Kiedy byłam mała, bardzo bałam się powrotu mojej mamy z wywiadówki i postanowiłam uciec z domu. Zrobiłam sobie kanapki, wzięłam rower, pojechałam w siną dal. To znaczy nad rzekę. Ukryłam się w krzakach i zaczęłam planować co dalej. Myślałam tak długo, aż skończył mi się prowiant. Byłam tak bardzo głodna, że z pochyloną głową wróciłam do domu. Mama nigdy nie dowiedziała się o mojej heroicznej ucieczce, ale i tak dała mi szlaban za oceny. Jak ja się wtedy cieszyłam, że mogę siedzieć w ciepłym domu, bliziutko pełnej lodówki...
Młodzi ludzie nie doceniają prostych rzeczy, a kara czasami jest błogosławieństwem!
Dodaj anonimowe wyznanie
To ile czasu tam spędziłaś, że aż tak straszliwie zgłodniałaś? I to jeszcze zeżarłaś kanapki.
Ja żeby zglodniec na tyle żeby wrócić musiałabym ze 2 dni minimum nie jeść 😂
Zastanawia mnie jak to się stało, że mama nie przejęła się Twoją, chyba dość długą, nieobecnością? I dlaczego tak bardzo obawiałaś się jej powrotu?
Nie dowiedziala się. Była na wywiadówce.
Bo kiedyś dzieci bały się awantury rodziców, dziś to rodzice boją się awantury dzieci.
Kiedyś wkładałam sobie poduszkę w spodnie na tyłek, tak w razie czego :) i już na ulicy wyczekiwałam jej przyjścia. Ale nie, nie z poduszką w spodniach. Wkładałam szybko jak widziałam, że idzie.
To strasznie smutne
nie rozumiem tych "szlabanów" czy komuś kiedyś to w czymś pomogło?
Hahaha :) dobre. W sumie racja. Jak dorosly będzie się opitalał w pracy, to go wyleją. A gówniok może bimbać i nie wolno nawet za bardzo go upomnieć, bo się biedny zestresuje...
Ja jak byłam mała, i mama na mnie nakrzyczała, to w plastikową torbę zapakowałam sobie ręcznik w charakterze koca, cały bochenek chleba, wodę, zamknęłam się w szopie z psem, i siedziałam tak od wczesnego południa, aż do wieczora 😂