#fXyTF
Pewnego dnia tata poszedł sam, by z nią porozmawiać. Miałam wtedy 9 miesięcy. Znalazł ją na ulicy, już martwą. Po sekcji zwłok okazało się, że był to nieleczony tętniak. Tamten mężczyzna jak szybko się pojawił w jej życiu, tak znikł – to tata poinformował jej rodzinę o śmierci. Nie wiedzieli nawet o moim istnieniu.
Tata przez lata chodził ze mną do niej na cmentarz, mówiąc o niej same pozytywne rzeczy, że mnie kochała itd., nie mówiąc prawdy o tym, co się naprawdę wydarzyło. Zmarł, jak byłam nastolatką.
Prawdę odkryłam przypadkiem, gdy miałam 19 lat. Znalazłam w starych papierach wypisy z przychodni, w tym opisy ze szpitala w dniu moich narodzin, a później pielęgniarki środowiskowej. Co gorsze, niektórzy z rodziny wiedzieli i też milczeli przez te lata – a mi świat w momencie czytania tych dokumentów się zawalił. Elementy układanki ułożyły się w całość – dlatego nie miałam żadnych zdjęć z matką, dlatego nikt nic „nie wiedział” o matce, dlatego nie zostały po niej rzeczy.
Teraz mam 23 lata, robię się z twarzy strasznie podobna do niej, nienawidzę tego. Mam ochotę zrobić sobie operację plastyczną, byle by tylko usunąć wszystkie cechy mi o niej przypominające. Na cmentarz chodzę o wiele rzadziej niż przedtem. Czuję złość. Rodzina taty i ludzie, którym się zwierzam, mówią, żebym tego tak nie przeżywała – że to było lata temu, że mogła to być wspomniana depresja poporodowa. Że muszę wybaczyć. Nie potrafię. Nie chcę. Tata bardzo kochał mamę, kochał też mnie, a dla matki to nic nie znaczyło. Bo wychodzę z założenia, że skoro była w stanie pójść cztery miesiące po porodzie do innego mężczyzny, to była w stanie podejmować świadome decyzje. A „dzięki” jej decyzjom (ignorowaniu mojego płaczu, niechęci, aż w końcu zostawienia) po dziś dzień borykam się z ograniczonym zaufaniem i problemami w nawiązywaniu relacji – mimo że jej nie pamiętam. Nie życzę jej szczęśliwego dnia mamy.
To brzmi jak podręcznikowa depresja poporodowa. I to tak nie działa, że "skoro była w stanie pojsc do innego, to była też w stanie...". Depresja poporodowa ma podłoże hormonalne, to nie jest sytuacja, w której Twojej mamie było po prostu smutno i wystarczyło skorzystać ze wsparcia bliskich. Zawiodła przede wszystkim medycyna, która na tamtym etapie nie znała tych mechanizmów tak dobrze. Tętniak też się mógł do tego dolozyc, bo uciskając odpowiednie miejsca w mózgu mógł wpływać na zmianę charakteru Twojej mamy. Poczytaj sobie może, porozmawiaj ze specjalistami, doedukuj się na temat depresji poporodowej i tętniaków i myślę, że dojdziesz do tego, że Twoja mama nie zrobiła tego świadomie ani złośliwie. Zwłaszcza jeśli cieszyła się na perspektywę posiadania dziecka.
Ech zachowanie matki o którym chyba za dużo wie pisarczyk z samej dokumentacji ani trochę nie wyjaśnia zachowania ojca. Czemu nie poinformował rodziców partnerki że mają wnuka? Wsparcie ze strony rodziców partnera raczej mniej znaczy niż ze strony własnych rodziców. Czy ja mam rozumieć że partnerka sobie psychicznie nie radziła a jej partner nie raczył uznać tego za ważną informację dla jej rodziny? A jej rodzice wiedzieli chociaż że córka ma partnera? Mi to brzmi jak amnezja z powodu tętniaka i jestem sobie w stanie wyobrazić zamieszkanie z kimś bez świadomości że ma się własne mieszkanie i rodzinę a nawet że zamieszkanie u kogoś przez kogoś nie jest ani trochę świadomą decyzją bo ktoś został uprowadzony. Dlatego mi się zapala czerwona lampka przy takich tekstach bo to jest dziwne że on z nią nie próbował rozmawiać a jedynie wystawał pod jego domem z którego nigdy nie wychodziła wtedy dziwnym zbiegiem okoliczności a mimo to nigdy nie podejrzewał że jest uwięziona w nim. To plus to że wystawał pod domem wg tekstu dla dziecka a nie siebie samego co świadczy o szybkim dojściu do wniosku że partnerka go nie kocha nie brzmi jakby on ją bardzo kochał. Choćby dla dziecka mógłby się bardziej postarać o kontakt z nią. Jeśli ta historia jest prawdziwa to ona mogła jego i swe dziecko bardziej kochać niż on ich. Czerwona lampka też mi się zapala przy przeskokach w tekście. Motyw niechęci do swej twarzy z powodu pokrewieństwa oraz motyw niechęci do dnia matki widziałem już na tym portalu. A tu jest śmiesznie użyty albo ja jestem nieczuły a nawet psychopatyczny nie rozumiejąc ludzi chodzących w takich dniach na groby rodziców. Kto ci każe pisarczyku trupowi życzyć czegokolwiek w dniu matki i jeszcze ją nazywać mamą? To mi się składa wszystko na obraz tego tekstu jako fałszywki. Depresja żadna to nie jest sytuacja w której jest po prostu smutno i wystarczy skorzystać ze wsparcia bliskich. Hormony decydują też o tym czy człowiek jest szczęśliwy.
Tak, żadna depresja nie jest sytuacją, w której człowiekowi jest smutno, źle się wyraziłam. A przez to, że depresja poporodowa ma tło hormonalne mam na myśli to, że działa to trochę inaczej niż ze "zwykłą" depresją, bo jest wywoływane przez określony "układ" hormonów po porodzie, wynikający bezpośrednio z porodu i poprzedzającej go ciąży. Co do rodziców matki autorki - może w ogóle nie byli obecni w jej życiu z jakiegoś powodu? Zerwala kontakt bo byli patologiczni, albo zmarli wcześnie?
To ja, autorka. Wyjaśniając resztę wątków- rodzice mojej matki nie żyli już przed moimi narodzinami. Ojciec robił co mógł, rodzina ojca robiła co mogła, nie miał kontaktu z jej rodziną gdyż ona sama urwała kontakt, również przed moimi narodzinami. Także z tym depresja po porodowa nie ma nic wspólnego, a z opinii lekarzy po sekcji zwłok tętniak pojawił się mniej więcej na 3 miesiące przed śmiercią, a ona już wtedy nie miała ze mną kontaktu. Ale wiadomo każdy mądrzejszy mimo że was tam nie było a szczegółów wszystkich znać nie musicie
Poza tym panie zdystansowany. Napisałam wyraźnie że miała oferowaną pomoc pielęgniarki środowiskowej, matka odmawiała, skąd wiem? Bo tego już się dowiedziałam od rodziny która w końcu zaczęła mówić. Odrzucała każdą możliwą pomoc, więc NIE DAŁO SIĘ JEJ POMÓC SKORO SAMA NIE CHCIAŁA. Jej rodzina wiedziała że jest w związku z moim ojcem, bo to jej brat ją zapoznał z moim ojcem. Ale po śmierci matki reszta rodziców poparła ich ojczyma w jakiejś kwestii, dlatego urwała kontakt. Twoja logika jest naprawdę pokręcona, on jeździł ze mną pod ten dom, żeby w końcu zaczęła rozmawiać, bo nie chciała. A ze mną bo nie miał mnie z kim zostawić. Nie, nie była uwięziona, chodziła do sklepu, jak widziała ojca to biegła dosłownie do mieszkania by nie mieć z nim kontaktu. Plus to był 2003 rok, prawie nikt nie miał wtedy telefonu. Także tak, ty jesteś po prostu psychopatą, dodatkowo z wyłączonym logicznym myśleniem. A kto mi każe życzyć? Większość ludzi którym opowiadam te historie bo „matka to matka”
Poprawka *reszta rodzeństwa, nie rodziców
A co do twojej rady „anonimowe6692” nie jeste przekonana co do depresji poporodowej w 100%, albo inaczej, że nie był to jedyny czynnik, bardziej przekonuje mnie po prostu fakt, że przestraszyła się też obowiązków z tym związanych z posiadaniem dziecka. Tym bardziej że miała 23 lata, przepracowała 1 dzień w życiu jako salowa po czym się zwolniła, bo nie wiedziała z czym się praca wiąże. To jest masa pojedynczych faktów, ale nie chce mi się o nich wszystkich pisać bo nie ma sensu. Moja matka przez rodzinę ogólnie była opisywana (jeszcze przed ciążą) jako osoba zdystansowana, chłodna, unikająca kontaktu. Ucieszenie się więc ze mnie to było według mnie takie ucieszenie się dziecka że dostanie pieska. Że ucieszyła się samą myślą bez patrzenia w przyszłość. Dużo mówi o tym też fakt, że nie była na żadnym badaniu prenatalnym, ani po porodzie. Nie dorosła do posiadania dziecka. Podejrzewam też bycie lekomanką, bo zarówno przed ciążą jak i po niej dosłownie czyściła apteczkę babci z leków. Więc to wszystko nie jest takie oczywiste jakby się wydawało, ale co się naprawdę wydarzyło, co miała a czego nie można tylko gdybać, bo wszystkie osoby które znały więcej szczegółów zmarły jak byłam dzieckiem , a ja jeszcze wtedy nie znałam prawdy
Myślę, że tata chciał Ci oszczędzić bólu i chociaż stworzyć pozory, bo ciężko jest powiedzieć małemu dziecko, że mama, która i tak nie żyje, go nie kochała. On nie mógł zmienić przeszłości i zmienił ją dla Ciebie w takią na jaką uznał, że zasługiwałaś. To pokazuje, że Cię kochał i nie chciał, żebyś czuła się niekochana.
No to z twojego opisu w komentarzach wynika że miała wcześniej jakiś problem i była uzależniona. Rozumiem że nie chcesz być do niej podobna. Ale ciężko się czyta jak najpierw wrzucasz post na Anonimowych a potem włącza ci się agresja po komentarzach użytkowników.
W jednej rzeczy się mylisz: w 2003 roku co najmniej połowa dorosłych, jak nie więcej, i część dzieci a zwłaszcza nastolatków miała telefony komórkowe. Być może nie wszyscy. Ale tak się składa że pamiętam te czasy i sytuację kiedy w roku 2001 na wakacjach telefony mieli wszyscy dorośli i dwie nastolatki.