#QKipt

Mieszkamy sobie we trzy studentki w bloku. Ogólnie to trzy wyjątkowo spokojne studentki - mało imprezujemy, mało hałasujemy, więc żyjemy w dobrych stosunkach z sąsiadami, włączając tzw. osiedlowy monitoring. Pod nami mieszka urocza starsza pani, zawsze sobie w windzie z nami pogada, że pogoda ładna, że chodnik nam remontują pod blokiem i takie tam.

Kiedyś się zdarzyło, że jedna z nas miała urodziny, więc trochę towarzystwa się naszło na biforek, żeby przed ciszą nocą grzecznie ulotnić się na clubbing i nikomu życia nie zatruwać. Wszyscy już w dobrych nastrojach, a tu nagle dzwonek do drzwi. Otwieram, a tam właśnie ta sympatyczna starsza pani. Trochę mi się głupio zrobiło, że hałasujemy, co prawda 22 jeszcze nie było, ale jednak myślałam, że pani przyszła nas po prostu opieprzyć. Trochę się zdziwiłam, kiedy pani sąsiadka powiedziała, że wczoraj ciasto piekła i jej zostało, więc nam przyniosła, bo słyszy, że gości mamy, a i "sto lat" słyszała, więc przyszła życzenia złożyć :D

Taką postawę się ceni! Niestety nie chciała wejść na kielicha, bo powiedziała, że za stara jest i jeszcze się przekręci, ale za to życzyła udanej zabawy i zostawiła ciasto ze śliwkami :)

#VkOZt

Któregoś razu zauważyłam na mieście plakaty pewnego cyrku. Miałam 6 lat i nigdy w cyrku nie byłam, więc poprosiłam rodziców, żeby mnie zabrali. Oboje jednak nie mieli czasu w ciągu dnia, zatem poprosili babcię, żeby się ze mną wybrała. Kochana babcia oczywiście się zgodziła. Trzeba wiedzieć, że moja babcia poza tym, że jest taką typową babcią, która nakarmiłaby cały świat, jest też osobą dosyć nerwową i postawną, atletyczną wręcz (w młodości trenowała m.in. zapasy i rzut oszczepem).

W końcu przyszedł dzień, w którym miałam zapoznać się ze światem cyrku. Kiedy dotarłyśmy na miejsce, moim oczom ukazał się wielki kolorowy namiot, masa straganów, gdzie sprzedawali watę cukrową, hot dogi, wokół był tłum rozkrzyczanych dzieciaków, paru klaunów i innych pracowników cyrku, którzy zachęcali do kupna biletów i odwiedzenia pozostałych atrakcji. W końcu zajęłyśmy miejsca na widowni i zaczął się spektakl. Nie bawiły mnie ani żarty klaunów, ani marne popisy akrobatów, najgorsze jednak było to, jak traktowali zwierzęta, co rusz treser traktował batem kucyki albo tygrysy. Jako miłośnik zwierząt i dosyć wrażliwy dzieciak nie miałam ochoty tego dalej oglądać. Babcia odetchnęła, że w końcu mogłyśmy opuścić ten zgiełk.

Kierowałyśmy się już do wyjścia, kiedy podszedł do nas niski klaun. Natarczywie nakłaniał nas do odwiedzenia straganów. Babcia kulturalnie powiedziała "Nie, dziękuję" i szła ze mną dalej. Klaun jednak nie dał za wygraną. Złapał moją babcię za ramię i rzucił tekstem w stylu "co pani taka nabzdyczona, cyrk to świetna zabawa". Widziałam, że mojej babci już włączył się agresor. Wyszarpała się z uścisku i kazała mu się odczepić. Klaun puścił ramię, ale pozostawił na eleganckim płaszczu mojej babci spory ślad białej farby. I tutaj babcia nie wytrzymała krzyknęła "Co pan? Będzie pan płacił za pralnię!", facet tylko się zaczął śmiać, rzucił parę przekleństw w jej stronę, po czym wykrzyknął, że jest sztywna i w gorącej wodzie kąpana, wtedy też chlusnął w nią płynem z psikawki, którą miał w kieszeni. Babcia nie wytrzymała, złapała faceta za klapy marynarki i podniosła do góry, zaczęła nim potrząsać jak kukłą. Facet przerażony, ale nie dawał za wygraną, zaczął krzyczeć i ją wyzywać. Zaczęli się szarpać, a wokół nich zgromadził się tłum rozbawionych ludzi. Ktoś wezwał policję. Kiedy służby dotarły na miejsce, nie mogły pohamować śmiechu widząc, jak starsza elegancka pani zakłada dźwignię zapaśniczą facetowi przebranemu za klauna.

Mój tata był w niezłym szoku, kiedy zadzwonili do niego z policji, że jego mama czeka na niego na posterunku. Ani klaun, ani babcia nie wnieśli oskarżeń, za to oboje dostali mandat, zdaje się za zakłócanie porządku publicznego. Cyrku już nigdy nie odwiedziliśmy, a babcia ma do tej pory uraz do klaunów :)

#JHwOR

Gdy żona zaczęła rodzić, wsiedliśmy w samochód i migiem do szpitala. Pech chciał, że akurat po drodze stał patrol, który nas zatrzymał, jako że miałem swoje na liczniku. Z tych całych nerwów się popłakałem... Żona w cierpieniu, przed oczami wizja paru stówek wydanych na mandat zamiast małego pępkowego... Wybiegam z samochodu, krzyczę do mundurowych z oddali "Żona rodzi, wypiszcie panowie szybko mandat, bo nie mam czasu!".
Coś między sobą pogadali i jeden z nich wsadził mnie na tylne siedzenie mojego samochodu, a sam siadł za kółkiem mówiąc, że nas zawiezie, bo nie jestem w stanie prowadzić i że szkoda tracić kasy na mandaty, skoro dziecko w drodze. Drugi kolega nas eskortował na sygnale.
Byłem w większym szoku niż moja żona, na tyle, że zapomniałem wziąć kluczyki i zaparkować auto, po prostu wysiadłem jak z taksówki biorąc torbę żony i pędem na porodówkę.
Trzymałem już córkę na rękach, pielęgniarka przyniosła mi kopertę z kluczykami w środku, informacjami gdzie dokładnie zaparkowany jest samochód i gratulacjami.

Tyle emocji w jeden dzień... Jeśli panowie mundurowi to czytacie, to dziękuję jeszcze raz za ogromny gest z waszej strony, oby więcej takich ludzi.

#wQmA8

Wiem doskonale, jak to jest z tzw. menelami itp., jednak w niektórych przypadkach potrafią być zabawni, a nawet pomocni, a oto jeden przykład.

Pojechałem założyć kumplowi drzwiczki na szafkę. Wziąłem zawias, śrubokręt, wszystko generalnie w porządku. Po przyjechaniu zorientowałem się, że nie mam wkrętów ze sobą, więc z kolegą zacząłem szukać, może gdzieś na podłodze są (bo mu te drzwiczki wypadły). Były dwa, potrzebny był jeszcze chociaż jeden, żeby się trzymało. Więc poszedłem do samochodu, może tam jakiś się znajdzie. Otwieram bagażnik i szukam, wtem jakiś menel podchodzi i pyta, czy złotówką bym poratował.

Wtedy ja, dość zdenerwowany, bo szukam tego wkrętu, rzuciłem mu pytanie: "A może mógłby pan poratować śrubką?". Potem się zastanowiłem co powiedziałem, lecz oto ten menel grzebie w kieszeni i wyjmuje małego wkręta, który by jakoś tam mi pasował. Mnie zamurowało, jednak pogrzebałem trochę w kieszeni, patrzę, że mam złotówkę. Wymieniliśmy się i każdy poszedł w swoją stronę.

Ot, cała historia.

#UFUcL

Byłam w 1 albo 2 klasie gimnazjum. Recytowaliśmy wiersz (monolog Hamleta chyba). Pani oczywiście najpierw pyta tych chętnych, ale że nikt się nie zgłasza, więc mówi "może jakiś chłopiec teraz". Chłopaki od razu wzrok w blat ławki, tak że chciałam im troszkę pomóc i się zgłosiłam. Wtedy jeden z nich zaczął się śmiać, że miał być chłopak, że może to jakieś wyznanie z mojej strony itd. Nagle ni z tego, ni z owego zaczął się wyśmiewać z mojego brata. Po prostu nie wiedziałam co powiedzieć. W klasie cisza, każdy czeka na moją reakcję, a ja po prostu nie wiedziałam co powiedzieć, więc powiedziałam tylko "Ale z ciebie głupi ch*j jest". Cisza, cała klasa wzrok na mnie. Nagle on wstaje i zaczyna rozmowę z nauczycielką, która brzmiała mniej więcej tak:
- Słyszała pani?
- Tak.
- I nie postawi jej pani uwagi?
- Nie.
- Czemu?
- Bo miała rację.
Moja wdzięczność - nie do opisania. Od tamtej pory jest moją ulubioną nauczycielką. Pozdrowienia dla pani Basi.

#g6K5d

Pracowałem kiedyś w call center w jednej z firm oferujących internet i telewizję. Obok miałem kolegę, który miał wyjątkowo ciężki przypadek interesanta, któremu ciągle coś nie pasowało - a to mu internet nie działał, a to coś tam.

Dla tych co nie wiedzą, każdy pracownik ma taki guzik, który umożliwia wyciszenie rozmowy od naszej strony. Dialog wyglądał mniej więcej tak:
Kolega: A czy próbował pan włączyć i wyłączyć router?
Interesant: Tak, i ciągle nie działa.
K: Proszę chwileczkę poczekać, zaraz sprawdzę, czy to coś od naszej strony (w tym momencie wcisnął przycisk wyciszenia) NOŻ KU*WA MAĆ!!!
Interesant: Co to było?!?!
K: Pan też to słyszał?!

Otóż okazało się, że nie wcisnął wyciszenia. A jednak kolega z zimną krwią odpowiedział tak szybko i z takim zdziwieniem w głosie, że klient naprawdę uwierzył. Dotąd mnie to bawi, chociaż tekst pisany i tak nie odda tamtej chwili :)

#qaGWr

Kiedyś będąc w Częstochowie, na Jasnej Górze trafiłam na dożynki. Wielkie święto, dużo ludzi, baaaaa, sam prezydent miał przyjechać.

Kiedy minęło przywitanie głowy państwa, ludzie się rozeszli, a ja stanęłam z boku i czekałam na rodziców. Obok mnie stał czarny bus z przyciemnionymi szybami. Korzystając z tego, że mogłam się w nich przejrzeć, zaczęłam poprawiać włosy.
Po chwili usłyszałam pukanie - rozejrzałam się i nikogo nie zobaczyłam, więc wróciłam do włosów.
Kiedy znowu usłyszałam pukanie, odsunęłam się od samochodu, bo już dziwne myśli miałam... A tu wychodzi z busa trzech antyterrorystów i ze śmiechem mówią, że ładnie wyglądam i że już wystarczy tego poprawiania.
Strzeliłam buraka i poszłam dalej.

#bFMvX

Ostatnio byłam świadkiem bardzo ciekawej sytuacji w jednym ze sklepów. Mieszkam blisko sklepu, więc często w nim bywam robiąc codzienne zakupy i widziałam wiele sytuacji, ale ta po prostu powaliła mnie na kolana.

Stałam sobie przy jednej z półek wybierając paluszki i orzechy. Obok mnie stała dziewczyna, dość młoda. W pewnej chwili zadzwonił do niej telefon tak głośno, że aż się wystraszyłam i wyrwałam z moich rozmyślań na dręczące mnie pytanie: paluszki słone czy nie? Ale do rzeczy.
Nie chciałam podsłuchiwać, co mówi ta dziewczyna, ale mówiła głośno i nie dało się jej po prostu nie słuchać. A jej rozmowę słyszałam mniej więcej tak: "Cześć, kotku... Mh... tak, tak... Słuchaj, mam pytanie, chcesz na obiad kurczaka z warzywami, pstrąga czy wołowinę? Kurczaka? Dobra, no pa, pa".
Naprawdę nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że dziewczyna rozłączyła się i sięgnęła po kocią karmę, mówiąc przy tym "No to smacznego...".
Na pożegnanie uśmiechnęła się do mnie i powiedziała tylko, że chłopak był niegrzeczny i poszła.

Naprawdę nie wiem, co zrobił jej luby, ale musiał grubo przekroczyć granicę wytrzymałości tej dziewczyny. Takiej satysfakcji w oczach i złowieszczego uśmiechu jeszcze nie widziałam ;)

#ecEsv

Mam prawie 30 lat i muszę spać z kimś bądź z zapaloną lampką, bo inaczej nie zasnę (najlepiej i lampka, i ktoś, więc gdy muszę spać sama, to śpię z metrowym pluszakiem - prezent od mamy).

Powód jest dość zabawny - gdy babcia żyła, przychodziła do mnie w nocy sprawdzić, czy oddycham. Z perspektywy czasu uważam to za kochane. Jednak wyobraźcie sobie, że mieszkacie w miejscu, o którym chodzą plotki, że kiedyś było tu cmentarzysko. Do tego budzicie się w nocy, jest ciemno jak w wiadomym miejscu, bo rolety zewnętrzne zasłonięte, i jedyne co widzicie, to odziana w białą koszulkę nocną sylwetka kobiety, która się na was intensywnie patrzy. Po prostu stereotypowa zjawa.
Po paru takich sytuacjach wyprosiłam od rodziców, by dali mi klucz do mojej sypialni. Traumę mam do dzisiaj, ale nadal uważam, że to kochane, iż babcia tak się o mnie martwiła. Obecnie wręcz za tym tęsknię.

Chociaż, jak tak teraz o tym myślę, to gdybym zobaczyła teraz tak babcię, to bym miała jeszcze większą traumę, heh... Kocham Cię babciu, ale nie odwiedzaj mnie poza snami, bo zejdę na zawał ;)
Dodaj anonimowe wyznanie