#gmuc8

K poznałam na początku studiów. Wydawał się świetnym facetem, szybko zaczęliśmy się spotykać. Było jak w bajce, dbał o mnie, był czuły, opiekuńczy i każdą wolną chwilę chciał spędzać ze mną. Po roku związku zamieszkaliśmy razem. Tylko że coś zaczynało być nie tak. Czasem chciałam wyjść gdzieś sama, spotkać się z koleżanką na kawę, a K wpadał wtedy w szał i robił sceny zazdrości. Rozmowy nic nie dawały, cały czas upierał się, że skoro jesteśmy razem, cały czas muszę być przy nim. Zaczęło się robić dziwnie. Kilka razy przyłapałam go na przeglądaniu mojego telefonu. Jak dowiedział się, że robię projekt na studia w grupie, w której jest mój znajomy, jakoś codziennie przypadkiem spotykałam go pod moją uczelnią. Coś na zasadzie „bo właśnie szedłem do sklepu, to pomyślałem, że przy okazji poczekam na ciebie i wrócimy razem”. Codziennie. To zaczynało się robić chore. Nigdy nie dawałam mu żadnych powodów do zazdrości, wręcz przeciwnie, bardzo dbałam o nasz związek. Jednak wtedy zaczynałam mieć już dość, czułam się coraz bardziej osaczona. On nie reagował na moje tłumaczenia, że to przesada. Za każdym razem po prostu wpadał w histerię i płacząc, mówił, że mam być tylko jego. Nie dawałam już rady. Zaczęłam się trochę od niego oddalać, stałam się zimniejsza. Domyślił się, że pewnie będę chciała odejść.
Pewnego dnia dowiedziałam się, że jestem w ciąży. To był szok, zawsze robiliśmy to z gumką i bardzo uważnie, bo ciąża byłaby dla mnie jak istny koniec świata. Powiedziałam mu o ciąży. Tak szczęśliwego nigdy go nie widziałam. Zanim zdążyłam się odezwać, że ja tego nie chcę, zaczął snuć plany, jak to będzie wspaniale, zaraz weźmiemy ślub i już zawsze będziemy razem we trójkę. W tamtej chwili byłam przerażona. Myślałam, że to sen, to nie mogło się dziać naprawdę. Tym razem w końcu ja wpadłam w histerię. Wyraziłam się bardzo dosadnie, że ja wcale tego nie chcę i chcę się rozstać już od jakiegoś czasu. K zachowywał się, jakby w ogóle nie rozumiał, co mówię, próbował mnie obejmować i mówił, że teraz ze względu na dziecko musimy być razem. Kolejne kilka dni spędziłam, rycząc w łóżku, za to K chodził wielce uradowany i cały czas „pocieszał mnie” swoimi nowymi pomysłami na nasze wspólne życie w przyszłości. Czułam się, jakby właśnie ktoś próbował na zawsze zamknąć mnie w klatce. Powiedziałam mu bardzo dosadnie, że to naprawdę koniec, żadna ciąża mnie nie obchodzi i nie chcę być z nim ani sekundy dłużej. Chciałam wstać i wyjść z domu, a wtedy jemu odbiło. Zaczął płakać, krzyczeć, szarpać mnie. Padły słowa, że jak odejdę, to on się zabije, bo tak bardzo mnie kocha. Dodał, że celowo przebijał gumki od jakiegoś czasu, z miłości, żeby czymś na stałe nas połączyć. Myślałam, że śnię. Naprawdę się go bałam. 
Uciekłam do siostry na drugi koniec Polski. Tam już zostałam. Ciążę usunęłam. A K nękał mnie i moją rodzinę jeszcze przez kolejny rok. Odpuścił, gdy zagroziłam mu policją.
HansVanDanz Odpowiedz

Życie uczuciowe się nie układa, facet to toksyk i manipulant, nie chciałaś z nim być, dlatego z nim regularnie sypiałaś.
No logiczne, przecież.

Dodaj anonimowe wyznanie