#bRJgY

Sobota, piąta rano. 
Tata budzi się, zrywa do pracy i biegnie na dół. Po drodze zatrzymuje go teściowa (beznadziejny przypadek rannego ptaszka): „Marcin, gdzie ty lecisz, jest sobota”. Tata zdusił przekleństwo, wrócił na górę i poszedł spać dalej.
Niedziela, piąta rano.
Tata zrywa się i w szaleńczym tempie leci do pracy. Zbiega na dół, babcia w śmiech:
„Marcin, dziś jest niedziela, nadal nie musisz iść do pracy”.
Poniedziałek, piąta rano.
Zaspany tata wyłączył budzik z przebiegłą myślą: „Dzisiaj się już nie nabiorę”...
Risha Odpowiedz

To jakiś suchar?

Kolakot

Odjelabym znak zapytania

Dodaj anonimowe wyznanie