#AKuay

Historia o mówieniu do nauczycieli licealnych per "panie/pani profesorze/profesor" zainspirowała mnie do opisania nauczyciela, który na to miano zasługuje w 131,4%. Całość podśmierduje stylistycznie rozprawką, wybaczcie :P

Profesor W. uczył nas, klasę biol-chem, matematyki. Dostał nas w zasadzie przypadkiem, prawie zawsze uczył wcześniej rozszerzenia. I od pierwszej lekcji pokazał nam co umie. Tłumaczył idealnie, wymagał sporo, trzymał porządek i dbał o chwilę śmiechu. Co więcej, profesor W. naprawdę umiał matematykę (ukończył wydział matematyki stosowanej, nie nauczycielskiej). Do lekcji był zawsze przygotowany, czekał na nas w sali, żeby nie tracić czasu, a przerwa zawsze była przeznaczone na tłumaczenie "opóźnionym".

To jakim jest człowiekiem profesor pokazał dopiero po I klasie. Był już wówczas w wieku emerytalno-rentowym i odnowiła mu się zadawniona choroba. Ale doprowadził moją klasę i jeszcze jedną po niej do matury. Nie opłacało mu się to - dając korepetycje zarobiłby o wiele więcej w łatwiejszy sposób. Ale nas nie zostawił. Żeby lepiej przygotować swoich uczniów, umówił się z nami na jedną dodatkową godzinę w tygodniu. Nam pasowała w dniu, kiedy profesor nie miał zajęć. I zaakceptował to! Przez cały rok tłukł się autobusem na tę jedną lekcje, w czasie kiedy mógł jeszcze leżeć w łóżku. Ostatecznie średnia klasy z podstawy wynosiła coś koło 90% :D

Profesor W. lubił się rozgadać, miał swoje czasem irytujące zwyczaje, jak dyktowanie zadań na sprawdzianie i ciągle powtarzał te same przysłowia, które po miesiącu wszyscy znali na pamięć. Ale był to najlepszy nauczyciel jakiego miałem, godny miana profesora i każdemu takiego życzę :)
KalinaAmila Odpowiedz

Profesor to tytuł na który niektórzy ciężko pracują latami. Nie można sobie nim nazywać dowolnie kogokolwiek się chce. To jakby osoba po zawodowce kazała się tytuowac per magister.

C30C39 Odpowiedz

Brzmi jak pewien nauczyciel matematyki z liceum w Jarosławiu, naprawdę człowiek, który uczy z pasji, bo z godziny korepetycji wyciągał 5-6 razy tyle co z godziny lekcji, a mimo to opowiadał o wszystkim z pasją i każdego był w stanie zainteresować

Diddl Odpowiedz

Jeśli nie posiadał takiego tytułu naukowego, to nie był profesorem choćby nie wiadomo jak dobrym nauczycielem był.

GravityGun

Papier nigdy nie powinien być na tyle ważny, żeby uszczuplić wielkości człowieka.

mescherje

@Diddl Ale nazywać go profesorem mogli jak chcieli

Diddl

Gravity sun, nigdzie tak nie napisałam. Chodziło po prostu o to, że bez tytułu naukowego nie był profesorem. Żeby dostać tytuł profesora nie wystarczy być po prostu dobrym nauczycielem. To znaczy jest tytuł honorowego profesora oświaty, ale do tego też nie wystarczy być tylko dobrym nauczycielem i nadal nie jest to to samo co tytuł naukowy. Te tytuły nawet nie są przyznawane przez tą samą osobę, bo tytuł honorowy profesora oświaty nadaje minister edukacji, a tytuł naukowy prezydent.

gizmord Odpowiedz

No okej

Dodaj anonimowe wyznanie