#E8ijR
Płacę za zakupy, już mam wychodzić, zatrzymuje mnie ochroniarz i mówi, że widział jak coś wkładałem do kieszeni. Ja od razu w panikę - "co ja niby wkładałem do kieszeni? Co ukradłem? O co chodzi?".
Wkładam zatem rękę do kieszeni wyciągam trzy zgniecione chusteczki, w tym jedną świeżą i wilgotną, i kładę je na wyciągniętą rękę pana ochroniarza. To chyba nie była jego najlepsza zmiana.
#ngZX3
#6Ya3d
Opisałam właśnie siebie. Całą podstawówkę i gimnazjum taka właśnie byłam. "Prymuska", "najlepsza uczennica" - to słyszałam. Nawet to lubiłam. Większość dnia spędzałam na nauce, nawet po lekcjach. Uwielbiałam zostawać po lekcjach w szkole na dodatkowych kółkach czy przygotowaniach do konkursów.
Nikt nie wie, że robiłam to tyle lat tylko po to, żeby jak najmniej czasu spędzać w domu. Choć nie było alkoholu czy przemocy, ja się bałam. Wiedziałam, że znowu mama na mnie będzie krzyczeć. Mówić, że jestem beznadziejna. Ciągle zwiększała wymagania wobec mnie. Chore wymagania.
Byłam dobra tylko wtedy, gdy wygrywałam konkursy. Poza tym nigdy nie odczułam czułości w stosunku do mnie. Nigdy mnie nie przytuliła. Za to jej krytyka towarzyszyła mi od najmłodszych lat.
Najbardziej nienawidziłam, gdy chwaliła się mną przed znajomymi i rodziną. Hipokrytka. Wtedy byłam dobrą córką. A po powrocie do domu - "leniwym pasożytem".
#FT2p6
Dzisiaj w kolejce w sklepie, podczas kupowania alkoholu, pani poprosiła 24-letniego studenta (znajomy), który stał przede mną, o dowód. Nie byłoby w tym nic dziwnego, bo przecież może młodo wyglądać, ale mnie nie poprosiła. Co gorsza - opowiadała mi jak to teraz musi sprawdzać te dowodziki, bo młodzież często wygląda na starszą i marzy o tym, żeby przed 18 kupić alkohol.
Nawet nie wiecie jak głupie to było uczucie.
#pjBiW
Wczoraj zadzwonił do mnie "Cho na browara.... muszę spuścić parę". No i siedzimy przy zimnym złotym, a on mi się żali, że do du... z taką wygraną... Jak tylko wrócili z wycieczki, to się zaczęło - a to rodzice potrzebują mieszkanie odremontować (to akurat opłacił - rodziców kocha), ale już że kuzyn potrzebuje samochód, przydałoby się kupić iPhone'a na urodziny siostrzenicy, szwagier ma pomysł na biznes, tylko żeby mu dać kasę na niego, a jakiś inny pociotek potrzebuje dla córki na studia... Codziennie dzwonią do niego bliżsi i dalsi krewni (których mętnie kojarzy z jednego spotkania gdzieś tam) z pomysłami na to, jak wydać jego kasę. W dodatku jak wcześniej był taką wyblakłą czarną owcą rodziny, bo syn lekarzy poszedł w informatykę, więc to jakiś "przegraniec", to teraz jest zapraszany na wszelkie urodziny, śluby czy inne święta przez kogo się da.... A jak odmawia, to od razu foch i obrabianie mu dupska u wszystkich. Podobno najśmieszniejszy był jakiś kuzyn, siódma woda po kisielu, który na odpowiedź, że nie przyjedzie na drugi koniec Polski na urodziny jego córki (bo ich raz w życiu na pogrzebie rodzinnym widział), stwierdził "To przyślij chociaż prezent"...
Coś w tym jest, że "pieniądze szczęścia nie dają" (chociaż przyjemniej jest płakać w najnowszym modelu Mercedesa).
#czlUO
Poprzedni rok studiów, egzaminy w trybie zdalnym. Jak się domyślacie, zdecydowana większość ściągała na potęgę. Mieli nawet grupkę na discordzie. Wiem to z konwersacji grupowej.
Coś we mnie pękło. Po pierwsze, studiujemy dość poważny kierunek związany z pomocą ludziom, więc dobrze by było, gdyby te studia kończyły osoby, które nabyły wiedzę, a po drugie ściąganie zawsze jest nieuczciwe, choćby i egzamin nie miał znaczenia.
Poczekałem do końca egzaminów z wszystkich przedmiotów i porobiłem screeny rozmów z messengera. Wcześniej również rejestratorem ekranu nagrałem rozmowę na discordzie, a egzaminy rozwiązywałem sobie na komórce.
Poszedł anonimowy mail do rektora.
Oczywiście wszyscy musieliśmy pisać od nowa. Przez pandemię robiliśmy to w grupkach po 10 osób. Grupa wkurwiona, ale nikt się nie domyśla, że to ja.
#8Ral9
- Tato, na odwrót przykręciłeś kurki, po prawej jest ciepła, a po lewej zimna.
- Co ty wymyślasz, dobrze jest!! C jak ciepła i H jak chłodna!!
Leżę i nie wstaję.
#SXtlG
Moje życie zaczęło się wreszcie układać. Po latach męczarni, płaczu, depresji jestem szczęśliwym człowiekiem.
Aby to "uczcić", na plecach wydziarałam sobie wielkie skrzydła. Coś, co podniosło mnie z dołka.
Rodzina nie wiedziała o tym aż do świąt, kiedy to miałam na sobie sukienkę z szerokim dekoltem i tatuaż lekko wystawał z tyłu.
Oczywiście zaczęło się gadanie z każdej strony. "Będziesz żałować", "coś ty zrobiła", "znudzi ci się" oraz słynne "jak ty będziesz wyglądać na starość".
Wtedy po raz pierwszy odezwał się dziadek, siedzący naprzeciwko mnie.
- Jak to jak? Zajebiście.
Kocham Cię, dziadku :')
#kgTGc
Gdy w Polsce wybuchła afera związana z aborcją, jednym z argumentów za jej zakazem był "przecież można urodzić i oddać! Istnieją przecież domy dziecka i okna życia". Takie opinie często słyszałam też w mojej rodzinie.
Ostatnio na świątecznym zjeździe familii od popitych wujków dostałam pytanie, kiedy i ja zostanę matką (chodź dopiero skończyłam 19 lat). Odpowiedziałam, że za kilka lat może i zdecyduję się na dziecko, ale nie będę go rodzić, gdyż wolę zaadoptować. No i dramat. Bo jak to tak? Zdrowa jestem, to czemu mam brać "cudze" dziecko pod swój dach? Czemu nie urodzę?
A najgłośniej krzyczały te ciotki, które niedawno tak przeklinały aborcję i wychwalały adopcję jako alternatywę.