Lata temu, w gimnazjum, nadeszła ta najbardziej uwielbiana przez większość lekcja – WF. Już kiedy się przebierałam poczułam, że coś niepokojącego dzieje się z moim brzuchem. Postanowiłam jednak to zignorować. Gotowa do zajęć poszłam na salę gimnastyczną i wtedy nadszedł ten moment... Puściłam bąka i stałam jak gdyby nigdy nic. Po chwili jednak poczułam, co stworzyłam. Szybko uciekłam z terenu minowego z powrotem do szatni.
Siedziałam tam sobie, czekając, aż zapach się ulotni. Nagle wpadły koleżanki i oznajmiły, że chyba szambo na sali wybiło. Wracam na salę, a tam wielkie poruszenie. Wszyscy biegli w stronę wyjścia. Jedynie nauczyciele pośpiesznie otwierali okna. Smród był znajomy. Okazało się, że to wszystko przez mojego bąka...
Tak oto ja i mój bąk ewakuowaliśmy salę gimnastyczną.
Do dziś nikt nie wie, że to byłam ja.
Dodaj anonimowe wyznanie
Średnio wiarygodne. Jeszcze rozumiem, gdyby to było w jakiejś zwykłej sali, gdzie pierd ma szansę zrobić tyle zamieszania. Ale duża sala gimnastyczna? Nie kupuję tego.
Gdyby to się stało w małej dusznej szatni z okienkiem pod sufitem to może ktoś by w to uwierzył ale nie w sali gimnastycznej która zwykle jest też dużo wyższa. No chyba że ktoś nie lubił WFu i celowo narobił krzyku żeby pół lekcji przepadło a może i cała.
Taa tak było.
Potem przyjechała straż pożarna i sanepid, by zbadać ewentualne skażenie biologiczne. Ze ścian odpadł aż tynk, a szkołę ostatecznie trzeba było zamknąć.
Ewidentnie coś śmierdzi w tym wyznaniu.