#bQVB9

Od kilku lat działam w pewnej organizacji prozwierzęcej, poznałam wiele wspaniałych osób, kochających psy, będących zaangażowanymi w każdą sprawę.

Codziennie na portalach, gdzie każdy może sprzedawać różne rzeczy, spotykamy się z pseudohodowcami... lub stowarzyszeniami, które nie istnieją. Biznesmeni sprzedają „rasowe” szczeniaki, suka rodzi co pół roku, w stodole... Sprzedawcy nie chcą podać adresu, gdzie przebywają psy, nie chcą pokazać suki, nie chcą się wypowiadać na temat zdrowia psa. Przekazują szczeniaki na stacji benzynowej... Sprzedają smycz za 600 zł, a w gratisie dają psa. Idąc ulicami miast widać pełno „rasowców” z takich miejsc... „York miniaturka”? Jest taka rasa? Nie. Co druga babcia ma takiego...

Wiecie, co w tym anonimowego? Że znienawidziłam naszą wspaniałą policję, prawo... Że to przerażające, że łapówki są na porządku dziennym, że weterynarze, którzy powinni być obiektywni, dają przyzwolenie na rozmnażanie chorych zwierząt. Czemu? Bo dostają w łapę. Przez tydzień, dwa, organizacje zbierają informacje na temat pseuducha, mobilizują się, organizują akcje, wyciągają adresy, a na koniec prawo stoi przeciwko zwierzętom, czeka, aż pies będzie na skraju śmierci. Skorumpowane środowisko pseudhodowców, pseudoweterynarzy i pseudopolicji.

#qwPV3

Czuję, że jestem zły.

Mam siostrę, Oliwię, ma 9 lat. NIENAWIDZĘ JEJ. Dlaczego? Jest okropna, rozpieszczona, chociaż rodzice dobrze ją wychowywali.
Nienawidzę jej głównie dlatego, ponieważ nie potrafi normalnie rozmawiać, jedyne słowa jakie potrafi powiedzieć do mnie to: "zamknij się","no sam se zrób", "no przynieś mi". Na wszystko co nie idzie po jej myśli reaguje krzykiem i płaczem.

Kolejnym powodem jest to, że jest głupia, ale nie dlatego, bo ja tak mówię. Nie, nie, według badań jej iloraz inteligencji wynosi 62 IQ...
A co za tym idzie, w normalnej szkolnej nie poradzi sobie, ale do specjalnej szkoły też nie może iść, bo "poradzi sobie" - tak twierdzi psycholog. Codziennie moja mama siedzi z nią 2 godziny tylko po to, żeby nadrobić to co jest na lekcji, a potem kolejna godzina na odrabiania zadania domowego, przez co nie ma dla mnie czasu. Nawet, żeby porozmawiać.

Może ma ktoś na to jakaś radę? Jak ją ignorować?

#EPp1u

Muszę się wyżalić.
Nie jestem materialistką, ale jednak trochę ściska w dołku fakt, że nie dostałam nic na święta. Ani mój facet się nie przejął, mimo że ja o nim pamiętałam, ani moja rodzina, choć też dostali ode mnie prezenty. I zrozumiałabym, gdyby byli w ciężkiej sytuacji, ale nie. Chwalą się, co dali innym w prezencie.
Mocne postanowienie noworoczne - zacząć dbać o siebie.

#9L93c

W ciągu swojego życia mieszkałem pod jednym dachem w sumie z ponad dwudziestoma różnymi współlokatorami.
Spośród nich wszystkich jeden z nich był postacią ekstremalną.

Paweł był bardzo religijny i higieniczny.
Pierwszym objawem jego działalności był opróżniony Domestos. Zużył całą nową dużą butelkę w 1 miesiąc. Jak się okazało, czyścił muszlę po każdym sikaniu... Sikaniu!
Na przygotowanie jednej (sic!) prostej kanapki, do której miał już wszystkie składniki i umycie talerza oraz noża potrzebował 30 minut. Niby nic, ale pomnóżcie to przez 4 takie posiłki w ciągu dnia i okazuje się, że spędzał 2 godziny w kuchni, robiąc 4 kanapki - to nie naciąganie rzeczywistości, tak faktycznie było.
Co więcej, wchodząc do łazienki i zamykając się zamkiem, od razu łapał za klamkę, by sprawdzić, czy faktycznie jest zamknięta. Podczas jednego pobytu potrafił szarpać kilkanaście razy za tę samą jedną klamkę.
Pewnej nocy, o godzinie 3:00 przebudziło mnie trzepnięcie drzwi do łazienki. Usłyszałem szarpnięcie i od razu wiedziałem, że to on. Spojrzałem na zegarek i zacząłem liczyć... 27 szarpnięć w 15 minut.
Z miesiąca na miesiąc było coraz gorzej.
Kojarzycie te opowieści znajomych, którzy się skarżą, że mieszkają z dwoma dziewczynami i nie mogą się dobić do łazienki?
Paweł bije każdą z nich.
Rano blokował całą łazienkę na 30 minut, a wieczorem na około 1-1,5 godziny. Codziennie.
Pomimo bycia czyściochem nie umiał używać pralki, współlokatorka wyprała mu pierwszą porcję bielizny, ale na szczęście nauczyła go obsługi pralki.
Co zrobił Paweł pewnego dnia?
Wrzucił jeden mały chodnik do pralki (bo był brudny) i włączył najdłuższy i najgorętszy program, jaki był.
Tak dla sprecyzowania: każde z nas musiało się liczyć z pieniędzmi.
Gdy szedł do łazienki umyć dłonie, trwało to około 6 minut (mierzyłem), bo przy okazji polerował kran.

To tyle z grubsza w temacie higieny.
Jest jeszcze temat religijności.

Gdy koleżanka w czasie adwentu włączyła radio podczas sprzątania mieszkania, to wybiegł z gębą, bo jest adwent.
Przyniósł poświęconą kredę i pytał się, gdzie trzymamy takie rzeczy (w mieszkaniu studenckim).
Codziennie rano i wieczorem spędzał nawet po godzinie na kolanach przy modlitwie.

W przypadku religii uważam, że jest to osobista kwestia i ja nie mam nic do tego. Jednak wydawało mi się zawsze, że ci silnie religijni ludzie to osoby, które NIE uprzykrzają innym życia.
A jednak. Nie życzyłbym nikomu takiego współlokatora. Wykończył nas psychicznie przez rok.

#ZSpY2

Uprzedzam, będzie niesmacznie.

Włochy są krainą słynącą z doskonałej pizzy, wybornych makaronów i przepysznych lodów zwanych gelato. Są tłuste, kremowe i dostępne w każdym smaku, jaki człowiek sobie zamarzy.

Pewnego dnia, zwiedzając małe włoskie miasteczko wraz z rodziną, wzięłam sobie porcję tego smakołyku. Wybrałam sobie lody czekoladowe z drobinkami czekolady. Były pyszne, kremowe, a drobinki dodawały chrupkości. Jedna drobinka za to była zbyt twarda, by ją pogryźć, mimo usilnych prób, więc wyjęłam ją z buzi.
Był to czerwony, dwucentymetrowy tips.

Po zwalczeniu obrzydzenia i mdłości wraz z tipsem poszłam do pani sprzedającej lody wyjaśnić sytuację. Na widok tipsa pani bardzo się zdumiała, wzięła go ode mnie i przykleiła z powrotem do paznokcia.

Z proponowanej darmowej porcji lodów nie skorzystałam.

#mc2RY

Ostatnio czytam dużo o karmieniu piersią w miejscu publicznym i chcę opisać historię, która przytrafiła się mi kilka dni temu.

Okres przedświąteczny, wiadomo, zakupy trzeba zarobić. Od 2 tyg. mój samochód stoi u mechanika, miał być naprawiony przed świętami, jednak wyszło inaczej, więc co tu zrobić, zostaje komunikacja miejska (do centrum z 35-40 min. jazdy autobusem). Więc biorę wózek i moją 4-miesięczną córeczkę.

Centrum handlowe, zakupy zrobione, idę do pokoju maluszka, mała nakarmiona, więc teraz ja mogę coś zjeść na szybko. W centrum jest restauracja, w której mogłam cokolwiek zjeść, ale zamówienie zrealizują dopiero za godzinę (przez tłum ludzi). Zrezygnowałam, bo po drodze na autobus jest bar, w którym zazwyczaj nie ma kolejek, więc ruszyłam.

Weszłam, zamówiłam obiad, czas oczekiwania 10 min. Mimo że ludzi dość sporo, usiadłam przy stoliku. Nagle mała zaczyna krzyczeć, sprawdzam, czy to pampers - pampers suchy, biorę maleństwo na ręce, ale dalej krzyczy, a ludzie patrzą na mnie, jakbym była jakaś nienormalna. Patrzę na zegarek, ok. 30 min temu przecież jadła, ale może za mało, więc idę z nią do WC, bo przecież tyle się czyta o matkach karmiących. Wchodzę do WC, a tam tylko umywalka i kibel, w którym czuć, że ktoś niedawno postawił tam dwójkę. Stoję w drzwiach, mała płacze, zerkam na WC, na małą, myślę co robić i słyszę za plecami "korzysta pani czy zwiedza?", więc odpowiadam "niech pan wejdzie przede mną". Mała krzyczy dalej, szybka kalkulacja - do domu z 40 min + dojście na autobus 5 min + dojście do domu 8 min, co daje 53 min drogi. Co mam robić? Pieluchy tetrowej brak, szalikiem nie przykryję, bo gruby i jeszcze dziecko uduszę. Raz się żyje... Wyciągnęłam pierś, zasłaniając się jak mogę, wykrzywiona tak, żeby nikt nic nie widział i zaczynam karmić. Czuję, jak twarz robi mi się czerwona, mała spokojnie je. Kelnerka przyniosła obiad, podziękowałam karmiąc dalej, gdy nagle podszedł młody chłopak i wyciągnął swoje przyrodzenie mówiąc "smacznego" i wyszedł z baru. Ludzie w śmiech, jedna osoba zaczęła nawet bić brawo, ja łzy w oczach. Jakaś starsza pani podeszła i dała mi chusteczkę, mówiąc "niech pani nie przejmuje się tym burakiem". Po nakarmieniu małej poszłam zapłacić za obiad i wyszłam z dzieckiem, zostawiając obiad tak jak go dostałam. Nigdy w życiu nie było mi tak przykro i wstyd.

#WZkJN

11 lat temu moja matka zostawiła mnie z ojcem, znalazła sobie nowego faceta za granicą. Zorganizowałam jej transport na lotnisko.
Może to podłe, ale ucieszyłam się z jej decyzji.
Mój tata jest teraz z inną kobietą od 9 lat, jest szczęśliwy - w końcu!
Ja mam z "macochą" lepszy kontakt niż z własną matką i to ją mianuje mamą.


Jak się możecie domyślić, matki nie widziałam 11 lat i nie mam z nią kontaktu. Z tego co wiem, z innymi członkami rodziny się kontaktuje. Ze mną nie. Mam do niej o to mimo wszystko żal.
Gdy odeszła, miałam 16 lat.

#CuCm9

Żona niedawno wróciła od kosmetyczki z małą paczuszką. Pytam co to. A ona, że to dla mnie. Dla mnie? Tak, próbka męskich perfum. Sprawdź, fajne są. OK... Pstryk na nadgarstek... Wącham, no i yyyy. Mówię jej, że to damskie, że na dodatek strasznie słodki zapach. Ona do mnie, że chyba mnie pogięło i że się nie znam.

Dwa dni później, weekend, musiałem gdzieś rano pojechać na 2h. Pomyślałem, że skoro taki zajebisty ten zapach, to się spryskam, skoro mi przyniosła. A jako że jeszcze spała jak wychodziłem z domu, to o tym nie wiedziała.

Wracam po tych 2h, przechodzę obok żony i widzę, że coś jest nie tak... Panowie wiedzą, jak to jest... Inaczej zaczyna mrugać, stopy inaczej stawia jak chodzi. Myślę - znowu PMS? Ale nie... Chodziła obok mnie co chwilę i nagle mówi: Czy to już długo trwa? Ja na to: ale co? Nie udawaj... Jak mogłeś. Mamy dziecko!
Ja zdezorientowany... Pytam, o co chodzi. A ona, że jestem ch*j i tyle! Ponawiam cały czas pytanie, dopytuję co chodzi, na co ona do mnie, że z kilometra czuć ode mnie damskie perfumy i że spotykam się z jakąś babą!

I weź tu zrozum kobietę!

#JTsxh

Dawno, dawno temu miałam 10 lat i koleżankę, a koleżanka miała wspomnienie z kolonii.

Wychowawczyni na kolonii co wieczór odwiedzała wszystkie dziewczynki, by mogły udowodnić, że spały bez majtek, bo to zdrowiej dla narządów i w ogóle. Dziewczynki bez majtek dostawały w nagrodę buziaczka, a te, które majtki na sobie miały - klapsa za karę.

Oczywiście dziesięcioletnia ja byłam oburzona, bo jak to tak na gołkę przy obcych i co to za przyjemność dostać buziaczka, no ale faktycznie, widocznie bez majtek zdrowiej i baba chciała dobrze, tylko metody miała dziwne.

Niedawno mi się to wszystko spontaniczne przypomniało i dopiero wtedy mnie jeb*ło.
Dodaj anonimowe wyznanie