#06FM8
A prawda była taka, że ja nie jadłam, ja żarłam. Lubiłam zjeść, choć nigdy nie miałam jakiejś fastfoodowej diety. Tak bardzo chciałam usiąść i nie czuć swojego kościstego tyłka. Ale nic nie dawało. Byłam chuda i już. A teksty, które słyszałam non stop, wcale mnie nie pocieszały.
Wszystko się zmieniło, gdy zachorowałam. W ciągu kilku miesięcy przybrałam znacznie na wadze. 12 kg. Dodam, że jestem dość niską dziewczyną. Gdy w ciągu jednego roku wymieniasz całą garderobę z XS do małego M, jest to mocno zauważalne.
I wiecie co? Teraz słyszę, że może dieta, że ćwiczenia, że chyba troszkę tyłek mi się poszerzył, że koleżanka zna świetne ćwiczenia na oponkę... Od tych samych osób!
Te same osoby, które wpędziły mnie w kompleksy przez moją niedowagę, teraz wprawiają mnie w kompleksy, bo mam na czym usiąść.
I wiecie co... Lubię swoją D U P Ę!
#VMP89
Wszyscy prócz mnie (a jak!) zdążyli uciec. Mnie dogonił mężczyzna wychodzący z mieszkania. Po porządnej pogadance moralizującej i groźbach wezwania policji, wręczył mi mop i wiadro z wodą, abym olane półpiętro i schody wyczyściła.
Od tego czasu nie ulegam wpływom innym. I nie zbliżam się do tamtej klatki...
#m9Be0
Słoneczny sierpniowy dzień, babcia z samego rana poszła mleko odciągnąć krowie, jajka pozbierać, nakarmić wszystkie zwierzaki, dziadek natomiast smacznie jeszcze chrapał.
Nagle na całą wieś rozbrzmiewa przerażony krzyk dziadka wołającego żonkę. Babcia rzuca się w te pędy w stronę domu, czerwona, przerażona, zdyszana wbiega do domu, i co zastaje?
Dziadka siedzącego na łóżku i drapiącego się po głowie.
Gdy w końcu złapała oddech i zapytała co się stało, dziadek z dziarskim uśmiechem zapytał "Tej, Regina, nie widziałaś ty gdzieś mojej skarpetki?".
Gdyby mogła zabijać wzrokiem, to by zabiła.
#qb8I0
Jako że wszystkie fundusze poszły na kupno owego domu, musiałem zatrudnić najtańszych fachowców. Przyjechali, popatrzyli, zrobili swoje.
Ale jak zrobili, to... Nawet nie wiem jak mam to napisać...
No po prostu. Ci bardzo tani fachowcy pomylili zawory i do prysznica podłączyli zimną wodę, a do ubikacji... GORĄCĄ ;'))
Wyobraźcie sobie uczucie, kiedy siadacie na tronie, aby załatwić swoje sprawy. Spuszczacie wodę, a tu nagle macie oparzoną dupę :v
#F0ax1
Kiedy podeszłam bliżej, okazało się, że to był kosz uliczny...
Tak, pomyliłam śmietnik z chłopcem. Chyba pora udać się do okulisty :D
#ItF1c
Pracuję przy biurku i mam widok – jak prawie każdy – na ulicę, gdzie pracowała biedna, starsza pani, sprzedawała bilety samochodowe. Codziennie pracowała, nawet zimą, gdy były wysokie mrozy. Widziałem na przerwie, że któregoś mroźnego dnia szef chodzi tak i patrzy na tę starszą panią. W końcu poszedł po nią. Przyszedł z nią do biura i powiedział, że da jej tyle samo, ile zarabia tam, a jej obowiązkiem będzie robienie nam kawy... Tak, tylko kawy!
Pani, a raczej Tereska, jest najlepszą osobą do pogadania jaką znam odkąd pracuję w naszym biurze, a i kawę robi dobrą :)
#4b3EE
Wiosną zeszłego roku odziedziczyłam trzypokojowe mieszkanie po chrzestnej. Razem z mężem mamy swój dom, więc zdecydowałam się wynająć mieszkanie. Oczywiście wcześniej je wysprzątaliśmy i odnowiliśmy. Mieszkanie ładne, w spokojnej części miasta, w pobliżu duży park z placem zabaw. Moja dobra koleżanka, która pracuje z ofiarami przemocy w rodzinie, poprosiła mnie o pomoc. Młoda kobieta z kilkuletnim synem chciała się uwolnić od przemocowego partnera i stanąć na nogi. Dziewczyna miała pracę, mały chodził do przedszkola. Ponieważ kiedyś też odeszłam od toksycznego chłopaka, zgodziłam się pomóc.
Przez pierwsze dwa miesiące naprawdę wszystko było w porządku. W połowie lipca razem z mężem wreszcie mogliśmy wyjechać na długo wyczekiwany urlop, prawie na miesiąc. W połowie pobytu zadzwonił do nas jeden z mieszkańców bloku, w którym wynajęliśmy mieszkanie. Skarżył się na hałasy. Zadzwoniłam do naszej lokatorki. Powiedziała, że trochę za głośno świętowała urodziny. Przeprosiła i obiecała spokój.
Po naszym powrocie znów zaczęły się telefony ze skargami, dowiedzieliśmy się też o wizytach policji w mieszkaniu. Postanowiliśmy z mężem tam pojechać. Drzwi otworzyła nam lokatorka. Już od progu uderzył nas smród papierosów i alkoholu. W mieszkaniu panował jeden wielki bałagan. Okazało się, że dziewczyna pogodziła się z partnerem, który obiecał się zmienić, ale obecnie miał kryzys. Jej syn na szczęście był na wakacjach ze swoim ojcem. Partner dziewczyny też był w mieszkaniu. Próbował się awanturować, ale mój mąż przekonał go, żeby spuścił z tonu. Ponieważ dziewczyna nie chciała złożyć zawiadomienia, facet lądował na dołku i wracał.
Umówiliśmy się z nią na rozmowę na neutralnym gruncie. Postawiłam sprawę jasno – nie życzę sobie skarg o awantury oraz niszczenia mieszkania. Pomogło na parę tygodni. Po kolejnej awanturze wymówiliśmy wynajem. Przykro mi z powodu tej dziewczyny i jej syna, ale pod koniec września były tam non stop awantury. Zresztą niedługo później chłopiec przeprowadził się na stałe do ojca. Mieszkanie znów musieliśmy doprowadzić do porządku. Byliśmy już jednak mądrzejsi i upewniliśmy się, że nie trafi nam się lokator w trudnej sytuacji życiowej. Obecnie mieszkanie wynajmujemy sympatycznemu małżeństwu z dwójką dzieci i kotem. Oboje pracują, dzieciaki chodzą do szkoły. Żadnych awantur i demolki.
Do koleżanki mam jednak żal. Za to, że dopiero po tej aferze przyznała, że nasza poprzednia lokatorka po raz kolejny powtarza ten sam schemat. Po raz kolejny daje partnerowi szansę, a później są przez to kłopoty. Podobno wtedy była „szczerze zmotywowana”. Może jestem bezduszna, ale nigdy więcej nie dam się przekonać na podobną pomoc.
#hVoaq
Mam 34 lata, za osiągnięcie uważam zdobycie wyższego wykształcenia i w miarę dobrej pracy. Życie prywatne to pasmo frustracji.
#mGOa1
W siódmej klasie podstawówki (14 lat) przeżyłam na lekcji biologii ciężki szok, kiedy dowiedziałam się, że te wszystkie zwyczaje są... poza zakresem pojmowania zdrowego człowieka. A najbardziej mnie zszokowało, że kąpać się i zmieniać bieliznę wypadałoby częściej niż raz na tydzień. Tak, mycie się raz w tygodniu w wodzie po kilku innych osobach, które kąpały się raz w tygodniu i dokonywanie tych ablucji noszonymi tydzień majtkami, to była zdaniem moich rodziców norma. Tak samo zresztą normą było, że matka nosiła moje majtki, kiedy urosłam już na tyle, że się w nie wcisnęła. Bieliznę na wyłączność, mimo moich protestów, miałam dopiero, kiedy wyprowadziłam się na studia.
Dziękuję wam, kochani rodzice, że dzięki wam inne dzieci się ze mnie śmiały, a ja nawet nie wiedziałam o co chodzi. A jeszcze bardziej wam dziękuję za wyśmiewanie mnie, kiedy zaczęłam się kąpać w innych terminach niż w soboty i dosłowne ''zapisywanie kredą w kominie'' (tj. kanale wentylacyjnym w kuchni) dat, kiedy robię coś tak nienormalnego, jak umycie się.