#sEfnO

Spełniłem swoje marzenie. Przez lata jako robaczek, korposzczurek i trybik w maszynie marzyłem o pracy, która da mi duże pokłady pieniędzy i pozwoli utrzymać się do końca życia.
Jeśli zapytacie mnie na żywo, to odpowiem Wam, że to dzięki ciężkiej pracy, ale anonimowość umożliwia szczerość – gdyby nie szczęście, znajomości i DUUUŻY SPADEK, dalej siedziałbym w kubiku i słuchał pieprzenia szefa o taskach i dedlajnach.
Zabezpieczyłem tyle kasy, że przy obecnej sumie na oszczędnościówce jest samograjem – możemy co miesiąc żyć z odsetek, a kiedy sytuacja będzie krytyczna, wziąć część sumy na wydatki i za wiele nie stracić.
Fajnie? Gdyby było, nie byłoby tej historii.
Kiedy oznajmiłem moją decyzję żonie, ta wpadła w szał.
Darła się, że jestem nienormalny, że co jak będzie kryzys albo coś się stanie z tymi pieniędzmi, że ona też chce mieć dostęp do tego konta i ja mam się nie wydurniać, tylko pracować dalej.

Nie chcę. Chcę wychowywać nasze dzieci. Chcę dbać o pomidory w naszym ogrodzie.
Mam dość korpoświata.
Prześladują mnie myśli, że mi zazdrości, że chce rozpuścić te pieniądze na drogie wycieczki i bzdury, żebym musiał do pracy chodzić.
Nie dam jej.
Chcę być wolny, ale nie chcę stracić żony...
Sciezka Odpowiedz

Może praca na pół etatu, żeby jednak tak całkiem nie odpaść z rynku? Nie musisz przecież pracować w korpo, skoro finansowo jesteś niezależny. Ale dostępu do konta za nic bym nie dała.

NiezbytSprytny Odpowiedz

Jeśli kwota jest rzeczywiście wystarczająca na zabezpieczenie reszty życia, to należy ją zabezpieczyć przed inflacją i przy takiej postawie żony - koniecznie również przed nią. Osobiście jestem zwolennikiem inwestowania w akcje dywidendowe, a w szczególności dywidendowych arystokratów, ale mieszkania, obligacje, metale szlachetne to również opcje warte rozpatrzenia.

livanir

Ja tylko dopowiem (ot spaczenie zawodowe), że inwestowanie ZAWSZE wiąże się z ryzykiem.

Trubadur

Ta, ale nie inwestując wcale to wcale nie jest tak, że nie inwestujesz. Inwestujesz, ale nieświadomie. W polskiego złotego. Chyba jedna z gorszych i bardziej ryzykownych inwestycji, prawda?

livanir Odpowiedz

Też bym się wkurzyła na męża. Jakikolwiek większy wydatek np. nowotwór i kasa się rozpusci, a Twój brak doświadczenia nie pozwoli Ci znaleźć pracy a na pewno utrudni i sprawi, że wypłata będzie niższa.

ohlala

No właśnie. To musiałyby być naprawdę grube miliony, żebym całkowicie porzuciła pracę. Pewnie, że wolałabym nie pracować i podróżować po świecie, ale jak ma się wieloletnią przerwę w CV, to potem znalezienie pracy w zawodzie jest mega ciężkie, często niemożliwe. A tutaj na pewno nie ma mowy o takiej kwocie, bo autor dalej musi uważać z pieniędzmi i, najwyraźniej, na wycieczki go nie stać. :)

Frog Odpowiedz

"ja mam się nie wydurniać tylko pracować dalej."
A żona pracuje?

"Chcę być wolny, ale nie chcę stracić żony... "
Ojj, chyba żądasz rzeczy niemożliwych.
Konkretniej zaś mówiąc - dla mnie wolność i bycie żonatym wykluczają się wzajemnie.

Cystof

Trochę taka postawa "chcę zjeść ciastko ale i mieć ciastko", nie?

bananowezycie

Myślę, że on chce byś wolny w ten sposób, że nie musi pracować na etacie i martwić się o jutro.

Inna sprawa, że żona to jakaś pazerna porażka. Ciekawe czy sama pracuje.

nibylung

małżeństwo to nie więzienie, no ale jeśli bierzesz ślub, to automatycznie przestajesz być stanu wolnego, a więc w tym sensie, nie da się być jednocześnie wolnym i w związku. po prostu jedno wyklucza drugie.
aczkolwiek przychylam się do komentarza bananowego życia, bo też wypowiedz autora o wolności zrozumiałam w ten sposób, że nie chce pracować na etacie, co wiele osób odbiera jako więzienie. jednocześnie nie chce stracić żony, która najwyraźniej nie jest zachwycona pomysłem męża. ja tutaj widzę problemy komunikacyjne z obu stron. uważam, że gdy jest się w związku, to takie decyzje powinno się przegadać i wspólnie dojść do kompromisu, a nie przekrzykiwać się na zasadzie - rzucam pracę i koniec - nie, nie rzucasz.
mój facet ma trochę takie podejście, jak autor. marzy mu się domek na wsi, gdzie będzie sobie żył z tego, co sam posadzi i zbierze, będzie hodował kury, krowy i kozy i pił świeże mleko co rano. problem w tym, że on nie zna takiego życia, a ja tak, bo wychowałam się na wsi i dokładnie tak żyła moja rodzina. to się wydaje takie piękne i przyjemne, ale wcale nie jest. z więzienia korporacyjnego, ucieka się do więzienia codziennych, domowych i gospodarczych obowiązków, a to może frustrować tak samo bardzo, a nawet bardziej. od gospodarki nie weźmiesz sobie urlopu ani chorobowego, nie pojedziesz na wakacje, bo pomidory się same nie podleją, a zwierzęta się same nie nakarmią i nie wydoją. to już nie jest 8 godzin pracy, to jest praca non stop. jeśli ktoś myśli, że praca na etacie jest więzieniem i wystarczy z niej zrezygnować, żeby być wolnym człowiekiem, to jest bardzo naiwny. w naszym świecie nie ma czegoś takiego, jak wolność.

nibylung

zauważyłam jeszcze jedne problem u autora. on te pieniądze zarobił i dostał, więc uważa, że są jego. pisze wprost, że nie da ich swojej żonie i że nie ma ona dostępu do konta. to już jest przemoc ekonomiczna. te pieniądze są tak samo jej, jak i jego, o ile nie mają rozdzielności majątkowej. on spełnił swoje marzenie i ma w dupie potrzeby i marzenia żony. może jej marzeniem są te wycieczki?

ohlala

@bananowezycie

Gdzie ty tu widzisz pazerność żony? Ona jest OSTROŻNA i dlatego nie chce, aby jej mąż raz na zawsze porzucił pracę. Po prostu się boi. To autor twierdzi, że ona wyda całą kasę, co nie pasuje zupełnie do jej reakcji.
Chore zaś jest to, że facet planuje trzymać całą kasę w garści i wydzielać pieniądze niczym pan i władca. Tfu na takiego męża.

@nibylung

Masz ogromną rację z tym "sielskim, wiejskim" życiem. Moja znajoma ze wsi zawsze się śmieje, gdy słyszy mieszczuchów, którym wydaje się, że życie i praca na wsi to jakiś raj. Ja wprawdzie jestem z miasta, ale sama logika mówi, że wcale tak pięknie nie jest.

bananowezycie

Spadek chyba wchodzi do majątku osobistego każdego z małżonków. Pewności nie mam. Jeśli tak jest, to te pieniądze są tylko i wyłącznie jego.

Nie jest napisane czym zajmuje się żona. Prawdopodobnie siedzi z dziećmi. Skoro boi się kryzysu, to powinna sama ruszyć się do pracy, zamiast nakazywac to mężowi.

Jeśli chce mieć dostęp do kasy by ją trwonić ponad miarę, to tak, jest pazerna.

Autora można zrozumieć, bo ile można żyć w ciągłym stresie w korporacji. Wielu marzy o tym by rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady.

Praca wokół domu nie musi oznaczać wielkiego gospodarstwa. Może być dom z ogrodem. Jasne, jest tam trochę roboty, ale tą pracę trzeba wykonać nawet wtedy, gdy pracuje się na etacie. No chyba że ktoś marzy o ogrodzie, w którym jest tylko polbruk, trawnik potraktowany randupem i tuje.

ohlala

@bananowezycie

Nie, jeżeli nie ma rozdzielności, to spadek wchodzi do wspólnego majątku i w takim przypadku autor nie ma prawa zabronić żonie dostępu do pieniędzy. Chyba, że planuje stosować przemoc ekonomiczną. Ale już wiemy, że planuje.

Informacje o tym, co robi żona, wyciągasz absolutnie z dupy i robisz to tylko i wyłącznie po to, aby postawić ją w złym świetle. Tymczasem autor ma paranoję, bo nie odziedziczył na tyle dużo pieniędzy, żeby nie musieć ich liczyć do końca życia.

studentkaYennefer

@nibylung, @ohlala
Wspólnota majątkowa małżeńska oznacza, że cały majątek, którego małżonkowie DOROBIĄ się po ślubie jest wspólny. Nie wlicza się w nią majątek z przed ślubu, a także majątek przekazany w formie darowizny, spadku, dziedziczenia i zapisy. Żeby żona miałam prawo do tego spadku musiała by być z imienia i nazwiska wymieniona w akcie potwierdzającym spadek, jeśli spadek jest tylko na męża to jest to jego majątek osobisty i żona nie ma prawa do ani jednej złotówki z tej kwoty, a naciskanie przez nią na męża o dostęp do tych pieniędzy to jest przemoc ekonomiczna z JEJ strony w stosunku do męża, bo żąda prawa do czegoś co się jej w ogóle nie należy. Także zapamiętajcie sobie, że ślub nie sprawia, że wszystko staje się wspólne, bo wspólne jest tylko to czego razem przez prace się dorobicie po ślubie!

nibylung

z wyznanie nie wynika, że dostał te pieniądze przed ślubem. raczej można się domyślić, że dostał już po, pewnie gdzieś niedawno, bo gdyby dostał wcześniej, to raczej nie zapierdzielał by tyle lat jako korposzczurek, a pracy, której nienawidzi. a więc wciąż jest tu przemoc ekonomiczna z jego strony, przykro mi.

nibylung

*zapierdzielałby
*w pracy

Zobacz więcej odpowiedzi (4)
C30C39 Odpowiedz

Jedyne co mnie zastanawia to to, czy ona pracuje. Poza tym - na Twoim miejscu wolałbym zainwestować pieniądze w mieszkania(bo skoro mówisz, że jest ich na tyle, że do końca życia nie musisz pracować i żyjesz z oszczędności, to będziesz w stanie kupić ich naprawdę sporo). Oczywiście nie musisz słuchać randoma z internetu, ale mieszkania w dużym, wojewódzkim mieście typu Wrocław, Kraków, czy nawet Rzeszów/Warszawa w ciągu 15 lat właściwie podwoiły swoją wartość, wynajem takiego mieszkania to w zależności od lokalizacji spokojnie 2 tysiące złotych zysku. A jak coś pójdzie nie tak w życiu, to sprzedajesz mieszkanie i masz gotówke. Nie jest to tak bezobsługowe jak lokaty, czy konta oszczędnościowe, ale żadna lokata w Polsce nie przebija inflacji, czyli tak naprawdę tracisz pieniądze. A dla przykładu: mieszkanie w dużym mieście(nie podam jakim, bo chcę zachować szczątki anonimowości) kupione za 360k, włożone 40, tak, że w sumie zamknęło się w 400 tysiącach. Co miesiąc 2 tysiące zysku na czysto po odliczeniu podatków, opłat, czynszu, wszystkich tego typu pierdół. Jakieś 2 miesiące temu Ci wszyscy ulotkarze "kupię mieszkanie" chodzili osobiście po blokach, a ja akurat byłem na etapie zmiany lokatora, więc mieszkanie stało puste, więc z ciekawości stwierdziłem, że je sobie wycenie. 560 tysięcy. 3 lata różnicy. Nawet wliczając koszt kredytu, przy wkładzie własnym na poziomie 50% mieszkanie już się zwróciło i teraz tylko na siebie zarabia.
Jasne, musisz w takim przypadku zajmować się opłatami, szukaniem lokatorów, drobnymi naprawami, czy remontem raz na 15-20 lat, ale możesz potraktować to jako pracę zamiast pracy, którą wykonujesz. A jeśłi masz naprawdę duże pieniądze, które pozwolą na zakup 15 mieszkań w górę, to tak naprawdę możesz zatrudnić biuro do obsługi tych mieszkań, a duża część biur daje Ci dodatkowo "ubezpieczenie" od zniszczeń, czy dzikich lokatorów. Zarobisz pewnie 25-30% mniej na mieszkaniu, ale to nadal absurdalne kwoty rzędu 20-30 koła

C30C39

Oczywiście są też lepsze sposoby na inwestycje, które wymagają mniej pracy, typu inwestowanie na giełdzie, krypto i tym podobne. Tylko wiążą się z ryzykiem. Rynek mieszkaniowy nie zapewni Ci niewyobrażalnego bogactwa jeśli chcesz się utrzymywać wyłącznie z niego i do tego wynająć kogoś do zarządzania mieszkaniami, ale pozwoli Ci na spokojne życie bez obaw o utratę, czy dewaluacje środków. Inwestowanie na giełdzie jest dobre, jeśli ma się pojęcie co się robi. Szczerze, często nawet maklerzy tracą fortuny, bo nie są w stanie wszystkiego przewidzieć, a co dopiero ktoś, kto nie ma o tym pojęcia. Kryptowaluty, to już kompletnie rosyjska ruletka. Dla zabawy, jeśli masz naprawde dużo pieniędzy możesz wpłacić kilka tysięcy w kilka mniejszych krypto i śledzić kursy, ale to raczej sposób na stratę, a nie zabezpieczenie majątku, szczególnie jeśli w tym nie siedzisz od dawna.

Chemka Odpowiedz

Nie musisz pracować w korpo, jest wiele innych prac.
Żona z dostępem do konta ma rację, jeśli coś Ci się stanie sporo czasu minie, zanim dostanie do niego dostęp, bo postępowanie spadkowe trochę trwa. Z czego ma wtedy żyć, z czego utrzymać dzieci?
Porozmawiajcie spokojnie bez uprzedzeń i oceniania, szczerze. Powodzenia!

Siderius

Ja uważam, że autor dobrze zrobił nie dając jej dostępu do tych pieniędzy, skoro uważa, że może je roztrwonić.

SokoliWzrok Odpowiedz

Nie dziwię ci się. Sam chodzę do pracy bo muszę z czegoś żyć i czasem sobie kupić coś fajnego, gdzieś wyjść etc. Ale sama praca dla pracy nie ma dla mnie wartości. Gdybym właśnie dostał spadek, czy coś i mógłbym mnóstwo czasu spędzać na czynnościach które lubię, to bym nie pracował.

SokoliWzrok

Aktualnie biurowa, wcześniej była fizyczno-komputerowa, jeszcze wcześniej typowo fizyczna. Generalnie różne rzeczy robiłem.

bananowezycie

Czytaj: call center

SokoliWzrok

Akurat nie call center, do tego pewnie nie miałbym psychiki i mam za słabe gadane. Ale ja szanuję każdą pracę i nikogo nie oceniam przez jej pryzmat, byleby pracować a nie wyciągać łapy po nie swoje.
Jak pisałem, swoje też przepracowałem w różnych pracach i nabrałem szacunku do ludzi pracujących tu i tam. W odróżnieniu od niektórych bananowych dzieci.

TakaOna100 Odpowiedz

Tylko po co kłamać, że to dzięki ciężkiej pracy?

Dragomir Odpowiedz

Otwórz jej studio paznokci, niech ma zajęcie.

CzerwonaRurza

Dokładnie tak zrobił 5 lat temu mój znajomy w Berlinie. Zarobił bardzo dużo na remontach starych kamienic. Teraz jego żona ma 6 salonów piękności a on niedawno temu splajtował. Obiecała mu kapitał startowy na rozruch nowej firmy.

Dodaj anonimowe wyznanie