#afxou

Moja mama odbierając dzisiaj pocztę ze skrzynki znalazła list i w sumie nie byłoby w tym nic dziwnego, oprócz tego, że nadawcą był jej tata.

Kiedy otworzyła kopertę, znalazła w niej okrągłe 500 zł.

Jak się okazało, jej chory na Alzheimera ojciec i mój dziadek, każdemu z czwórki swoich dzieci wysłał 500 zł, bo usłyszał w telewizji, że na każde dziecko należy się 500 zł miesięcznie.

#buzaN

Jestem szczęśliwą posiadaczką kota syberyjskiego (dla niewtajemniczonych - jest to jedna z tych kilku ogromnych, kudłatych ras kota, z którymi można robić wszystko, a one i tak będą dzielnie to znosić, taki odpowiednik labradora, zresztą właśnie dlatego wykorzystuje się je do terapii m.in. dzieci z autyzmem).

Mój kocurek, ze względu na małą ilość obcych, którzy by zjawiali się w naszych progach, szalenie boi się gości. Po prostu, gdy zjawia się w domu ktoś nowy, on zajmuje jedną ze swoich kryjówek i czeka, aż teren się oczyści.

Pewnego razu tata musiał wezwać informatyka do nagłej awarii komputera. Obok biurka, na którym się znajdował, leżała szafka z wnęką, w której akurat leżał mój kot. Jako że pan wszedł dość niepostrzeżenie, zwierzak nie zdążył uciec, więc siedział nieruchomo, wpatrując się swoimi wielkimi niebieskimi oczami w przybysza. Informatyk grzebie, grzebie, po czym patrzy na szafkę i mówi: "o, jaka ładna maskotka!". W tym momencie kot mrugnął, a pan przerażony odskoczył z krzykiem.

W ten sposób mój kot strollował naszego gościa i pierwszy raz ktoś bał się bardziej od niego :D

#Xd8sT

O tym, jak sprytna kobieta pradziadkowi życie uratowała.

Moi pradziadkowie w czasie wojny mieszkali w niewielkiej wsi na Śląsku. Wiecie, kilkanaście domów na krzyż, każdy znał każdego. Pewnego dnia stało się to, czego wszyscy się obawiali - Niemcy urządzili łapankę. Wiadomo, zamierzali wysłać ich na przymusowe roboty do Rzeszy, albo co gorsza rozstrzelać. Wchodzili do domu, wyciągali silnych, dorosłych mężczyzn i szli do następnych mieszkań. Kiedy prababcia to zobaczyła, pobiegła do sąsiadów pracujących w polu, mówiąc że przyszli Niemcy i każąc im się schować. Wyśmiali ją i powiedzieli, że przecież nie ściągną chłopa z roli. Mylili się.

W tym czasie pradziadek stwierdził, że jedyną nadzieją będzie ukrycie się w lesie. Pobiegł tam, jednak żeby wejść między drzewa, musiał minąć pole, na którym pieliła siostra prababci. Kiedy go zauważyła i dowiedziała się o łapance oraz planie przeczekania jej w lesie, zdjęła z siebie sweter i czerwoną chustę z kwiecistym wzorem, ubierając w to pradziadka. Zrozumiał o co chodziło i schylił się, stając plecami do dróżki. Po jakimś czasie przeszli po niej Niemcy, ciągnąc ze sobą ponad dwudziestu mężczyzn. Pradziadka i siostrę prababci zaszczycili jedynie przelotnym spojrzeniem - nie obchodziły ich jakieś wiejskie baby. To uratowało mu życie.

Pradziadkowie już nie żyją, ale wspomnienia pozostaną w rodzinie na długo.

#BpKbL

Na pierwszych randkach z moim aktualnie mężem dostawałam bukiety kwiatów. Pewnego dnia zażartowałam, że jestem taką biedna studentką, że zamiast kwiatów mogłabym dostawać szczypiorek z rzodkiewką.
Mój luby wziął to dosadnie i przez blisko dwa lata dostawałam pięknie opakowany bukiet warzyw z jedną różą w środku.

Tak że z głodu nie umarłam na studiach.

#KWyk9

Mój Dziadek, mimo szacownego wieku 90 lat, jest bardzo zaaferowany nowoczesnymi technologiami. Obsługuje komputer, jest aktywny w mediach społecznościowych, rodzinne konferencje urządza na Skypie, a kontaktuje się z nami (rodziną) najczęściej przez maila. Z drugiej strony jest bardzo nobliwym starszym panem, po którym nie widać, by w ogóle umiał obsłużyć coś więcej niż pilota do telewizora. Nawet przelewy nadal robi tradycyjnie, na poczcie lub w banku. I właśnie o takiej sytuacji z przelewem chciałam napisać.

Byłam z dziadkiem w banku, gdzie robił spory przelew na zakup mieszkania i pan z obsługi, z litościwym uśmiechem, mówi do mojego seniora:
- Ja panu wydrukuję to potwierdzenie przelewu w kilku egzemplarzach, bo może się jeszcze gdzieś przydać, a kto to dzisiaj korzysta z takich cyfrowych potwierdzeń, prawda?
Na co mój dziadek, spokojnie i wolno, jak na starszego człowieka przystało, wypala:
- Może mi pan to wysłać na maila w PDF-ie, ale jak woli pan drukować 10 razy, to proszę uprzejmie.

Mina gościa z banku bezcenna. A ja siłą woli powstrzymałam się od parsknięcia śmiechem, po wyjściu natomiast przybiłam dziadkowi piątkę :D Mistrz!

#0Gpp4

Historia sprzed dwudziestu paru lat.
Ja młoda (piękna), w ciąży. To był chłodny, wiosenny dzień. Ostro pokłóciłam się z mężem. Wyszłam z domu trzaskając drzwiami. Szłam przed siebie wkurzona na maksa. W miejsce, gdzie zawsze siedzieliśmy z lubym - na plac zabaw. Huśtawki zawsze mnie relaksowały.
Plac był pusty. Zajęłam miejsce na huśtawce i kołysałam się lekko. W pewnej chwili na plac przyszedł tata z dzieckiem. Chłopiec miał może... 2 latka. Młody popatrzył na mnie i krzycząc "mama" ruszył w moją stronę. Nigdy nie zapomnę wyrazu twarzy ojca, który ze smutnymi oczami mówi "malutki, to nie mama".

Ów pan zagadał do mnie później. Spytał co robię tam sama i pokazując na ciążowy brzuch zażartował, że to chyba jeszcze nie pora na plac zabaw. Od słowa do słowa zaczęliśmy się otwierać. Opowiedział mi, że mama chłopca niedawno zmarła w wypadku, a do niego nadal to nie dotarło. Powiedział, żebym nie gniewała się na męża, bo nikt nie jest idealny, a łatwo można wszystko stracić. Wyznał, że jestem bardzo podobna do mamy chłopca.
Łzy stanęły mi w oczach. Powiedziałam chłopcu, że co prawda nie jestem jego mamą, ale mogę zostać jego przyjaciółką. Zaraz po tym znalazł mnie mój mąż i powiedział tylko "próbowałem za tobą nie iść, ale nie potrafię". Pożegnałam się z mężczyzną i w drodze do domu wytłumaczyłam wszystko ukochanemu. Po urodzeniu córeczki często spotykaliśmy się na placu zabaw i w parku.

W tę sobotę spotkaliśmy się znowu wszyscy razem. Nie jestem już przyjaciółką chłopca. Jestem jego teściową. Chcąc nie chcąc, los doprowadził do tego, że mówi do mnie "mamo".
No i fajnie :)

#qsBvR

Historia o tym, jak wiele zwierzęta potrafią wnieść w nasze życie.

Lipiec 2015, godzina może z trzecia, wracam ze sklepu nocnego z sokiem, spoglądając w okna w moim bloku, świeciło się tylko u mnie, najwyraźniej tylko ja intensywnie chodzę spać o 6.

Jestem w posiadaniu nielubianych przez wielu szczurów domowych. Konkretnie mam ich 10. W lato zazwyczaj ich klatka na noc stoi w kuchni, gdyż przy zamkniętym oknie jest to najzimniejsze pomieszczenie w mieszkaniu, a zwierzęta te pomimo wysokiej temperatury otoczenia lubią spać na sobie, wszystkie razem.

Wróciłam do domu, weszłam do kuchni i odruchowo poszłam do szczurków się z nimi przywitać, cholernie się przeraziłam, kiedy cała dziesiątka bezskutecznie usiłowała wydostać się z klatki, siedziały na dole w kuwecie i patrzyły na mnie przerażonymi wielkimi oczami, otworzyłam klatkę i całe stado natychmiast uciekło, gęsiego, do przeciwnego pomieszczenia w domu, najdalej kuchni, do mojego łóżka.
Po chwili zastanowienia doszłam do wniosku, że coś jest nie tak, skoro one to czują, a ja nie - oświeciło mnie, czyżby to gaz? Zadzwoniłam na pogotowie gazowe opisując sytuację, z początku mnie wyśmiali, ale po chwili jednak przełączyli na straż pożarną. Wysłali dwie jednostki.

Okazało się, że sąsiadowi z piętra wyżej ulatniał się tlenek węgla. Ewakuowano całą klatkę schodową (15 rodzin). Zajęto się problemem i po trzech godzinach mogliśmy wrócić do domów.

Jak wiadomo, tlenek węgla jest bezwonny i gdybym nie zwróciła uwagi na zachowanie szczurów po powrocie do domu, być może ktoś by tego nie przeżył, być może poszłabym spać w niewiedzy i już się nie obudziła.

I niech mi jeszcze ktoś powie, że szczury są obrzydliwe i głupie... Dzięki nim nadal żyję.

#hXIqs

Od dwóch lat spotykałam się z pewnym facetem. Obydwoje pracowaliśmy na różne zmiany, więc nie mieliśmy bardzo dużo czasu dla siebie. Mimo to staraliśmy się spędzać ze sobą wszystkie wolne chwile, a on często odwiedzał mnie w moim mieszkaniu, bo sam mieszkał pod miastem i był problem z dojazdem. Były rodzinne spotkania, wspólne wycieczki, pikniki, weekendowe wyjazdy. Wszystko układało się wspaniale i byłam naprawdę szczęśliwa.
Snuliśmy wspólne plany na przyszłość, mówiliśmy o domu i dzieciach.
Myślałam się, że trafiłam na tego jedynego. Ale tego, że trzy tygodnie po tym, jak zdecydowaliśmy starać się o dziecko on oświadczy się innej lasce, to się zupełnie nie spodziewałam.

Czuję się jak idiotka, wykorzystywana i oszukiwana przez tyle czasu, okłamywana prosto w twarz. Koleżanki i rodzina pytają o niego, a ja wstydzę się wyznać im prawdę, że byłam tylko jego zabawką, odskocznią od jego prawdziwego życia.
Dobrze przynajmniej, że nie zdążyłam zajść w ciążę.

#nEZfV

Mój brat pracuje w zakładzie pogrzebowym. A konkretniej - jest kierowcą karawanu.

Jako że często przejeżdża obok mojej uczelni, to czasem podrzuca mnie do domu. Oczywiście prywatnym samochodem i bez "pogrzebowego" mundurka.

Pewnego dnia zadzwonił i zapytał, o której kończę, bo niedługo kończy pracę, to może mnie wziąć do domu. Jako że miałam już ostatnie zajęcia, to się zgodziłam. Myślałam, że przyjedzie jak zwykle swoim samochodem i ubrany w normalne ciuchy. Nie doceniłam brata-śmieszka.

Wyobraźcie sobie miny ludzi, kiedy pod uczelnię podjeżdża karawan, wysiada z niego człowiek od stóp do głów ubrany na czarno i z grobową miną oznajmia: "Marta, na ciebie już czas...".

#SJ57T

Moja dziewczyna Gosia bywa strasznie roztrzepana, ale dziś to już przegięła. Zadzwoniła do mnie z płaczem, że złamała kluczyk w zamku swojego samochodu i że spóźni się na obiad do mamy. Wybiegłem więc przed dom, aby ratować sytuację. Okazało się, że usiłowała otworzyć drzwi w aucie sąsiada z klatki obok...

Gdyby pojazdy były identyczne, to może i potrafiłbym to zrozumieć, ale jedyną wspólną cechą pomiędzy oboma samochodami jest ich kolor. Cała reszta – od marki, rozmiarów, przez wygląd karoserii jest zupełnie inna! No i teraz Gosia pojechała do mamy Uberem, a ja siedzę ze złamanym kluczem i zastanawiam się, jak to wszystko wytłumaczę sąsiadowi...
Dodaj anonimowe wyznanie