Pewnego dnia dostałam od mamy jemiołę, abym powiesiła ją sobie w pokoju pod lampą. Tak też zrobiłam. Na drugi dzień pod wieczór, zauważyłam, że na podłodze wyszły mi duże, czarne plamy - jakby coś się wylało. Zawołałam mamę, aby popatrzyła, o co chodzi. Poszłam po szmatę do podłogi, bo mama stwierdziła, że to od brudu. Namoczyłam szmatkę zimną wodą i płynem, a następnie zaczęłam szorować podłogę. Patrzę? Bez zmian. Mama mówi, że już trochę schodzi, więc szorowałam mocniej. Poszłam ponownie namoczyć szmatkę, tym razem gorącą wodą. Szoruję i nadal nic. Coś niesłychanego. No nic, podłoga do naprawy.
Jakież było moje zdziwienie, gdy na drugi dzień opowiedziałam kuzynowi o mojej brudnej podłodze, a ten podszedł do lampy, ściągnął jemiołę i "brud" zniknął...
Dodaj anonimowe wyznanie
To jak czysćiłas to cien nie padał Ci na dłonie?
@maara8 dlaczego piszesz o sobie w trzeciej osobie? 😂
autorka chyba nie wie, że wyświetla się na niebiesko :D
Mi się nie wyświetla na niebiesko ;)
Mi tez się nie wyświetla na niebiesko 😶
A ja myślałam że z jemioly coś kapie 😂😂
A ja że może jakiś grzyb czy coś ;-;
Trzeba by było poszukać jakiegoś preparatu do usuwania cienia 😂
Takie tam chwilowe 'zaćmienie' mózgu :D
Taki sobie teatrzyk cienia :)
Jemioła śmieszek XD
Mama tez niezly troll: "juz troche schodzi"...
Od początku wiedziałam, że o cień chodzi :p
Hahahahah :D
Ja myślałam, że jak pod lampą to się podpali i w podłodze zostanie dziura
HAHHAHAHAHAH