Zostałem zgwałcony.
Byłem na imprezie ze swoją dziewczyną oraz kupką znajomych, między którymi przewijała się moja była, z którą - jak mi się wydawało - miałem całkiem przyjacielskie stosunki.
Wypiłem jednego drinka. Jednego. Jak można się domyślić, był to drink z "bonusem" w postaci pastylki gwałtu.
To co działo się potem znam tylko z opowieści znajomych i lubej. Podobno nikt w pierwszym momencie nie zauważył, że zniknąłem. Po dłuższej chwili jeden z kolegów zorientował się, że chyba widział mnie zmierzającego w stronę łazienki właśnie z moją byłą.
Powiedział o tym wszystkim, a oni polecieli do kibla, myśląc chyba każdy wie co i gotowi mi wpierdolić. Moja dziewczyna była załamana.
Znaleźli mnie z nią w jednej z kabin, kiedy robiła wiadomo co. Ściągnęli ją ze mnie i już chcieli dać mi nauczkę, ale zorientowali się, że jestem nieprzytomny.
Była przyznała się, że coś mi dosypała, a znajomi zaraz zawieźli mnie do szpitala, gdzie zrobili mi chyba płukanie żołądka. Obudziłem się następnego dnia.
Szczerze, na początku myślałem, że to kiepski żart.
Teraz sprawa jest na policji, choć gdy poszedłem to zgłosić, na początku zostałem wyśmiany. Mimo wszystko nie sądzę, aby chcieli się tym głębiej zainteresować.
Moja dziewczyna stwierdziła, że nie ma mi za złe, bo to nie moja wina, ale ja widzę, że ucieka przed moim dotykiem i czasem patrzy na mnie z tak jakby rozczarowaniem.
Nie wiem co mam robić...
Mój chłopak nie za bardzo lubi sprzątać, a co gorsza, nie czuje większej potrzeby robienia tego.
Zanim zamieszkaliśmy ze sobą, moje wielokrotne prośby i groźby, żeby w końcu zaczął dostrzegać i ogarniać cały ten syf i nieprzyjemny zapach, były całkowicie bezskuteczne. Obiecywał, że kiedy zamieszkamy razem, to się to zmieni i będzie się pod tym względem bardziej starał. Widząc, że powoli zaczyna wdrażać obietnice, zaryzykowałam i wprowadziłam się.
Jak się pewnie domyślacie - okazałam się głupia i naiwna. Po wprowadzce zaczęło się marudzenie, że sprzątanie raz na 1 - 2 tygodnie to za często, że po co, że i tak zaraz się ubrudzi i generalnie to można się przyzwyczaić. Jakiś czas po tym, jak się do niego przeprowadziłam, miała do nas przyjechać jego siostra. Jako że żyję według zasady "gość w dom, Bóg w dom" - nie było opcji przyjęcia jej do brudnego mieszkania i ku mojemu zaskoczeniu, mój chłopak się ze mną zgodził. Posprzątaliśmy więc razem, on nawet bez marudzenia.
Jego siostra była pierwszym naszym wspólnym gościem, a mój chłopak tak wczuł się w rolę gospodarza, że bardzo mu się to spodobało. Wpadłam więc na pomysł, żebyśmy częściej kogoś zapraszali, skoro tak dobrze wypadamy w roli gospodarzy. Bardzo mu się ten pomysł spodobał i tu już była połowa sukcesu. W końcu obopólne korzyści - on będzie mieć satysfakcję z tego, jakim jest świetnym panem domu, a ja będę mieć czyste mieszkanie.
Druga połowa sukcesu jest taka, że pod pretekstem zapraszania gości nauczyłam go regularnie sprzątać i teraz sam z siebie potrafi zrobić jakieś porządki :) Kolejnym sukcesem jest to, że jest mi za to wdzięczny.
Grunt to znaleźć dobry sposób na osiągnięcie celu!
W przeciągu ostatniego roku mój facet był u lekarza kilkanaście razy - byle katar czy kaszel, już wizyta w przychodni i zwolnienie lekarskie. Na każdy drobny ból już cała garść leków czekała w pogotowiu. W pewnym momencie zaczęłam szczerze wątpić w jego rzekome przeziębienia.
Mimo to zawsze się nim opiekowałam, chociaż z reguły jego "choroba" mijała kilkanaście godzin po powrocie od lekarza. Co ciekawe, ja nigdy się niczym od niego nie zaraziłam, odkąd jesteśmy razem na zwolnieniu nie byłam ani razu. Jak mam katar czy ból zatok, to nie robię z tego wielkiego halo i chodzę normalnie do pracy.
Niestety ostatnio w końcu ja również zachorowałam, wysoka gorączka i ból mięśni ścięły mnie z nóg. Dostałam L4 na tydzień, byłam dosłownie przykuta do łóżka. Mój facet owszem, zawiózł mnie do lekarza i zaparzył przysłowiową herbatkę, ale już następnego dnia sam poleciał do przychodni, skarżąc się na te same objawy! Zamiast chociaż ten jeden raz zaopiekować się mną, bo naprawdę tego potrzebowałam, on znowu musiał skupić na sobie całą uwagę. Żeby było zabawniej, robił z siebie ofiarę losu, choć widział, że nie miałam siły ani zdrowia, żeby wysłuchiwać jego narzekań i podawać mu wszystkiego pod nos.
Może przesadzam, ale wydaje mi się, że facet powinien być dla kobiety wsparciem, a nie tylko narzekać i symulować.
Nie znam wszystkich wyznań na tej stronie, ale w ciemno mogę powiedzieć, że to będzie jednym z najobrzydliwszych. Gotowi?
Pewnego słonecznego popołudnia wybrałam się na rower. Miałam na sobie zwiewną sukienkę. Jadąc drogą przez łąki i pola, poczułam smród rozkładającego się mięsa. Jednocześnie kątem oka zarejestrowałam niewielki ruch w przydrożnym rowie. To był on - stary, ranny pies. Zaawansowany rozkład tyłu ciała, agonia i, co najgorsze, pełno much i ich larw na całym jego ciele. Podeszłam do niego, ale nie wiedziałam, jak mu pomóc. Podałam mu trochę wody, pogłaskałam. Chwilę później biedak dokonał żywota. (w tym momencie coś poczułam, ale zostawię to na koniec).
Po powrocie do domu udałam się do toalety. Po ściągnięciu majtek moim oczom ukazał się najgorszy widok w całym moim życiu. Owo łaskotanie, które poczułam wcześniej, okazało się być tłustą muchą, która obrała sobie moje strefy intymne na złożenie jaj. Mucha została rozgnieciona o siodełko, za to wybierania muszych jaj z tych okolic nie życzę nawet najgorszemu wrogowi.
W trakcie studiów straciłam pracę, bo knajpa, w której pracowałam zdechła. Pracowników postanowiono poinformować właściwie w jeden z ostatnich dni pracy. Nową pracę w innym gastro znalazłam po jakichś dwóch miesiącach. Byłam wtedy tak biedna, że do pierwszej wypłaty żyłam dzięki pracowniczemu obiadowi i podjadaniu, kiedy gotowałam dla gości.
Byłam uzależniona od ziemniaków. Potrafiłam je jeść codziennie po kilka razy. Czasami wstawałam w nocy i piekłam je sobie lub gotowałam, bo nie mogłam wytrzymać. Wizja, że będę musiała siedzieć w szkole i nie będę mogła ich przez ten czas zjeść była przygnębiająca i czasami zostawałam w domu, by je przyrządzić.
Po kilku miesiącach zaczęłam się ogarniać i zmuszać się do gotowania czegoś innego. Nadal jadłam ziemniaki, ale raz na kilka dni. Robiąc inne potrawy, dodawałam do nich czosnek do smaku. W końcu zaczęłam go dodawać do wszystkiego. Tosty, kanapki, zupy... Jem czosnek codziennie i nie jestem w stanie przestać. Nie wiem czemu mam tak z jedzeniem.
Od 4 klasy podstawówki miałam nadwagę. W wieku 17 lat sięgała ona 20 kg. Pół roku przed 18 urodzinami wzięłam się jednak za siebie i osiągnęłam wymarzone 45 kg przy 154 cm wzrostu w zaledwie 4 miesiące.
Matka myśli, że w końcu zmądrzałam i zaczęłam dbać o wagę ze względu na zdrowie.
Tak naprawdę moją motywacją było zajebiście wyglądać w gotyckiej sukience na mojej halloweenowej osiemnastce.
Gdy miałam 17 lat i mama wyrzuciła mnie z domu, wkradałam się nocą do mieszkania, bo tęskniłam za swoim kotem.
Miałem 14 lat, kiedy moja matka alkoholiczka poznała niespełna rozumu konkubenta. Mieszkałem wtedy z dziadkami oraz matką, która wracała często w towarzystwie tego typka do domu pod wpływem alkoholu.
Dziadkowie mieli grubo ponad 70 lat, ja wątły 14-latek. Policja przyjeżdżała prawie co dzień pod mój adres. Z dzielnicowym byłem na ty. Doszliśmy do wniosku z dziadkami, że nie będziemy wpuszczać tego gościa do domu. Jak powiedzieliśmy, tak zrobiliśmy. Kiedy moja mama alkoholiczka była w domu, ten kopał w drzwi, wydzierał się na klatce (sąsiedzi wiedzieli wszystko), groził nam.
Pewnego dnia dziadkowie poszli do sklepu, zostałem w domu, grałem na komputerze, mama spała oczywiście wypita. Ktoś zapukał do drzwi, a ja głupi nie zapytałem się kto to i otworzyłem. To był on, wparował do domu jak do siebie. Mówiłem mu, by wyszedł, ale nie słuchał. Zamknąłem się w pokoju na klucz, serce mi biło jak szalone. Mówił mi, bym otworzył i jako ostrzeżenie wybił ręką szybę od drzwi mojego pokoju. Ze strachu otworzyłem. Kazał mi usiąść w pokoju, gdzie przebywała ledwo kontaktująca, wypita matka. Na szczęście w tym momencie dziadek wrócił z zakupów, a ja uniknąłem tego konkubenta i zacząłem wołać o pomoc. Zbiegałem klatką schodową i zacząłem pukać po sąsiadach, rozpłakany, jak to dzieciak. Kiedy konkubent matki dowiedział się co się święci, zaczął mnie gonić. Kiedy wybiegłem z klatki spotkałem mojego napakowanego sąsiada, któremu na szybko objaśniłem sytuację. Postanowił mi pomóc. Nawiązała się konfrontacja z tym... nawet nie wiem jak go nazwać... śmieciem.
Szarpali się przez chwilę, temu śmieciowi udało się wyrwać i uciec. Przyjechała policja, wyjaśniłem całą sytuacje ze łzami w oczach.
Matka alkoholiczka oczywiście nic nie pamięta.
Dwa tygodnie późnej ten koleś popełnił samobójstwo na działce moich dziadków,
ciało zostało znalezione przez moją matkę, za kolejne 2 miesiące moja mama zniknęła i do tej pory nie wiem, co się z nie dzieje.
Teraz mam 17 lat... i wiem, że nie powinno się tak pisać, ale cieszę się, że tak zakończyła się ta historia... Już nie boję się spać po nocach, że nagle będzie ktoś walił w drzwi, a dziadkowie również mają święty spokój :)
Z moją teściowa naprawdę się nie dogaduję, choć otwartej wojny między nami nie ma. Ostatnio jednak mi dopiekła i postanowiłam coś z tym zrobić...
Teściowa pracuje w urzędzie i często opowiada jakich petentów miała i jak ich obsłużyła, z tym że ona tych ludzi wyśmiewa, rzuca chamskie uwagi itp. A jak już petent zamknie drzwi, to dopiero mu tyłek obrabia z koleżanką z pokoju...
Ostatnio opowiadała, że przyszła na nią skarga, że ludzi obraża, że jest niemiła i jak już pracować w urzędzie musi, to żeby ją na stanowisko nie wymagające kontaktu z ludźmi wsadzić. Skutek był taki, że jej dodatek jakiś obcięli, prawie 200 zł.
Ciekawe kto tę skargę do urzędu wysłał... ;)
Dodaj anonimowe wyznanie