#gmuc8
Pewnego dnia dowiedziałam się, że jestem w ciąży. To był szok, zawsze robiliśmy to z gumką i bardzo uważnie, bo ciąża byłaby dla mnie jak istny koniec świata. Powiedziałam mu o ciąży. Tak szczęśliwego nigdy go nie widziałam. Zanim zdążyłam się odezwać, że ja tego nie chcę, zaczął snuć plany, jak to będzie wspaniale, zaraz weźmiemy ślub i już zawsze będziemy razem we trójkę. W tamtej chwili byłam przerażona. Myślałam, że to sen, to nie mogło się dziać naprawdę. Tym razem w końcu ja wpadłam w histerię. Wyraziłam się bardzo dosadnie, że ja wcale tego nie chcę i chcę się rozstać już od jakiegoś czasu. K zachowywał się, jakby w ogóle nie rozumiał, co mówię, próbował mnie obejmować i mówił, że teraz ze względu na dziecko musimy być razem. Kolejne kilka dni spędziłam, rycząc w łóżku, za to K chodził wielce uradowany i cały czas „pocieszał mnie” swoimi nowymi pomysłami na nasze wspólne życie w przyszłości. Czułam się, jakby właśnie ktoś próbował na zawsze zamknąć mnie w klatce. Powiedziałam mu bardzo dosadnie, że to naprawdę koniec, żadna ciąża mnie nie obchodzi i nie chcę być z nim ani sekundy dłużej. Chciałam wstać i wyjść z domu, a wtedy jemu odbiło. Zaczął płakać, krzyczeć, szarpać mnie. Padły słowa, że jak odejdę, to on się zabije, bo tak bardzo mnie kocha. Dodał, że celowo przebijał gumki od jakiegoś czasu, z miłości, żeby czymś na stałe nas połączyć. Myślałam, że śnię. Naprawdę się go bałam.
Uciekłam do siostry na drugi koniec Polski. Tam już zostałam. Ciążę usunęłam. A K nękał mnie i moją rodzinę jeszcze przez kolejny rok. Odpuścił, gdy zagroziłam mu policją.
Życie uczuciowe się nie układa, facet to toksyk i manipulant, nie chciałaś z nim być, dlatego z nim regularnie sypiałaś.
No logiczne, przecież.