Przez całe liceum i studia stale słyszałem od mamusi, jak wszystko co robię nie jest wystarczająco dobre. Czemu tylko cztery, a nie pięć, czemu stypendium na studiach z trzeciego progu, a nie pierwszego, dlaczego na praktykach nie staram się bardziej, dlaczego nie znajduję sobie lepiej płatnej pracy... ciągle za mało. Jej zdaniem to była metoda motywowania mnie – motywowała mnie jedynie do coraz częstszych myśli samobójczych.
Ostatecznie w jakiejś kłótni wygarnąłem jej, jaki wpływ na moją psychikę miały i mają jej ciągłe oczekiwania. Pomogło. Oczekiwania, nawet jeśli były, nie były artykułowane. Nasze relacje są dzięki temu o niebo lepsze.
Dodaj anonimowe wyznanie
Jestem zszokowany, że zrozumiała. Moja by jeszcze mnie obwiniała za to że "wymyślam sobie"
tez tak mialam, tylko mi poszlo w bycie najlepsza uczennica, wyhamowalam dopiero po 3 roku studiow
bardziej martwi mnie, ze dorosly chlop obcym ludziom na anonimowej stronie pisze o matce "mamusia"
Myślę, że to "mamusia" to takie ze szczyptą złośliwości, z jaką podstarzali panowie mówią o swoich teściowych.
Wtedy trzeba było wziąć odcinek z wypłaty albo wydruk przelewu, i gderać nad głową - dlaczego nie zarabiasz np. 1000 zł więcej, na pewno cię na to stać gdybyś się bardziej przyłożyła itp. Może by zrozumiała.