Rodzice mojego partnera strasznie wtrącają się w nasze życie. Matka próbuje łzami wymusić wszystko, z płaczem opowiada przeróżne rzeczy, żeby tylko wzbudzić w nim litość, a ze mnie zrobić tę złą, jego ojciec zawsze stoi po jej stronie. Nie pasuje jej, że nasze dziecko wychowuję po swojemu, a nie tak, jak ona to robiła. Na moje sugestie jak coś zrobić jest wielce oburzona, bo my młodzi to co o życiu wiemy. Jest zdania, że skoro mój partner jest jej synem, to jest jej winny „służbę” – zawieźć gdzie chce, zrobić co ona akurat wymyśli i swoje decyzje podporządkować jej. Gdy nas nie zastanie w domu (bo nie zapowiedziała się z wizytą), to domaga się pełnego tłumaczenia, gdzie byliśmy. Ja staram się nie wkraczać w sferę matka-syn, ale powoli mam dość słuchania, co tym razem „mamusi” się nie podoba. Mój partner niby stoi po mojej stronie, ale w żaden dosadny sposób nie potrafi jej dać do zrozumienia, że mamy własne życie i chcemy je przeżyć po swojemu.
Dodaj anonimowe wyznanie
Problemem jest twój partner, zdecydowanie. Powinien raz, a porządnie ustalić granice. Jeśli matka nadal będzie taka autorytarna wobec Was, to odciąć kontakt i tyle. No ale do tego trzeba mieć jaja. Nie jest to łatwe ani proste. Szczera rozmowa z partnerem to chyba pierwsze co powinnaś zrobić.
Pogadaj poważnie z partnerem żeby odciął mamusi pępowinę
A czy jej mąż, a Twój "teść" też stawiał swoją matkę ponad żonę? A kiedy się mają mlodzi czegoś nauczyć, skoro w dorosłym życiu jeszcze się ich wyręcza i dyktuje co i jak mają robić? Jakaś nawiedzona ta baba.
Jak to jest, że na anonimowych widzę tylko takie sytuacje z matką od strony męża. Czy teściowe to naprawdę takie potwory czy to faceci mają jakiś problem z odizolowaniem swoich matek od dorosłego życia?