#Y2p8e
Od pół roku pracuję w czterogwiazdkowym hotelu w Szkocji, otworzonym kilka lat temu w pięknym, niewielkim dwunastowiecznym zamku. Specjalnością hotelu jest organizacja ślubów (hotel posiada własną kaplicę) i wesel, wygrał sporo nagród, ale tego, co ostatnio się w nim dzieje nie jest świadomy żaden z gości.
Ponieważ właścicielka hotelu zarobione pieniądze wydaje zamiast oszczędzać lub inwestować w biznes, oszczędności robi się w inny sposób. Na przykład zwalniając pracowników i nie wypłacając im ostatniej pensji, lub wypłacając ją z kilkutygodniowym opóźnieniem. W związku z tym hotel nie posiada od kilku tygodni pracownika, który wykonywałby niewielkie czynności remontowe czy hydrauliczne, czego efektem jest zimna woda w umywalkach, przeciekające kaloryfery i rury, cieknący sufit, niedziałające toalety (!). Zerwano kontrakt z pralnią, która odbierała i dostarczała pościel oraz obrusy, w związku z czym dodano pranie do obowiązków pracowników sprzątających (a właściwie jednej pracowniczki na 30 pokojów w hotelu). Kiedy kilka dni temu zepsuła się kolejny raz jedyna pralka, nie było nikogo, kto mógłby ją naprawić (31 grudnia, brak opcji umówienia hydraulika) i przy braku czystej pościeli oraz wszystkich 30 pokojach zarezerwowanych na tę noc pozostała jedna opcja: układanie używanej pościeli na łóżkach tak, żeby wyglądała na nową, ewentualnie przewracając ją na drugą stronę. Takie było polecenie managera.
Sprzątaczki nie posiadają rękawic, w związku z czym używają silnych środków czyszczących bez nich. Nie posiadają także odpowiednich ilości szmatek i ścierek, więc po myciu kubków i szklanek znajdujących się w pokojach, wycierają je... użytymi przez ostatnich gości poszewkami na poduszki.
Hotel nie posiada kucharza, który byłby w nim codziennie od rana do wieczora, zdarza się, że posiłki gotuje kelnerka. Kiedy poprosisz o danie wegańskie/wegetariańskie/bezglutenowe, kelnerka poda ci danie bez żadnych zmian, choć zadeklaruje inaczej. Właścicielka hotelu została eksmitowana z pobliskiego domu za niepłacenie czynszu, więc jedynym szefostwem jest obecnie manager, który pojawia się jedynie kilka dni w tygodniu i zazwyczaj gotuje lub sprząta, bo brak rąk do pracy. Pracowników traktuje się bez szacunku.
To nadal nie wszystko, ale na resztę brak już znaków. Pracuję tam po to, by oszczędzić pieniądze, ale za tydzień składam wypowiedzenie. Celem tego wyznania jest tylko uświadomienie Wam, żeby nie dać się oszukać przez hotele i restauracje - jeśli dzieje się w nich coś niepokojącego, nie dajcie się omamić, po prostu wyjdźcie i zrezygnujcie z posiłku czy noclegu, bo mogą tam dziać się rzeczy, które nie przyszłyby Wam nawet do głowy.
opis hotelu chyba jednak jest taki, że dla zorientowanych będzie wystarczający, żeby wiedzieć jaki to, bez podania jakichkolwiek danych
Czyżby Sherbrooke Castle Hotel?
A ma takie dobre opinie
Jak mówią, "najciemniej pod latarnią"
Nie, to nie ten. No właśnie, teoretycznie opis mówi wiele, ale w Szkocji podobnych zamków-hotelów jest od groma.
Stukustuk. No właśnie, że nie, w Szkocji nie ma za wielu czterogwiazdkowych hoteli mieszczących się w dwunastowiecznym zamku, który wygrał wiele nagród, a właścicielem jest kobieta ;D
Pewnie ten, tylko autorka boi się przyznać z wiadomych przyczyn ale czy opis tego co się tam dzieje aby na pewno poniesie za sobą konsekwencje dla autorki? Szczerze wątpię szczególnie, że planuje złożyć wypowiedzenie. Mamy prawo wiedzieć czy np. Śpimy na wypranej pościeli a nie używanej po kimś...
Wiecie dlaczego to nie ten hotel? Bo opisany przez autorkę leży w Nibylandii...
Tak i na pewno w internecie nikt nie napisał na Trip advisor, ze toaleta nie dziala albo brak cieplej wody XD
Wydaje mi się, że te toalety i zimna woda to taki "gratis" do wyznania. Autorka dodała na początku w wyznaniu "...ale tego, co ostatnio się w nim dzieje nie jest świadomy żaden z gości...." (2 akapit), później jest wzmianka o tych niedziałających toaletach i zimnej wodzie (3 akapit). Coś mi tu nie pasuje. Autorko możesz wyjaśnić?
A ceny są normalne czy niskie bo jeśli niskie to można się spodziewać ze cos jest nie tak
Jeśli to prawda, to wielka szkoda. Piękny zamek.
Jak napisalas ze pracujesz w dwunastowiecznym zamku i ze teraz takie rzeczy sie tam dzieją bylam pewna ze to bedzie jakies paranormal activity a tu niespodzianka. Swoją drogą totalny brak szacunku.
Tego typu historie to z kolei zupełnie inna rzecz. Zaczynając tam pracę podchodziłam do wszelkich paranormalnych historii z ogromnym dystansem i przymrużeniem oka. Cóż, w tym momencie opuszczam ją z podejściem bardzo odmiennym. :D
Opowiesz nam kiedyś? 😄
Stukustuk czyli ze jednak bylo jakies paranormal activity? Opowiedz nam z checia posluchamy ;)
Z jakiej paki ma 4 gwiazdki?
Ilość gwiazdek wcale nie świadczy o standardzie obsługi.
Znam to z autopsji. Również pracowałam jakiś czas w hotelu, tylko że trzygwiazdkowym, ale nieraz byłam świadkami takich sytuacji, że jak o tym opowiadam, to z początku każdy myśli, że żartuję :) W każdym razie, ostrzegłam kilku potencjalnych gości wśród moich znajomych ;)
Ja pracowałam w hotelu w Irlandii, 2 miesiące. Wycieranie kubków/szklanek używanymi ręcznikami czy poszewkami to norma. Tak samo sprzątanie łazienki - środki czystości + zużyte ręczniki. Pamiętam, jak raz pewna pani, która nie chciała aby ktoś jej sprzątał w pokoju - tylko sama wzięła ode mnie szmaty i płyny, zapytała co z kubkami robimy...
Chodziłam 2lata na profil hotelarski w technikum. Zrezygnowałam po praktykach. Widziałam wiele opisywanych przez ciebie i w komentarzach rzeczy, ale dla mnie osobiście było szokujące że my (które powinnyśmy uczyć się pracy na recepcji/sprzątać pokoje) musiałyśmy np. Grabić liście, sprzątać piwnice itp. I taka to nauka na praktykach.
Ps. Na recepcję to mogłam tylko popatrzeć z daleka, nawet stać i się przyuczac nie można. A potem szukasz pracy i wszędzie wymagają jakiegoś doświadczenia :/
Nie rozumiem co w tym takiego szokującego. Tak jest niemal wszędzie (z kilkoma wyjątkami, to fakt). Ja, osoba ucząca się w technikum gastronomicznym robiłam na praktykach takie rzeczy, że niektórym to wstyd się przyznać - mycie garów, szorowanie kafelek, zbieranie owoców w ogrodzie, mycie podłóg - to była moja codzienność. O pracy na kuchni z prawdziwego zdarzenia to mogłam jedynie pomarzyć.
Szeherezada, masz to, co sobie wybrałaś jako miejsce praktyk, słonko.
Praktyki były ustalane odgórnie, więc za dużo do powiedzenia nie miałam. Poza tym, to był tylko miesiąc, który już się dawno skończył, więc nie ma co nad tym debatować, mówię tylko jak było ;)
Szeherezada
Ale ja doskonale wiem jak wygląda ustalanie praktyk i wiem dobrze, że masz prawo wybrać sobie miejsce.
Zgadzam się z CarolTWD, co prawda technikum teoretycznie wybiera gdzie będą odbywać się praktyki, ale uczeń ma prawo sam sobie wybrać inne miejsce praktyk, choćby u wujka który ma knajpke - tak mi powiedziała dyrektorka gdy rozmawiałam z nią na ten temat
Jestem w pierwszej klasie na profilu hotelarstwo i z tego co dyrekcja i nauczyciele nam mówili, to miejsce praktyk możemy wybrać sobie obojętne gdzie w całej Polsce. Tak jest u mnie w szkole, ale w innych może być inaczej.
W niektórych firmach praktykantów traktuje się jak niewolników - przynieś, podaj, pozamiataj. A realizacja programu praktyk to fikcja.
Kto pracował w hotelu, ten się nie śmieje. Pracowałem w hotelu**** w pewnym polskim kurorcie nad morzem. Kiedyś bardzo dobry hotel, zdobył wiele nagród i wyróżnień, ale to było w latach 2013-16, potem właściciele uznali, że hotel to taki samograj – maszynka do robienia kasy, co się odbiło na jakości usług. Hotel ma ok 10 lat, ale od tego czasu nie był nigdy remontowany, spora część mebli i wyposażenia jest zużyta, wykładziny powycierane z widocznymi plamami, popękane kafelki w łazienkach itd. W niektórych pokojach widoczny był grzyb na ścianach – jak był za bardzo widoczny, to się zamalowało i tyle. Do tego w pokojach i na korytarzach było dość ciemno – słabe żarówki, bo mocniejsze zużywały za dużo prądu. Klima była, ale w praktyce notorycznie się psuła – przy budowie, by zaoszczędzić wybrano najgorszy sprzęt, który gdy miał więcej roboty (jak było za ciepło w lato, czy za zimno w zimę), to notorycznie się psuł. Woda w basenie zimna, ratownik był tylko w określone dni przez kilka godzin, nie istniał żaden zakaz korzystania z basenu bez ratownika – całe szczęście że nikt się nie utopił. Sala zabaw dla dzieci – mała, a większość zabawek poniszczona. Animacje tylko 2-3 godziny dziennie i tylko w wakacje/ferie.
Niby hotel ma parking, ale w praktyce liczba miejsc starcza na 1/3 pokoi, do tego nie istniał żaden system rezerwacji miejsc, kontroli kto gdzie staje itd. W praktyce zdarzało się, że osoby, które miały wykupiony parking (była taka możliwość przy rezerwacji) mogły nie mieć zapewnionego miejsca na parkingu, albo cwaniacy wbijali się na parking i nie płacili – bo nikt tego nie kontrolował. Niby był garaż, ale w praktyce to był magazyn hotelowy, nie dostępny dla gości. Do tego liczba miejsc na parkingu miejskim (parkometry) była ograniczona, więc zdarzało się, że goście musieli parkować kilkaset m od hotelu, albo po jakiś krzakach, czy na zakazie.
Liczba gwiazdek nie odpowiada standardowi usług, hotele w Polsce podlegają tzw. kategoryzacji – muszą spełnić określone wymagania, by otrzymać określoną liczbę gwiazdek. W praktyce spora część wymagań była bardzo naciągana, albo istniała tylko formalnie: room service – w praktyce niewykonalny, bo nie można było dodzwonić się z pokoju do restauracji, zresztą w godzinach serwowania kolacji hotelowa restauracja (ala carte) była nieczynna, bo brakowało pracowników na kuchni i nie wyrabiali się, zresztą 2 kelnerki na ~~150 gości to też za mało. Posiłki – najtańsze produkty, często z marketu, zresztą ich świeżość to rzecz względna. Zapewnienie gościom sprzedaży gorących napoi przez całą dobę – fikcja, bo ekspres do kawy był odłączany, recepcja mogła co najwyżej zrobić komuś herbatę. Sprzedaż prasy codziennej – nie było. Sprzątanie pokoi i wymiana pościeli i ręczników – w praktyce tylko na życzenie – jak nie zgłosiłeś to miałeś brudno. Zresztą na ok 70 pokoi były tylko 2 pokojowe. Klub nocny – był, ale dostępny tylko dla imprez zorganizowanych, jak goście chcieli potańczyć, musieli szukać gdzie indziej. Siłownia to w praktyce sala gimnastyczna, prawie bez sprzętów. Hotel mający spa w nazwie, w praktyce nie miał spa – spa czynne było tylko w weekendy i tylko po wcześniejszej rezerwacji. Znajomość języków obcych – z całej recepcji tylko jedna osoba znała dobrze niemiecki (ja) i jedna jako tako (a 3/4 gości z zagranicy to Niemcy), z angielskim było niewiele lepiej. Zresztą recepcja była przeciążona robotą – oprócz obsługi gości, zajmowała się także przyjmowaniem rezerwacji telefonicznych (brak działu sprzedaży), nawet rezerwacje z portali rezerwacyjnych typu booking recepcja musiała wklepywać do komputera ręcznie.
I do tego ceny – za noc w pokoju 2 osobowym w sezonie nawet 1200 zł!
Polityka personalna, kompetencje pracowników i podejście szefostwa do pracowników kwalifikuje się do kategorii typowego januszexu.
Zresztą zachowanie niektórych gości to przykłady wręcz skrajnego chamstea i głupoty.
W akademiku mam 2 sprzątaczki, które używają "wietrzenie" jako metodę generalnego sprzątania ubikacji. Moja siostra pracuje w salonie o dobrej opini, a już brakuje pieniedzy, aby po każdej klientce dezynfekowac pilniki, zresztą przy cenie 70 zł za manicure hybrydowy życzyłabym sobie nowy pilniczek ;). Uważajnie na pizzerie, bo wielu sieciówkach naczynia się płucze a nie zmywa ;), w hurtowniach sprzedaje się zepsute warzywa i owoce, w wielu dobrych (!) restauracjach przywraca się 3 życie produktom. Nie wierzyłam, do póki sama nie pracowałąm w takich miejscach...
Na yt jest też dziewczyna, która jest dumna, z wielu swoich decyzji, np, że zerwała z dużo starszym chłopakiem, który był okrutny, albo zrezygnowała ze strasznej pracy. I własnie o tej swojej drugiej dumie nawija przez 20-30 min. Pokazuje realia pracy w ekonomicznym hotelu, gdzie sprzątała jedną ścierką wszystko bez żadnych środków czyszczących.
Wszyscy mowia jakie to restauracje biedne przez ten COVID, ale tak naprawde wiele z nich wykopala pod soba dolki sama. W miescie w ktorym poprzednio mieszkalem, zastaly ~3! (z kilkudziesieciu jesli nie setek) reatauracji/knajp/stolowek w ktorych moglem zjesc posilek i sie nie struc (duzo firm udostepniaja zakladowe stolowki, taka roznica ze placi sie bez znizki, ale specyfika obiadow jest inne niz w klasycznej restauracji, chociaz w ostatnich latach sporo z nich sie pozamykalo lub ograniczylo do zewnetrznego cateringu czy lakoci).
Ktos moglby postawic logiczny wniosek ze jestem chory, tylko wtedy skad te wyjatki? No stad, poniewaz okazalo sie istnieja (i to wcale nie takie rzadkie) problemy zdrowotne ktore sprawiaja ze ktos staje sie bardzo podatny na zepsute jedzenie i wynikajace z jedzenia takowych choroby. Zeby bylo smieszniej - teraz gotuje sobie sam, okazalo sie ze wcale ze mnie nie taki delikatny kwiatek, i az bo je sie pomyslec co takiego mi w niektorych miejscach serwowano...
Ps. Tak, slyszalem plotki o tym jak to restauracje traca klientow i ciekawi mnie jak wyglada proporcja pomiedzy stalymi klientami czy ludzmi ktorzy w restauracjach jadali wzglednie czesto a takimi ktorym zdarza sie to tylko od swieta, bo na podstawie czegos takiego mozna probowac przewidziec przyszle tendencje.
Niestety, ale często tak jest, że te "super" hotele mają sporo za uszami. Moi rodzice pracują w dwóch najpopularniejszych hotelach w Warszawie, i muszę przyznać, że często opowiadane przez nich sytuacje są po prostu na granicy absurdu :")
Siedzę w tym temacie dluuugi czas. I to nie jest zadna nowosc.. Osoby pracujące a nocujące w hotelach to jest temat rzeka i mnie juz nic nie zdziwi