#VRIe8
Od paru miesięcy przed śmiercią dziadka miałam dziwne dolegliwości: wzmożone pragnienie (potrafiłam wypić nawet 6 l napojów dziennie), bardzo częste oddawanie moczu (wytrzymywałam max godzinę bez pójścia do toalety, nawet w nocy), osłabienie, nudności, nawet zaczęłam sypiać w dzień. Wydawało mi się to dość niepokojące, ale mama nie chciała pójść ze mną do lekarza. Powtarzała tylko, że mam tyle nie pić, to i do toalety nie będę biegać co chwilę. Nie udało się, ponieważ pragnienie było zbyt duże. No cóż, będę tak żyła, chociaż chodzenie do toalety co niecałą godzinę było dość męczące.
Nadszedł czas pogrzebu, wchodzimy do kościoła, msza odprawiana, a mi w połowie strasznie zachciało się siku, a w pobliżu nie było żadnej toalety, chyba że wparowałabym do najbliższego bloku, zapukałabym komuś do drzwi i spytała, czy mogę się załatwić. Stoję w kościele i czuję, że zaraz nie wytrzymam. Szturam najpierw mamę, że muszę szybko jechać do domu, bo zaraz się posikam. Ona jednak powiedziała, żebym nie zachowywała się jak małe dziecko, że wytrzymam. Następnie powiedziałam o tym tacie, by jak najszybciej zawiózł mnie do domu. Widział, że mówię serio, więc jak najszybciej poszliśmy w stronę auta.
Niestety. Kiedy wyszłam z kościoła poczułam, że zawór puszcza... Idąc chodnikiem zaczęłam sikać! Nie wytrzymałam. Ludzie dookoła się na mnie patrzą, a ja cała czerwona i rozpłakana zaczęłam biec do samochodu. Tata widząc to wszystko prędko odpalił samochód i pojechał ze mną do domu, abym się przebrała, bo zaraz trzeba iść na cmentarz pochować dziadka...
Kiedy dotarliśmy na cmentarz mama była wściekła, że nie mogłam wytrzymać, że nie wypada wychodzić z pogrzebu własnego dziadka. No cóż, wtedy jeszcze nie wiedziała co się stało.
Parę dni po wszystkim zostałam na kilka dni u babci, aby po śmierci jej męża nie została sama. Kiedy babcia zauważyła moje silne pragnienie i częste odwiedzanie łazienki, zaczęła się niepokoić. Powiedziała mojej mamie, żeby jak najszybciej zabrała mnie do lekarza, bo to nie jest normalne, że aż tak chce mi się pić.
Mama posłuchała babci i jeszcze w tym samym tygodniu pojechałyśmy do lekarza. Zbadał mnie, a następnie kazał przyjść na pobranie krwi oraz miałam przynieść pojemniczek z moczem.
W czwartek rano pojechałam oddać krew, a po południu dzwonili z ośrodka, że mam jak najszybciej zgłosić się po skierowanie do szpitala.
Okazało się, że mam cukrzycę i gdybym dalej żyła tak jak żyłam wcześniej, mogłabym zapaść w śpiączkę cukrzycową...
Może ta historia nie jest bardzo porywająca, ale chciałam ostrzec ludzi, którym również towarzyszą takie same dolegliwości, by jak najszybciej zgłosili się do lekarza.
Pozdrawiam!
Brawa dla twojej mamy...
Taka mama to skarb :3
Przynajmniej na tatę mogła wtedy liczyć. Babcia tez
Ojciec tez się mógł zorientować ze dziecko dziwnie się zachowuje...
Moja mama też jest typem "Ja nie będę z Tobą po lekarzach jeździć, bo Ty coś sobie uroisz", niestety .-. Bogu dzięki póki co żadna moja dolegliwość nie okazała się groźna
Dobrze wiem co to znaczy posiadać takiedy objawy i uwierzcie mi - pierwsza rzecz o jakiej się myśli nie jest cukrzyca. Wszystko się wydaje naturalne, a symptomy tłumaczy się upałem, stresem czy dojrzewaniem. Zrzucenie winy na matkę jest trochę nie na miejscu. To nie jej wina... Zawsze w takim momencie będą ludzie nie widzący problemu i mają do tego prawo. Trzeba ich po prostu uzmysłowić co tak naprawdę może się dziać.
Zgadzam się z Sonexem - moja mama ma nietolerancję glukozy, silny niedobór żelaza i anemię, a na wszystkie objawy miała wytłumaczenie. A jest pielęgniarką i zawsze staje po stronie medycyny, kiedy akurat coś dolega tacie.
Oke ?
Nie rozumiem postępowania twojej mamy. Takie dolegliwości jakie miałaś nie były normalne a ona je po prostu zlekceważyła
Bo pewnie myślała że autorka wymyśla, bo jej się nudzi. Ale no obudzilaby sie dopiero jak autorka wpadłaby w śpiączke, i mówiła że nie wie jak to się stało, i że lekarz rodzinny powinien znać ta diagnozę pół roku temu, jak autorka była na badaniu kontrolnym..
U mnie mama dopiero jak jakiś czas jej mówię do idzie ze mna do lekarza. I to jest w porządku, bo czasem samo mija i po co latać po przychodniach?
A jesli nie mija to do kogo pretensje? Pewnie nie do siebie, co?
Ja jak jestem chora, albo widzę jakieś niepokojące objawy to pędzel do przychodni. Pewne pewna ze to nic groznego, a i tak za to płacę.
Chociaż babcia mądra.
Silne pragnienie często towarzyszy cukrzycy. Nie rozumiem jak Twoja mama mogła to olać...
Miałam takie same dolegliwości zanim zdiagnozowano u mnie cukrzycę. W nocy wypijałam około 5 litrów wody, w dzień nawet nie wiem ile.
Mi się podobało wyznanie :) dużo zdrowia Autorko! I mam nadzieję, że mama już trochę poważniej podchodzi do twoich problemów, jakie by nie były...
Dziwna mama. Gdybym powiedziala swojej o jakichś niepokojących objawach to sama by mnie wysyłała do lekarza.
Myslalam na poczatku ze bedzie to paranormalna historia :d
Pogrzeb mnie zmylił :P
Ja mam 13lat i od trzech choruje na cukrzycę i u mnie objawy były te same tylko ze ja z moimi rodzicami chodzilismy ciągle do lekarzy a żaden nie domyślił się żeby zrobić badanie krwi tylko mówili ze to jakiś wirus.
Ja chodziłam przez ponad 2 miesiące do lekarki, która mówiła mi, że nic mi nie jest, ale to co powiedziała, gdy zmierzyli mi cukier w przychodni i reakcja mojej mamy jest na kolejne wyznanie, a nie na komentarz. Może kiedyś ją opiszę ;)
''. Powtarzała tylko, że mam tyle nie pić, to i do toalety nie będę biegać co chwilę.''- gratulacje dla mamy...