#dacry
Jadę sobie, jadę - im bliżej mojej rodzinnej miejscowości, tym niebo zaczyna być coraz bardziej ciemne. Myślę sobie - spokojnie, na pewno zdążę.
Jak na złość okropny ruch w przeciwną stronę, przede mną samochody wleką się niemiłosiernie, nie da rady nikogo wyprzedzić, bo po prostu boję się wyprzedzać. W końcu wyprzedzam jakiś autobus, za kilka minut tira, później tico, dwa inne samochody. Aż napotykam jakiegoś faceta i jego limuzynę - golfa III. Ja spokojnie próbuję go wyprzedzić przy 130 km/h, a ten zajeżdża mi drogę! Podniósł mi ciśnienie niesamowicie, ale wyprzedziłam go, klnąc przy tym jak szewc, gestykulując itp.
Nagle zaczyna padać. Ja już cała w nerwach, że jednak burza mnie spotka, a należę do tych ludzi, którzy panicznie boją się burzy, gdy są poza domem. Zapieprzam najszybciej jak dam radę, przede mną samochody również jadą bardzo szybko. Do domu zostały mi tylko 3 km. Niestety, znienacka zaczyna potwornie grzmieć, błyskać się bez przerwy. Od deszczu zrobiło się wręcz biało, wszystkie samochody się zatrzymały na awaryjnych, ja tak samo. I to w zajebistym miejscu tak wszyscy staliśmy, bo przy drzewach. Z mojej strony zaczęła się panika. Oglądałam tylko się dookoła, czy wszystkie drzewa stoją i czy żadna z latających gałęzi nie leci w moją stronę. Jak usilnie upierałam się, że nie ma kogoś, kto ma władzę nad wszystkim, tak w tym momencie równie mocno błagałam tego kogoś na górze, by ten koszmar się skończył.
Na szczęście trwało to z 5 minut, wszyscy powoli ruszają, ja wyłączam awaryjne, a tu nagle z tyłu czuję jedno wielkie pieprznięcie. Mój samochód mimowolnie jedzie kawałek do przodu i uderza w stojące przed nim auto. Na początku nie wiedziałam, co się dzieje. Wysiadam i patrzę, a tu wspomniany wcześniej golf III jest dosłownie w dupie mojego samochodu. Przód mojego samochodu był w niewiele lepszym stanie.
Przez szok nie mogłam nic powiedzieć. Stałam tak 10 minut, z oczu leciały mi łzy, patrząc na jeden z gorszych widoków jakie widziałam w swoim życiu.
Przez ponad 5 lat odkładałam prawie całą moją pensję, by kupić sobie moje wymarzone auto z salonu z czterema kółkami w swoim logo. Ja, nazwana przez znajomych ''przegrywem życiowym'', który studia skończył w 7 lat (no bo ktoś, kto kończy studia w więcej niż 5 lat jest kimś gorszym, oczywista oczywistość), który pracuje jako ''jakiś błahy kierownik projektu'' w firmie budowlanej, stoję wręcz krzycząc, czemu tak mi zmasakrował samochód?!
I co mi ten zadowolony z siebie facet odpowiedział?
''To była nauczka dla ciebie, że z takimi jak ja się nie zadziera. Nie pozwolę, by baba mnie wyprzedzała."
Mam nadzieję, że zadzwoniłaś na policję.
Oby...
Jak się pomyśli, że tacy idioci jeżdżą po ulicach to aż strach się z domu ruszać. Spowoduje kiedyś taki jakiś groźny wypadek i jeszcze będzie z siebie zadowolony.
Znając głupotę ludzi. Pomyślała no nie, to moja wina. I nie zadzwoniła :)
Trzeba było zadzwonić na Policję i powiedzieć "A to będzie nauczka dla Ciebie.", po czym patrzeć, jak kasa z Jego ubezpieczenia wpływa na twoje konto (albo bezpośrednio trafia do mechanika).
Takim gnidom trzeba przypominać, że nie są panami świata.
zgadzam się w 100%
Oj, takiemu to bym nie darowała. Takich się tępi.
Jakbym tam był to bym mojego Passata b5 w kombi rozjebał ale jego golfa to bym zgniótł w 100%
Po co się zniżać do poziomów takich bufonów, GumkaTeam...
@Obito, bo inaczej im do głowy nie przemówisz niestety
Dokładnie, trzeba na policję zadzwonić.
Ale to było auto z salonu, takie mogło mieć i 10 lat i Autorka mogła być go pewna. Każdego kilometra na liczniku, gdzie było zarysowane, że nie jest walone, etc. A dostanie kasę z ubezpieczenia mniejszą od obecnej wartości auta, która równa jest jedynie ułamkowi ceny wyjściowej. :/
I samochód nigdy już nie będzie taki jak nowy, być może utraci właściwości jezdne. I za pare lat najprawdopodobniej pojawi się rdza w miejsach, gdzie samochód był uderzony. Czyli jednym słowem samochód traci 3/4 swojej wartości.
szkoda, że nie napisałaś jak skończyła się ta historia , policją czy stałaś i plącząc oddałaś mu portfel.
Pewnie placzac oddala portfel i jeszcze przeprosila.
Niestety, to prawdopodobne. Jeszcze na kolanach błagała go o wybaczenie.
"...nie da rady nikogo wyprzedzić, bo po prostu boję się wyprzedzać."
"Ja spokojnie próbuję go wyprzedzić przy 130 km/h..."
Czyli boisz się wyprzedzać, ale zapie#dalasz 130 km/h i jednak ich wyprzedzasz? No spoko.
A ja za taki komentarz zostalem zminusowany... Cebulandia tyle w temacie.
Do czasu :-) nie dostosuje kiedyś prędkości do warunków na drodze i przejedzie się tak, że hej. Ja już się oduczyłam zapierdzielać kiedy mąż przy ok 80km/h w deszczu zaciągnął mi ręczny :D nóżka z gazu :D
W zasadzie już się przejechała. Wkurzyła jakiegoś wiejskiego gburka. A mogło być znacznie gorzej...
Chyba na początku nie wyprzedzała, bo był duży ruch z przeciwka. Przynajmniej tak zrozumiałam. A takiego zapieprzania się boje jako pasażer, a jakbym miała kierować to bym chyba na zawał zeszła :o
Koniecznie napisz jak się skończyła ta historia z tym idiotą
Dokładnie, jeśli jeszcze tego nie zgłosiłaś zrób to jak najszybciej
Jak mnie denerwują wyznania gdzie nikt nie mowi do konca co sie potem stało...
Jeśli ktoś wjedzie Ci w '' tyłek'', to zawsze wina jest tego z tyłu. Nie zachował bezpiecznej odległości i jest po prostu skończonym debilem. Warto wozić w samochodzie oświadczenie o kolizji, przydaje się. Co z Twoją Audiczką?
Nie zgodzę się, że jeśli ktoś wjedzie w "tyłek" to jego wina. Ja miałam taką kolizję i byłam osobą która wjechała w tego z przodu i to ta osoba była sprawcą kolizji :)
@InTheMiddle, wina zawsze jest tego, kto nie zachował bezpiecznej odległości, chyba że ktoś cofał lub w innych wyjąykowych sytuacjach. Nawet jeśli ktoś prxy idealnych warunkach jadąc szybko zachamuje, a Ty w niego wjedziesz, to i tak jest Twoja wina, bo nie zachowałaś odpowiedniego odstępuvi ja zgadzam się z tym w 100% bo nigdy nie wiadomo czy jakiš dzik nagle nie wyskoczy Ci na drogę, a to że ktoś za Tobą jevhał z głową w chmurach i nie wychamował po czym rozbił Ci samochód, to jego wina.
A Ty Autorko dalas mu nauczke w postaci zgloszenia kolizji? Jestem ciekawa czy zadzwonilas na policje albo czy cokolwiek innego zrobilas.
No ja bym zajeb*ała faceta. No i wezwała policję. I zajeb*ała.
Jeśli nie ma się pieniędzy głupotą jest odkładać 5 lat na auto z salonu, które przez samo wyjechanie z salonu traci 30% wartości
Pieniądze to nie wszystko. Może miała marzenie by kupić samochód z salonu, a marzenia są po to by je spełniać ;)