#gRAOq
Najgorsze jest to, że jak rozmawiam z nimi osobno, to mi mówią o swoich planach (np. spotkanie ze znajomymi) i kiedy jedno wychodzi i drugie pyta, gdzie jest ten drugi rodzic, to mówię, że tam i tam, a pierwsze zaczyna mówić jakie to drugie jest fatalne i że nic nie mówi o swoich planach. Często mówią o sobie źle przy mnie i już nie mogę tego znieść. Ten strach, że kiedyś wrócę ze szkoły i nagle usłyszę o rozwodzie jest straszny.
Dzisiaj rodzice się pokłócili o psa, moja mała siedmioletnia siostra, co nie kuma za wiele, przyszła do mnie z płaczem i serce mi to złamało. Strasznie boli, kiedy słyszy się, jak jeden rodzic mówi do drugiego „spier***laj”. Choć czasem to nawet czekam na rozwód, może wtedy każdy będzie szczęśliwy...
Aż mi ciśnienie skoczyło jak to przeczytałam. Po pierwsze, nie bój sie ich rozwodu, to nie jest nic złego. Moi sie rozwiedli po latach wrzasków i chorych akcji i wszystkim to wyszło na dobre.
Po drugie, skoro źle to znosisz (i Twoja siostra), to nie owijaj w bawełne i powiedz im to bez ogródek, bo widać, że ostro popłynęli, skoro traktują Cie jako medium i bufor jednocześnie. To nie jest Twoje zadanie, to oni są tu dorośli i powinni dostać otrzeźwiającego plaskacza w twarz.
W punkt.
Dodam tylko:
- autorka nie może dać się wciągnąć w rolę powiernika rodziców, bo to nie jej rola, nie powinna musieć się zajmować problemami w małżeństwie rodziców
- mogę zagwarantować, że rodzice robią ogromną krzywdę młodszej siostrze. Ona tego teraz do końca nie rozumie, ale te kłótnie z nią zostaną. Ja też nie rozumiałam, a teraz większość moich wspomnień z wczesnego dzieciństwa to awantury rodziców (że samą autorkę skrzywdzili, to już wiadomo).
Plaskacz to pSzEm0cC!!!!!!!1111!!!
Nawet taki nieprawdziwy, jego ekwiwalent. Nie wolno stresować innych przemocą lub jej widmem :))))
Szczerze? Niech się rozwiodą, jak macie mieć takie przeżycia z siostrą
Autorko! Powtarzaj głośno i dobitnie za każdy razem, kiedy któryś rodzic zaczyna źle mówić o drugim te słowa: Nie będę wysłuchiwać negatywnych słów o mojej mamie/ o moim tacie. To jest mój rodzic - jest idealny dla mnie, a ty go oczerniasz.
Jak zacięta płyta. Będę się burzyć, że mogą mówić co chcą w domu, to powtarzasz. Dadzą Ci karę to powtarzasz te słowa. Może również dodać: karzesz mnie, bo nie chcę słuchać oczerniania mojego rodzica? I jak zacięta płyta. Cały czas zapętlaj słowa. To jest taktyka stosowana do oprawców - zaczyna im się nudzić mówienie do nas, bo przestajemy być słuchaczami ich wywodów. Zapętlaj informacje. To jest warte kary, choćby i miesiąc czy 3 miesiące. Podziękujesz ty, podziękuję młodsza siostra.
Bardzo smutno mi było to czytać, bo patrzę z perspektywy rodzica w nieszczęśliwym związku. Co prawda my się z mężem nie kłócimy (bo ja głównie milczę i słucham jego wybuchów), jedynie kilka razy odważyłam się "odpyskować". Niestety dzieci (10 i 11 lat) dużo widzą i rozumieją, często są świadkami wybuchów ojca. Ze względu na nie jednak nie jestem w stanie podjąć tej decyzji i rozwieść się. Oboje się zgadzamy, że gdyby nie dzieci to nie byłybyśmy razem już od dawna, można powiedzieć że nasze problemy głównie wywodzą się z różnicy charakterów (nie ma jakichś patologii, nie pijemy, nie zdradzamy się, jesteśmy "porządni" ale źle dobrani), ale dla dobra dzieci jakoś to dalej ciągniemy, licząc że to drugie się zmieni. Był taki moment kiedy mąż bardzo poważnie groził mi rozwodem i postanowiłam przeprowadzić rozmowę z dziećmi. Złamało mi serce kiedy zrozumiałam, że dla nich jest niepojęte, że moglibyśmy się rozstać, nawet mimo takich kłótni. Dla nich ważne było to, żebyśmy byli razem. Ciągle zastanawiam się, co byłoby lepsze. Czy nie lepiej jednak się rozstać i nauczyć dzieci że nie mogą sobie w związku pozwalać na takie traktowanie. Boję się, że w przyszłości będą powielać moje błędy i szukać toksycznych partnerów. Ale nie chce też im zniszczyć dzieciństwa, pewności że oboje rodziców jest w domu. To jest ogromny dylemat i nie ma tu chyba wygranych, najbardziej jednak cierpią dzieci. Mam ogromny żal do siebie, że tak pochopnie wyszłam za mąż. Aha, mąż oczywiście ani myśli iść na terapię, choć wielokrotnie to proponowałam i jestem na nią gotowa.
Powinni iść na terapię albo warsztaty małżeńskie. Rozwód to trauma dla dzieci, zwłaszcza dla młodszych.
Jeśli nie chcą się rozwieść, a sytuacja wygląda już tak źle, że przed rozwodem zapewne powstrzymuje ich jakiś może nieznany powód, to przekonaj ich na terapię małżeńskom