#debll

Historia sięga czasów, kiedy w większości domów był telefon stacjonarny. Był wtedy taki bajer, nowość, że można było na stacjonarny wysłać SMS-a (w sumie nie wiem, czy dalej jest coś takiego, czy już umarło śmiercią naturalną).
W domu czekała na mnie współlokatorka, bo się umówiłyśmy, że pójdziemy razem do kina. Ponieważ spóźnił się autobus, zaczęłam wydzwaniać na nasz stacjonarny, ale nie odbierała (koleżanka nie miała komórki, więc stacjonarny był moim jedynym kontaktem). Postanowiłam więc spróbować nowinki i wysłać jej SMS, że jestem blisko.

Gdy dotarłam do domu, zastałam współlokatorkę bladą jak ściana. Okazało się, że SMS w stacjonarnym działa w ten sposób, że telefon dzwoni i maszyna odczytuje treść SMS-a. Tak więc koleżanka, która była sama w domu, wyszła spod prysznica, odebrała telefon i... usłyszała w słuchawce metaliczny głos jak z horroru, mówiący: „Jestem blisko”...
Powiedziała mi później, że nigdy wcześniej tak się nie bała ;)
Dragomir Odpowiedz

Hahaha :)

raj001 Odpowiedz

Wyznanie w oczywisty sposób zmyślone, bo SMS głosowy na stacjonarne działał w taki sposób, że automat mówił najpierw "Wiadomość głosowa SMS od numeru ....." i dopiero potem odczytywał treść.

Ambiwalentnie136 Odpowiedz

Dobrze ze tam mieszkałas bo inaczej by Cie nie wpuściła :)

Dodaj anonimowe wyznanie