matka zastraszona, wymuszone uśmiechy, fałszywe życzenia i ten strach w środku - tylko z tym kojarzy mi się Wigilia.
Po każdej kolacji zamykałam się w łazience i ryczałam z bezsilności.
W końcu się z tego wyrwałam, ale nadal nienawidzę Wigilii. Na samą myśl o tym dniu czuję stres, strach i mdłości (chociaż już nie mam powodu. To jednak tak łatwo nie mija).