#aO5Ey
Weszłam do toalety i zobaczyłam babcię klozetową w zielonym fartuchu, wymiatającą brud z kabiny. Jako osoba kulturalna i bardzo towarzyska czułam się w obowiązku przywitać z panią, jako że było to jej miejsce pracy, i zagadać, powiedziałam więc z uśmiechem: „Dobry wieczór, współczuję pani, ta godzina, a pani musi jeszcze pracować”...
Kobieta popatrzyła się na mnie dziwnie, nie odpowiedziała, tylko szybko uciekła z pomieszczenia, odwracając się za mną dwa razy. I to był ten moment, kiedy mój przemęczony mózg uświadomił mi, że to wcale nie był fartuch, a zielony płaszczyk, a kobieta nie zamiatała, tylko wychodziła tyłem z kabiny, a jej szczotka to w rzeczywistości kula.
Kiedy wyszłam, kobieta siedziała już w samochodzie, prawdopodobnie opowiadając swojej towarzyszce o zdarzeniu, ponieważ obydwie bardzo krzywo zaczęły na mnie patrzeć. Mój chłopak, gdy usłyszał o tym, płakał ze śmiechu i podsumował, że powinnam mniej gadać. Chyba ma rację.
Sprzątająca jest o lata świetlne wyżej w hierarchii niz bezrobotny alkoholik.
Prawdziwa pracownica mogła ci odpowiedzieć: Dobrze zarabiam i nie muszę płacić za siłownię.