#UwMs2

Ogólnie nie należę do zbyt bystrych osób, sama muszę to sobie przyznać.
Pierwszy dzień na nowym mieszkaniu, niczym jeszcze nie umiałam się posługiwać. Zamiast prysznica mieliśmy teraz wannę z nim połączoną, zamykała się taką szklaną „zasuwą”. Poszłam się umyć, zamknęłam się w wannie, normalnie przyciągając zasuwę do siebie, ale nadszedł czas wyjścia. Popycham ją – za nic nie chce się ruszyć, a przecież nie zawołam nikogo, żeby mnie wypuścił spod prysznica. Pomiędzy zasuwą a suszarką na ręczniki jest mała przerwa, a że jestem dosyć szczupłą osobą, to wpadłam na bardzo mądry pomyśl po prostu przeciśnięcia się tamtędy – jak pomyślałam, tak zrobiłam. No, tylko że nie byłam dosyć szczupła, bo się zablokowałam. Zasuwa miała ostre krawędzie, nikt pewnie nie przewidział, że ktoś tam kiedyś utknie. I na tej krawędzi zablokowało się właśnie moje gardło. Nie zamierzałam nikogo wołać, więc się po prostu stamtąd wyszarpnęłam.
No, i oto historia, jak prawie sobie poderżnęłam gardło prysznicem.

PS Moja głupota i tak się wydała, ciężko nie zauważyć krwawej krechy na gardle córki, poza tym ktoś musiał to opatrzyć. Tajemnica otwierania prysznica – składał się w bok, trzeba było przyciągnąć go do siebie i złożyć. Co prawda było pełno pytań i przypuszczeń, co mi się stało, ale na prysznic nikt nie wpadł. Najlepsze, że nie miałam pięciu lat, a piętnaście.
Dodaj anonimowe wyznanie