Hmm... Chyba jestem alkoholikiem. Nie wiem za bardzo co robić. Dawno, dawno temu przez kilka lat codziennie brałem miękkie narkotyki. Zatrzymała mnie wtedy policja za kółkiem, do rutynowej kontroli. Znaleźli co nieco w kieszeni i we krwi. Wiadomo, zakaz prowadzenia na kilka lat. Jednego dnia przestałem zażywać. Ot tak, po prostu. Bez żadnych objawów odstawiennych i tym podobnych bzdur. Ale zacząłem popijać. Potem już piłem codziennie przez kilka lat. Nie do upodlenia, bo praca, ale tak powiedzmy do półtora promila, żeby rano być trzeźwym. No i razu pewnego trafiłem na SOR, byłem wtedy trzeźwy, ale z wywiadu lekarz wysnuł wniosek, że może padaczka alkoholowa. Okej. Rzuciłem picie jednego dnia. Ot tak, po prostu. Bez żadnych objawów odstawiennych i tym podobnych bzdur. Z rok nie piłem nic. No a potem w weekend piwko, dwa, jakaś wódeczka na urodziny... I teraz clou. Piję tylko w weekendy i przy okazjach. Ręce mi się nie trzęsą, generalnie jest OK. Ale myślę o tym weekendowym piciu. Denerwuję się, jak coś mi ma to zakłócić. Wiem, że to nie jest normalne, ale nie wiem co robić. Do żadnego psychoterapeuty nie pójdę za żadne skarby świata, bo po prostu nie ufam takim osobom. Raz, że się nie jest anonimowym, a dwa, to tylko ludzie, którzy pewnie również mają swoje słabości, np. alkoholizm. I tak sobie żyję od okazji do okazji. Oczekuję ich... Amen.
Dodaj anonimowe wyznanie
Nie "chyba", a na pewno jesteś alkoholikiem i znalazłeś wygodną wymówkę, żeby się nie leczyć.
Tak, psychoterapeuci to też tylko ludzie ze swoimi słabościami, ale odpowiedzialny terapeuta sam regularnie spotyka się z terapeutą/psychologiem, aby odciążyć głowę i profesjonalnie zająć się przychodzącą do niego osobą.
Tak, psychoterapeuci pracują w tak zwanej superwizji - z innym psychoterapeutą gdzie konfrontują swoją wizję na temat pacjentów i upewniają się, że wszystko jest profesjonalne i etyczne (np. żeby nie było projekcji, przeniesienia, jakiegoś zaburzonego obrazu pacjenta, dobre dobranie leczenia).
Ale są również po swojej wieloletniej terapii i mimo wad i słabości, nie mają już zaburzeń, bo je dawno wyleczyli. Zaburzony psychoterapeuta nie powinien pracować.
Anonimowe, czy naprawdę psychoterapeuta nie może mieć żadnych zaburzeń? Czy istnieją żywi ludzie, których psychika jest idealnie zdrowa?
Domandatiwa Psychika "nie całkiem zdrowa" i psychika zaburzona to osobne kwestie.
Jasne, psychoterapeuci też czasem muszą popracować nad samooceną, pewnością siebie, przeprocesować problemy rodzinne czy zwalczać lenistwo. Ale nie są zaburzeni. Mają umiejętności do procesowania wszystkich niedogodności życiowych poza gabinetem i potrafią odseparować to od pracy.
Psychika zaburzona ma to np. stany depresyjne, PTSD, zaburzenia osobowości (lękowe, narcystyczne itd), zbyt intensywne (niekontrolowane) mechanizmy obronne jak np. projekcja, dysocjacja czy regresja.
Więc tak, psychoterapeuci nie są zaburzeni. To nie znaczy, że są idealni. Norma jest szersza niż nam się wydaje.
Objawiem odstawiennym w twoim przypadku było popadnięcie w alkoholizm. I choć tobie się wydaje, że to kontrolujesz i tak sobie żyjesz, to w rzeczywistości nie masz żadnej kontroli.
A że nie chcesz pomocy psychoterapeuty to twój wybór, jak upadniesz na samo dno to może wtedy się otrzeźwisz.
W każdym mieście funkcjonują ośrodki leczenia uzależnień na NFZ. Tam mają odpowiednie wykształcenie i wiedzę, aby pomóc osobom z problemem alkoholowym.
Tylko pytanie czy sam chcesz dać sobie szansę i spróbować zawalczyć o siebie w trzeźwości.
Znam osobę, która funkcjonowała podobnie. Prawda jest taka, że pogłębiało się to wszystko. W końcu sięgnęła swojego dna. Próbowała się zabić. Wystraszyła się i poszła na terapię, w ogóle po probie, była w szpitalu 4 miesiące. Ja również chodziłam na terapię. Też spadłam na dno. I o to chodzi. Każdy musi się tam znaleźć, żeby zacząć się leczyć. Dla każdego dno jest inne, ale już potem jest droga ku górze. Możesz czekać na upadek, albo jednak sprobować zapobiec mu. Terapeuci nie gryzą.
Ta gadka o dnie i odbijaniu się od niego...
Moja znajoma została wdową, bo postawiła ultimatum - albo ona i rodzina, albo koledzy i alkohol. Wybrał kolegów. Lekarz ostrzegał, że długo nie pociągnie z takim trybem życia. No i nie pociągnął. Dla niego dnem okazała się trumna, ale już się nie odbił.
Cóż, każdy ma jakieś pasje. Twoją najwyraźniej jest staczanie się w nałogi.
Jakiś odwyk, AA zanim narobisz szkód po pijaku?
Co do terapeutów, słabe porównanie. Lekarze też chorują, ale to nie czyni z nich złych specjalistów. To też są ludzie i mają jakieś słabości, a jednak potrafią człowieka postawić na nogi. Terapeuta ma za sobą lata nauki, a często też lata praktyki z pacjentem. Jeśli nie wiesz, co robić, to chyba nie pozostaje Ci nic innego, jak udanie się do terapeuty. W terapii najwięcej do zrobienia ze sobą będziesz miał Ty.
Z jednego uzależnienia w drugi. Co ci ludzie tacy słabi, że potrzebują zastępować uzależnienie kolejnym?
Jeśli chcesz się zmierzyć z problemem to się do niego przyznaj i nie przejmuj się, że ktoś się dowie.